Kara wobec abpa Sławoja Głódzia jest bardzo łagodna – komentuje w rozmowie z Onetem ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Nakaz zamieszkania poza archidiecezją gdańską, a także zakaz uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych lub spotkaniach świeckich na terenie archidiecezji gdańskiej to kara jaką wymierzyła Stolica Apostolska na arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia w związku ze sprawą tuszowania nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych, do których dochodziło w jego diecezji.

REKLAMA

Moim zdaniem arcybiskup powinien otrzymać zakaz działalności na terenie całej Polski, udać się na zamieszkanie do klasztoru czy innego miejsca odosobnienia i cały swój bardzo bogaty majątek przekazać na potrzeby fundacji św. Józefa - przekonuje w rozmowie z Onetem ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jak dodaje, jedynym zaskoczeniem była kwestia tego, jak długo trwała cała procedura.

Jak poinformował Watykan, wobec abpa Sławoja Leszka Głódzia stosuje się nakaz zamieszkania poza archidiecezją gdańską, a także zakaz uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych lub spotkaniach świeckich na terenie archidiecezji gdańskiej.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski, odnosząc się do tej kwestii zauważa, że zakaz publicznej celebracji dotyczy tylko konkretnej diecezji. Co oznacza, że w każdej innej będzie mógł publicznie np. odprawiać mszę. To bardzo dziwne - komentuje ksiądz w rozmowie z portalem.

Pojawia się też pytanie do najwyższych władz państwowych: co w takiej sytuacji zrobi prezydent Andrzej Duda? Bo przecież arcybiskup jest również generałem dywizji. Oczywiście nominację odbierał z rąk poprzednich prezydentów, jednak honor oficerski wymaga, by tego typu stopnie posiadały osoby o nienagannej przeszłości. A tu mamy wyraźny, bardzo negatywny obraz człowieka, który tuszował pedofilię - dodaje.

Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego, można mówić braku konsekwencji ze strony kościelnych władz.

Niektóre kroki są wymuszone tylko poprzez media czy poprzez wieloletnie skargi. Przypominam, że nie mówimy tutaj tylko o tuszowaniu pedofilii, ale też o mobbingu, nadużywaniu władzy, alkoholizmie.
dodaje duchowny w rozmowie z Onetem.

Abp Głódź miał ukrywać doniesienia o przypadkach molestowania

Sprawa abp Głódzia badana była na podstawie przepisów motu proprio "Vos estis lux mundi", ogłoszonego przez papieża Franciszka w maju 2019 ubiegłego roku. W dokumencie tym papież wskazał, że do odpowiedzialności kościelnej mogą być pociągnięci nie tylko sprawcy przestępstw seksualnych na szkodę osób małoletnich i zależnych, ale także ich kościelni przełożeni, jeśli udowodni się im "działania lub zaniechania mające na celu zakłócanie lub uniknięcie dochodzeń cywilnych lub kanonicznych, administracyjnych lub karnych".

W oświadczeniu przesłanym PAP w październiku ubiegłym roku 16 kapłanów archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że przesłało stosowne dokumenty do nuncjatury apostolskiej. Pojawiły się m.in. zarzuty ukrywania doniesień o przypadkach molestowania w archidiecezji gdańskiej.

Abp Głódź zapewniał wówczas, że nie zbagatelizował żadnych doniesień. Chcę podkreślić, że nie wykazałem żadnej opieszałości w sprawie jakichkolwiek duchownych, którzy dopuścili się przestępstwa. Prowadzone są one zgodnie z procedurami określonymi przez Stolicę Apostolską i Konferencję Episkopatu Polski - napisał 24 lutego w oświadczeniu.

Papież Franciszek przyjął 13 sierpnia rezygnację abpa Sławoja Leszka Głódzia z pełnienia posługi arcybiskupa metropolity gdańskiego. Duchowny skończył 75 lat, osiągając tym samym wiek emerytalny. Nie oznacza to jednak, że został zwolniony z odpowiedzialności za czyny popełnione w trakcie sprawowania urzędu.

Decyzją papieża Franciszka administratorem apostolskim archidiecezji gdańskiej sede vacante został biskup elbląski Jacek Jezierski. O decyzji papieża poinformował 13 sierpnia nuncjusz apostolski w Polsce.