"Wierzę i zawsze wierzyłam w moją trenerkę Iwonę Krupę. Nie liczy się dla mnie opinia innych o niej. Ona jest moim pierwszym trenerem i wie, jak ze mną działać" – powiedziała po odebraniu złotego medalu w Glasgow halowa mistrzyni Europy w biegu na 60 m Ewa Swoboda. Dodała, że nie mógłby jej trenować mężczyzna: "Nie ma takiej opcji, bo między kobietami jest inna więź".

REKLAMA

Reprezentantka polski zdobyła wczoraj złoty medal w trwających od kilku dni Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy. W sobotnim finale uzyskała czas 7,09, wyprzedzając utytułowaną Holenderkę Dafne Schippers - 7,14 oraz broniącą tytułu Brytyjkę Ashę Philip - 7,15. Dwa lata temu w Belgradzie trenowana przez Iwonę Krupę zawodniczka AZS AWF Katowice zajęła drugie miejsce.

Wierzę i zawsze wierzyłam w moją trenerkę Iwonę Krupę. Nie liczy się dla mnie opinia innych o niej. Ona jest moim pierwszym trenerem i wie, jak ze mną działać. Ciężkie byłoby dla mnie zmienianie trenera. Nie wyobrażam sobie tego. Nie ma opcji, żeby trenował mnie facet. To nie jest taka sama więź, jak pomiędzy kobietami. Jak baby się dogadają, to już jest coś. Nie będę zmieniała trenerki. Wierzę w nią i ona wierzy we mnie. Jest zawsze ze mną i ja będę zawsze z nią - podkreśliła Ewa Swoboda.

Przyznała jednak, że jej relacja z panią trener nie jest przyjaźnią.

Trzeba te dwie rzeczy oddzielać. Jest różnica pomiędzy przyjacielem a trenerem. Na pewno mamy dobry kontakt, ale nie jeździmy razem na kawę i nie robimy sobie paznokci. Nie wybieramy sobie także razem ubrań. Moja trenerka jest w wieku moich rodziców. Nawet jeżeliby była młodsza, to respekt nie pozwala mi na to, żeby mówić do niej na "ty", siedzieć z nią w galerii i robić nie wiadomo co - wskazała pochodząca z Żor zawodniczka.

Podsumowała też wczorajszą dekorację i emocje jakie towarzyszyły jej po zwycięskim biegu.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Ewa Swoboda ze złotem HME w Glasgow. "Wciąż do mnie nie dociera, że zajęłam pierwsze miejsce"


Wczoraj się rozbeczałam. Dzisiaj powstrzymywałam łzy. Nie chciałam się popłakać, bo wczoraj dużo łez już poleciało. Dzisiaj cieszę się z tego bardziej wewnętrznie. Ogromna radość będzie na pewno jutro, gdy wrócę do domu - powiedziała mistrzyni Europy.

Dodała, że nie skupia się już na tym co było, ale na teraźniejszości. Posumowała także zmianę jaka zaszła w niej samej i podejściu do innych osób.

Poprzedni sezon nie spowodował, że wyciągnęłyśmy z trenerką jakieś rewelacyjne wnioski. Dowiedziałam się po prostu wiele o ludziach. Zamknęłam się na nich bardziej niż kiedyś. Już nie biegnę do wszystkich i nie mówię: "ale jesteście super". Sorry, to się skończyło i nie wróci - podkreśliła Swoboda.

W jej głowie nie ma tematu biegania 200 metrów. To nie jest dla mnie. Może, gdy będę już stara, ale na pewno nie teraz i pewnie nigdy - dodała 21-latka.

Przyznała, że za każdym razem, gdy wchodzi w bloki i ma biec 200 metrów, to się boi.

Może nie jestem obiegana na tym dystansie. Pamiętam, jak chyba rok temu wystartowałam na nim w Austrii. Uzyskałam 23 sekundy z dużym hakiem. Zaczęłam biec od drugiej setki. Remek Olszewski się ze mnie śmiał, że wyszłam z bloku, jakbym chciała truchtać. To nie dla mnie" - oceniła. Na 100 metrów w lecie chciałaby zbliżyć się do granicy 11 sekund. Marzeniem byłby awans do finału jesiennych mistrzostw świata w Dosze.

Podkreśliła także, że nie myśli jeszcze o igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2020 roku.

W ogóle o tym nie myślę. Chcę jak najdłużej pozostać w tej chwili, która jest teraz. Jest mi niezmiernie miło, przyjemnie i chcę, żeby to trwało jak najdłużej. Dużo startowałam w hali, ale teraz będzie tylko tydzień wolnego i pojedziemy na obóz na Teneryfę. Potem lecimy na trzy tygodnie do Jokohamy, gdzie odbędą się nieoficjalne mistrzostwa świata sztafet. Potem będę trenowała w Polsce, bo bardzo to lubię. Powiedzmy sobie szczerze - w Spale mamy wszystko. W kwietniu będzie już ciepło, więc to nie jest problem biegać w Spale, Rybniku, a nawet Żorach - przyznała mistrzyni Europy.

Pytana o obciążenia na siłowni powiedziała, że są one nadal niskie.

To nie są obciążenia na poziomie 250 kg. Z tego co wiem, to dźwigam bardzo mało. Moje osiągi w przysiadzie, wyciskaniu czy zarzucie są nawet w porównaniu do dziewczyn trenujących w Polsce bardzo niskie. Robimy siłę, jak dla młodzika. Po co podbić ją teraz i mieć jeden super sezon. Potem z czego będę szła? Nie będzie już bowiem czego dołożyć i czym podbijać formy. Dajmy na to, że w tym roku zrobię 100 kg, a w przyszłym 110 kg. Gdybym rzuciła się na 150 kg to bym biegała, ale co byłoby za rok czy dwa lata? Nie wiadomo. Myślimy perspektywicznie - zakończyła.

Przypomnijmy, że Ewa Swoboda w tym sezonie wygrała 14 z 15 startów w hali. 11 razy pobiegła poniżej 7,15. Jej złoty medal na 60 m był pierwszym triumfem Polki na tym dystansie w historii w mistrzostwach Europy pod dachem. W 1969 roku, czyli dokładnie 50 lat temu, złoto Europejskich Igrzysk Halowych w Lekkoatletce w Belgradzie (HME zaczęto organizować rok później) wywalczyła Irena Szewińska. Wtedy startowała jednak nie w biegu na 60, a 50 metrów uzyskując czas 6,4.