Związki biznesu z polityką oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego kraju – to główne powody złożenia wniosku o odwołanie ministra skarbu Zbigniewa Kaniewskiego. Wczoraj w Sejmie odbyła się debata na ten temat.

REKLAMA

Wniosek złożyli posłowie PiS, PO i PSL. Minister dowiódł, że minister skarbu może dokonywać takich działań i zaniechań, które bezpieczeństwo energetyczne Polski wystawiają na szwank. (...) Minister dowiódł, że jest automatyczną sekretarką do nagrywania poleceń premiera - uzasadniał wniosek Ludwik Dorn z Prawa i Sprawiedliwości.

Opozycja zarzucała Kaniewskiemu, że jego działania doprowadziły do osłabienia pozycji Skarbu Państwa w PKN Orlen - szczególnie przyczynił się do tego wybór prezesa Kulczyk Holding, Jana Wagi, na stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej PKN Orlen.

Większość zarzutów dotyczyło właśnie wpływu środowiska biznesu na decyzje ministra skarbu. Kilkakrotnie wymieniano nazwisko Jana Kulczyka. Czyj jest ten Sejm? Czy ten Sejm jest narodu polskiego – suwerena – czy doktora Jana Kulczyka? I taki będzie podstawowy sens głosowania wotum nieufności wobec pana Kaniewskiego - powiedział Dorn.

Zbigniew Kaniewski przekonywał w czasie debaty, że jego decyzje nie pozbawiły wpływu Skarbu Państwa na przyszłość Orlenu. O odrzucenie wniosku zaapelował premier Leszek Miller. Wniosek określił jako "absurdalny".

Głosowanie nad wnioskiem o dymisję Kaniewskiego już jutro. Przeciwko odwołaniu ministra są jedynie SLD-UP oraz FKP Romana Jagielińskiego.