Pozbawiona duchowego przywódcy palestyńska organizacja terrorystyczna Hamas może zmienić taktykę i rozszerzyć swoje operacje na cały świat, przede wszystkim przeciwko celom izraelskim i amerykańskim. Groźna jest też możliwa współpraca z al-Qaedą.

REKLAMA

Hamas, organizacja odpowiedzialna za szereg krwawych zamachów terrorystycznych i dążąca do likwidacji Państwa Izrael, przez Palestyńczyków postrzegana jest jako ugrupowanie walczące o wolność, działająca na rzecz tzw. sprawy palestyńskiej, czyli powstania niepodległego państwa palestyńskiego.

Po śmierci swojego lidera i założyciela, palestyńscy terroryści mają dwa dylematy: jak i kim zastąpić Szejka Ahmeda Jassina i w jaki sposób odpowiedzieć na jego śmierć. 67-letni Jassin był założycielem, duchowym przywódcą, wielkim autorytetem dla radykalnej części Palestyńczyków, strategiem politycznym i wojskowym Hamasu. Był też przywódcą religijnym. Zdaniem ekspertów jego eliminacja może naruszyć spójność tej organizacji, podważyć pozycję całego Hamasu.

Na jego miejsce nie ma jednak nikogo, nikogo takiego formatu. Ani Abdel Aziz Rantisi, lider „twardogłowych” oraz wojskowego skrzydła tej organizacji, ani Mahmoud al-Zahar, inny lider Hamasu, ani Ismail Haniya, szef biura Jassina w ostatnich latach, utrzymujący bliskie kontakty z władzami Autonomii Palestyńskiej nie mają takiego autorytetu wśród Palestyńczyków, jaki miał Jassin.

Nie oznacza to jednak, że Hamas stracił zdolność planowania i przeprowadzania ataków terrorystycznych. Wojskowe skrzydło organizacji, Iz a Din al-Kassam, nie ucierpiało na śmierci Jassina, podobnie jak i polityczny pion Hamasu; politycznie organizacja obecna jest np. w Egipcie.

Bez silnego, charyzmatycznego lidera, Hamas może podzielić się na mniejsze, niezależne od siebie frakcje i to jest dziś realne niebezpieczeństwo. Odłamy Hamasu mogą stworzyć własną ideologię, własną taktykę, a swoich działań nie będą uzależniać od żadnych uwarunkowań politycznych. Tak stało się np. ze Stowarzyszeniem Braci Muzułmańskich w Egipcie czy Dżihadem w Algierii, które po utracie liderów, podzieliły się, a część z nich współpracuje dziś z al-Qaedą.

Do tej pory palestyńskie grupy terrorystyczne unikały współpracy z organizacją stworzoną przez Osamę bin Ladena; nie chciały być łączone z ludźmi, którzy odpowiadają za ataki na USA z 11 września. Śmierć Jassina może to zmienić. Ważnym sygnałem była wczorajsza wypowiedź Rantisiego. Ogłosił on, że Hamas otwiera nowy rozdział w walce z Izraelem, a śmierć Jassina nazwał początkiem wojny z muzułmanami - wojny judaizmu z islamem. Takie wypowiedzi wskazywałyby na możliwe zbliżenie z al-Qaedą, toczącą globalną wojnę ze wszystkim, co amerykańskie, żydowskie, europejskie (choć Europa sobie jeszcze tego nie uświadamia), słowem z wszystkim, co nie jest islamskie – islamskie w najbardziej średniowiecznym wydaniu.

Stratedzy Hamasu muszą zdecydować, czy porzucić dotychczasową strategię – samobójcze zamachy i ataki w Izraelu – i rozpocząć operacje poza granicami Izraela, uderzając w interesy żydowskie, izraelskie czy amerykańskie. Za granicą są komórki tej organizacji i jej sympatycy gotowi do działań. Do tej pory Hamas za granicą zbierał tylko pieniądze na działalność terrorystyczną.

Hamasowcy zapewne zastanawiają się też, jak ewentualna globalna kampania terroru wpłynie na postrzeganie sprawy palestyńskiej na świecie. Innym pytaniem jest, czy Hamas zacznie współdziałać z al-Qaedą. Jeśli tak, to czy w tej sytuacji kraje Unii Europejskiej będą dalej z taką pobłażliwością patrzeć na terrorystów z Autonomii Palestyńskiej, ganiąc przy każdej okazji Izrael za jego wojnę z terroryzmem?

14:25