Budowa i instalacja rurociągu do przesyłu ścieków przez Wisłę w Warszawie pochłonęły w sumie 41 milionów złotych – ustalił reporter RMF FM Mariusz Piekarski. Instalacja powstała po awarii kolektorów pod dnem Wisły.

REKLAMA

Koszt instalacji można uznać za duży biorąc pod uwagę fakt, że ma ona charakter tymczasowy i ma działać dwa miesiące. Co więcej, 13 milionów ma kosztować docelowa naprawa kolektorów.

Trzeba jednocześnie pamiętać, że rurociąg powstawał pod presją czasu i chodziło o szybkie zatrzymanie spustu ścieków do Wisły. Gigantyczne rury ściągano z Finlandii, a pompy m.in. z Francji.

Inwestycje w wodociągi są niesłychanie drogie, awarie się zdarzają i jeżeli chce się usunąć ich skutki bardzo szybko to nie da się tego zrobić bardzo tanio - stwierdził w rozmowie z reporterem RMF FM prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Rząd pomógł samorządowi - tak jest w każdym cywilizowanym państwie, że jeżeli się zdarzają tego typu awarie to wtedy wszystkie służby - zarówno państwowe, jak i samorządowe i starają się temu zaradzić. Tutaj się należą absolutnie podziękowania za to, że po tych pierwszych dniach, gdzie przede wszystkim awaria była używana do kampanii politycznej, rząd zdecydował się na pomoc - zauważył. Niestety, niektórzy politycy PiS-u dalej robią na tym kampanię wyborczą - dodał.

Presja czasu wynikała z jednej strony tego, że wszyscy chcieliśmy, żeby tę awarię usunąć jak najszybciej, ale z drugiej strony też ta awaria została użyta przez rządzących jako pewien symbol. Było bardzo dużo przesady, paniki, która spowodowała, że ta presja była znacznie większa - mówił prezydent Warszawy.

Instalację rurociągu organizowały Wody Polskie wspólnie z Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

To są pewnie koszty posadzenia kwiatów w kilku miastach w Polsce czy wiele innych koncertów, festiwalu, które się regularnie odbywają. Jeżeli ja słyszę o 21 mln ton ścieków, które mogły do 15 listopada trafić do Bałtyku, jeżeli słyszę o 1,8 mln mieszkańców, którzy żyją wzdłuż Wisły plus tych, którzy mieszkają nad Bałtykiem to na mnie ta kwota 41 mln zł nie robi żadnego wrażenia - powiedziała naszemu reporterowi wiceminister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Anna Moskwa. To jest około 20 złotych na mieszkańca. Myślę, że rząd polski stać na taką kwotę - dodała. Wykonywały nam to polskie firmy. 22 zgrzewaczy, którzy przyjechali ze Śląska, żeby przez 10 dni non stop pracować. Myślę, że zysk nie był ich głównym celem - oceniła.