REKLAMA

Tomasz Skory: Jak według pana powinna zachowywać się osoba publiczna, której publicznie stawiane są zarzuty natury obyczajowej. Co powinna zrobić, żeby się przed nimi bronić?

Andrzej Drzycimski: Najważniejsze to opowiedzieć sobie na podstawowe pytanie, jeśli zło o trzeba to nazwać i to należy do tych, którzy oceniają. Wydaje mi się, że w tym wypadku - w wielu przypadkach, z którymi mamy do czynienia w naszym kraju – to zło jest za późno nazywane. Za często to zło jest pomijane lub nawet pomijane są kontr wizerunki, żeby zatrzeć takie pierwsze wrażenie.

Tomasz Skory: Ale przyzna pan, że nazewnictwo to jest rzecz sporna już w samym momencie postawienia zarzutów. Przypomnę, że w ciągu ostatniego tygodnia obserwujemy na przykład wciąż oficjalnie nie rozstrzygniętą, właśnie ze względu na nazewnictwo, sprawę arcybiskupa poznańskiego, któremu zarzucono molestowanie homoseksualne młodych księży, a on się z tym nie zgadza. Nazewnictwo nie zostało ustalone.

Andrzej Drzycimski: Z tych przypadków można by było w tej ostatniej nawet historii współczesnej sięgnąć do Stanów Zjednoczonych to był też problem nazewnictwa bardzo skomplikowany. Ale jak wiemy opinia publiczna później jednoznacznie ocenia w takim czy innym przypadku. Natomiast mi chodzi o coś innego, najważniejsze by w sytuacjach, które są takimi sytuacjami kryzysowymi wynikającymi z zachowań osób publicznych, a te osoby publiczne miały świadomość, że budują one swój określony wizerunek, który nie do nich należy. Wizerunek należy do tych, którzy oglądają, oceniają, rozmawiają, czy są na zewnątrz. Jeśli ktoś z osób publicznych nie ma świadomości, że ten wizerunek może być nadszarpnięty taką sytuacją, no to przepraszam bardzo, ale jest to osoba, która nie ma świadomości w ogóle funkcjonowania w obiegu publicznym.

Tomasz Skory: Czy to znaczy, że arcybiskup Paetz, który milczy bądź zaprzecza, ale w oficjalnych komunikatach stosuje taktykę niedobrą?

Andrzej Drzycimski: Nie wiem, bo my tu już tak trochę osądzamy, już wybiegamy do przodu. Ja nie wiem jakie będą rozstrzygnięcia. Nie chciałbym tutaj się kłócić. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę, że media, które rozpoczęły całą kampanię związaną z arcybiskupem Paetzem, potraktowały go w sposób szczególny, nawet odmiennie niż polityków z najwyższych półek. Ale to jest już też specyfika polskich mediów, dlatego, że arcybiskupowi nie dano nawet szansy publicznego bronienia się i on to zrobił w liście, tym który wystosował ostatnio. I żebyśmy też nie zapominali o jednej najważniejszej rzeczy – jeśli mówimy o przypadku arcybiskupa, arcybiskup jest nadal arcybiskupem i takie listy może wydawać i nie można mu tego typu listów zabronić. To jest jedna uwaga. Druga uwaga też taka istotna, to że arcybiskup wpisuje się w tego typu sytuacje, które funkcjonują i pojawiają się, tak jak jest człowiek człowiekiem. Pojawiają się sytuacje, które można nazwać sytuacjami niemoralnymi, nieetycznymi lub złymi w zależności od tego, kto użyje jakiego słowa. W każdym razie to są sytuacje, które dla ludzi są nie do zaakceptowania. Jedna taka uwaga, która jest szczególnie przez polityków przestrzegana, że bardzo dużo się traci w momencie, kiedy zaczyna się kłamać. Nie uświadamianie sobie tego momentu jest jednym z elementów, który pogrąża wraz z upływem czasu. Tu mogę podawać wiele przykładów, które nie tylko gdzieś tam za oceanem, ale również europejskich, polskich, gdzie politycy, osoby z pierwszych stron gazet, z radia, z telewizji brną, próbują zbudować inny swój wizerunek, a tu się okazuje, że jest on fałszywy.

Tomasz Skory: Druga z takich spraw, oprócz sprawy arcybiskupa poznańskiego, to minister w kancelarii premiera pan Tadeusz Iwiński, który w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim dziś rano u nas w radiu, utrzymywał wręcz, że „my z parlamentarzystkami z zachodu dwa razy spotykamy się, obejmujemy, ściskamy i to jest zupełnie normalne, to często one same to robią”. Wszyscy wiemy o co chodzi. Czy sądzi pan, że to jest dobra taktyka obronna? Czy to już kłamstwo?

Andrzej Drzycimski: Nie wiem jakie były fakty.

Tomasz Skory: Fakty widzieliśmy na ekranach telewizorów – ręka profesora Iwińskiego wędrowała, wędrowała, aż zawędrowała pod żakiet.

Andrzej Drzycimski: Tak, ale to jest dwustronna zgoda na tego typu sytuację. Musimy pamiętać, że w tej sytuacji są dwie osoby, które podejmują taką czy inną decyzję. Natomiast musimy pamiętać o tym, bo tutaj też wpadamy w taką małą pułapeczkę - myślę, że w różnych kulturach to jest różnie traktowane. Obejmowanie się, całowanie mężczyzn na ulicach dalekiego wschodu, kiedy się patrzy, to jest prawie naturalne. Gdyby to było w Polsce, każdy by z nas potraktował to dosyć jednoznacznie. Także tu, w tym wypadku uważajmy, żeby nie podejmować ostatecznych rozstrzygnięć, które nie mieszczą się w przyjętym dla obu osób zainteresowanych, w tym filmie występujących, tą sprawą. Jedno jest tutaj istotne, musimy więcej wymagać od osób publicznych, żeby miały świadomość swojego publicznego funkcjonowania.

Tomasz Skory: Osoby publiczne mają wymagania trochę wyżej postawione niż wszystkie inne.