Po stu czterdziestu jeden dniach w kosmosie, pierwsza stała załoga międzynarodowej stacji kosmicznej wróciła na ziemię. Przywiózł ich prom Discovery, który kilkanaście minut temu wylądował na Florydzie.

REKLAMA

Zwykle od momentu lądowania do momentu opuszczenia promu przez załogę mija około 45 minut. To czas niezbędny do przetestowania układów wahadłowca, sprawdzenie, ze wszystko jest w porządku, nie ma żadnych wycieków, trzeba wyłączyć większość instalacji i przygotować się do bezpiecznego opuszczenia promu. Oczywiście w przypadku załogi tego wahadłowca procedura będzie nieco inna. Lekarze wejdą na pokład i przeprowadzą wstępne badania. Na zewnątrz astronauci zostaną wyniesieni w specjalnych leżących fotelach. Chodzi o to by jak najmniej zaburzyć ich stan przed wykonaniem przewidzianych procedurą badań. Shepard prawdopodobnie wróci szybko do domu. Znaczną część rehabilitacji będzie prowadzić jego żona, która akurat jak się złożyło, ma odpowiednie przygotowanie medyczne. Rosjanie poddani będą prawdopodobnie innej procedurze, a do swego kraju wrócą dopiero za 10 dni. Miesiące jednak miną zanim będą mogli normalnie żyć. Jak twierdzą lekarze, pierwsza załoga stacji kosmiczne są z pewnością najlepiej wytrenowana ze wszystkich wracających na ziemię po długotrwałych lotach kosmicznych. To zasługa doświadczenia zdobytego podczas lotów kosmicznych i w czasie przebywania na stacji kosmicznej MIR. Posłuchaj relacji korespondenta radia RMF FM Grzegorza Jasińskiego:

Czekamy na MIR

Według ostatnich ustaleń - MIR ma zostać zatopiony w Pacyfiku pojutrze rano czasu polskiego. Pewien Australijski farmer postanowił "pomóc" rosyjskiej agencji kosmicznej w tym trudnym zadaniu. Na terenie swej posiadłości wykosił w trawie dwa ogromne znaki X - jako potencjalne miejsca dla "lądowania" szczątków MIR-a. "No cóż, nie do końca ufamy rosyjskiej technologii, która w tym momencie krąży gdzieś tam nad nami. Rosjanie zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą, my jednak mamy pewne wątpliwości, dlatego postanowiłem podjąć dodatkowe środki i wyznaczyć ładny cel do spadania, tak by MIR nie uderzył w jakiś dom, czy miasto. Chcę żeby spadł właśnie tu" - powiedział mężczyzna. A MIR krąży w tym momencie na orbicie około dwustu dwudziestu czterech kilometrów nad ziemią. Specjaliści przewidują, że w czasie sprowadzania na Ziemię stacja ta rozpadnie się na półtora tysiąca mniejszych kawałków, ważących razem około czterdziestu ton. Stanie się to około czterdziestu kilometrów nad ziemią. Szczątki te mają spaść, zgodnie z planem - do Pacyfiku.

Foto EPA

09:15