Łódzki sanepid znalazł w szpitalu im. Madurowicza, w którym w ostatnim czasie zmarły cztery noworodki, bakterię klebsiella pneumoniae. Podczas wcześniejszych badań bakterii nie wykryto, znaleziono natomiast drobnoustroje, które u słabych organizmów – jakimi z pewnością są wcześniaki - mogły wywołać chorobę.

REKLAMA

Pracownicy sanepidu pobrali 200 próbek, śledząc dokładnie drogę ciężarnej kobiety w szpitalu. Zdaniem dyrektor wojewódzkiego sanepidu Urszuli Polińskiej fakt, że w jednej z pobranych próbek znaleziono bakterię wcale nie musi oznaczać, że do zakażenia doszło w szpitalu. Klebsiella pneumoniae wyhodowano z próbki materacyka, podobno nieużywanego przez dzieci.

Teraz całą sprawą zajmie się jeszcze zespół do spraw zakażeń szpitalnych, powołany zresztą w Madurowiczu, bo tak stanowi prawo. Lekarze sprawdzą, czy i kto zapomniał o higienie na oddziałach.

A że ktoś zawinił nie ma wątpliwości matka jednego ze zmarłych noworodków: Ja widziałam, kiedy zaczęto sprzątać, wywozić dzieci. Ja nie mam pretensji do lekarzy, a do kogoś kto jest odpowiedzialny za organizację pracy, za czystość.

Z rodzicami zmarłych dzieci rozmawiał łódzki reporter RMF Marcin Wąsiewicz. Posłuchaj:

Jeszcze kilka dni temu lekarze twierdzili, że śmierć noworodków to nieszczęśliwy wypadek. Wykluczali zakażenie szpitalne. Jednak po czwartym zgonie zaczęli mówić, że być może dziecko urodzone z inną infekcją śmiercionośną bakterią mogło się zakazić już w szpitalu.

Dodajmy, że równolegle łódzka prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci w szpitalu im. Madurowicza.

07:00