Znów nad naszym krajem szaleją burze. Wczoraj wieczorem nawałnica przeszła nad Małopolską. Z zalanych wsi ewakuowano prawie sto osób. Po gwałtownych burzach zalane zostały domy i gospodarstwa, a także wiele dróg.

REKLAMA

Kilkanaście powalonych drzew, strażacy wypompowują wodę z zalanych piwnic, w sumie wieczorem interweniowali już ponad 50 razy - to bilans po przejściu nawałnicy nad lubelszczyzną. Kilka stodół zapaliło się od uderzenia pioruna. Gwałtowne burze przeszły też nad południową częścią Podkarpacia. A my od kilku dni spoglądamy nie tylko w niebo koloru ołowiu, z niepokojem przyglądamy się podnoszącym się wodom w górskich rzekach. W rejonie Podhala w ciągu kilku godzin poziom rzek przekroczył stany ostrzegawcze. Sytuacja zdaje się poprawiać. Od wczorajszego rana wody w rzekach opadły, bo przestał padać deszcz. Poprawa ta może być jednak chwilowa. Jak zapowiadają bowiem synoptycy w górach ma znowu padać. Opady te mają być przelotne, ale bardzo intensywne – nawet do stu litrów wody na metr kwadratowy ziemi. Na razie wielką wodę odczuli flisacy pienińscy, którzy musieli odwołać wczoraj spływ przełomem Dunajca. Jest do dla niech strata co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych. A tymczasem sytuacja w górskich potokach może się zmieniać z godziny na godzinę. Czy ktoś w ogóle jest w stanie przewidzieć jak się zachowają i jakie przybiorą rozmiary? O to mieszkańcy Tatr raczej nie muszą się martwić. Na Podhalu działa bowiem od ponad roku automatyczny system monitorowania opadów i stanu potoków. Jednak, jak przyznaje Michał Furmanek z Instytutu Meteorologii i Hydrologii Tatr, tu niemal wszystko jest możliwe. Twierdzi on, że był taki dzień, że na Hali Gąsienicowej spadło 300 mm deszczu na metr kwadratowy, czyli tyle, ile spada na równinach w ciągu roku. Miejmy jednak nadzieję, że tym razem do tego nie dojdzie i żadne nowe rekordy nie będą pobijane.

Tymczasem na Dolnym Śląsku trwa szacowanie strat jakie w czasie minionego weekendu wyrządziła wielka woda. Zniszczone drogi, podtopione domy, zalane piwnice - tak wygląda Jelenia Góra. Dokładny raport zniszczeń ma być gotowy dzisiaj rano. Nawałnica zniszczyła także tegoroczne plony rolników, między innymi tych z okolic Ziębic. Domagają się oni wprowadzenia na ich terenie stanu klęski żywiołowej. Większość rolników nie było stać na ubezpieczenie upraw. Ale i ci, którzy to zrobili nie zawsze są zadowoleni z oceny ekspertów . Spowodowało to na przykład ostrą wymianę słów doszło we wsi Dębowiec. Przy zniszczonych uprawach spotkali się rolnicy i biegli z towarzystwa ubezpieczeniowego.

Jedni szacują, a drudzy wciąż patrzą w niebo. Pracownicy dolnośląskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego ostrzegają, że największe opady na Dolnym Śląsku spodziewane są w nocy z wtorku na środę. Wtedy w ciągu doby może spaść do 90 milimetrów deszczu. Nasiąknięta gleba z pewnością nie przyjmie kolejnej porcji wody, a to oznacza kolejne, lokalne podtopienia.

Tymczasem burze i ulewy nie dają za wygraną. Potężna nawałnica przeszła wczoraj nad Piwniczną w Małopolsce. Zablokowana została droga do Krynicy. Tuż przed Wierchomlą osunęła się ziemia całkowicie blokując przejazd. Bardzo ucierpiały miejscowości Łomnica i właśnie Wierchomla, gdzie zalanych zostało większość gospodarstw, a lokalne drogi zostały podmyte przez wezbrane potoki. Kilka domów zostało podtopionych w rejonie Zakliczyna.

Wciąż również rośnie poziom wody w górnej Odrze. Stany alarmowe są przekroczone w Chałupkach i Krzyżanowicach. Alarm przeciwpowodziowy ogłoszono w Pszczynie na Śląsku. Woda z rzeki Pszczynki zalała część parku miejskiego, zagrożonych jest też kilka domów. Na Dolnym Śląsku stan alarmowy przekroczyła Mała Ślęża w powiecie Strzelińskim. Wały przeciwpowodziowe są tam mocno nasiąknięte.

foto: Iwona Zygmunt, RMF Zakopane

00:10