Liczba ogłoszonych w sądach upadłości sklepów detalicznych w styczniu i w lutym wzrosła o około 80 procent w porównaniu do ubiegłego roku - wynika z danych ubezpieczycieli należności. Na rynku zostają tylko najsilniejsi gracze, którzy mogą zaoferować najniższe ceny.

REKLAMA

Dziś bardzo dokładnie oglądamy każdą złotówkę, zanim ją wydamy. Sentymenty klientów ustępują więc chłodnej kalkulacji. Wielu klientów chodzi do osiedlowego sklepu już tylko z przyzwyczajenia albo po szybkie, "interwencyjne zakupy" - ocenia jedna z klientek sklepiku przy ulicy Kościuszki w Toruniu. Podobnego zdania są inni kupujący, którzy narzekają na wzrost cen. Chcąc, nie chcąc, kierują się do supermarketów, które stać na atrakcyjne obniżki.

Zachodniopomorskie i Małopolska w niechlubnej czołówce

Małym sklepom rosnące ceny towarów i paliwa coraz bardziej doskwierają. Najgorsza sytuacja jest w Zachodniopomorskiem i w Małopolsce, gdzie według ubezpieczyciela Euler Hermes tylko przez dwa miesiące tego roku upadło dwukrotnie więcej sklepów detalicznych niż rok temu.

Niepokojące zjawisko zauważa również Beata Padzik z firmy Coface. Luty rzeczywiście wygląda bardzo źle. Spodziewaliśmy się wzrostu liczby upadłości, ale nie aż takiego - zaznacza. Zaraz jednak dodaje, że po dwóch pierwszych miesiącach tego roku trudno już wnioskować, jak będą wyglądały następne.

System naczyń połączonych

Według sprzedawców, pogarszająca się kondycja sklepów detalicznych to złożony problem. Swoje sklepy traktują jak swoisty "papierek lakmusowy" polskiej gospodarki. Ich zdaniem nie chodzi tylko o wzrost cen czy kolejne markety. Swoje namieszała też nowa lista leków - ocenia jedna ze sprzedawczyń. Było dużo refundowanych, teraz wszystko ukrócili. Przychodzą ludzie starsi i mówią: pani, ja za 600 złotych wyżyć muszę, a wszystko idzie na leki - dodaje.

Nic dziwnego, że od niewielkich, osiedlowych punktów coraz częściej odwracają się najpewniejsi klienci: emeryci. Różnica w cenach przemawia za dużymi sklepami. Człowiek by chciał iść do mniejszego sklepu, bo i towar inny, i kolejki mniejsze, ale decyduje portfel - podsumowuje starsza pani.