Sposoby nauki są jeszcze - na szczęście - niewpisane do klucza

Wtorek, 21 listopada 2017 (14:49)

Po ponad dwóch latach nauki w liceum dochodzę do wniosku, że dwie rzeczy na tym etapie edukacji są pewne: przynajmniej jedna w miesiącu niezapowiedziana kartkówka z matematyki oraz matura. Nieistotne ile poprawek, zmian i wszelkich innych modyfikacji pojawi się w szkołach, zarówno uczniowie jak i nauczyciele wiedzą zawsze, że egzamin dojrzałości się odbędzie.

"Czas ucieka i matura coraz bliżej" - pisał Jerzy Kossela tworząc ponadczasowy przebój Czerwonych Gitar. Żeby przygotować maturzystów do zbliżającego się wielkimi krokami egzaminu szkoła organizuje tzw. "matury próbne". Dzięki temu nabierają oni wprawy w dokładnym wypełnianiu CZARNYM długopisem małych krateczek na karcie odpowiedzi i ewentualnie uczą się, że wiedza wiedzą, lecz klucz to podstawa. Większość uczniów krytycznie podchodzi do tej metody sprawdzania rozwiązań, chociaż zapewne wprowadzenie jednolitego schematu punktowania ma swoje zalety.

Podobno dobrym sposobem nauki do matury jest rozwiązywanie arkuszy i równoczesne sprawdzanie, jak dana odpowiedź ma wyglądać, do czego uczeń powinien się odnieść, jaką tematykę powinien poruszyć. Pytanie brzmi, czy można to nazwać zdobywaniem wiedzy czy raczej zaradności życiowej? Takie "wykuwanie na blachę" klucza budzi we mnie niechęć, którą zapewne (mając na celu dobry majowy wynik) zagłuszę. Koniec końców to przecież skutek - w tym wypadku wysoki wynik - jest istotny.

Technik skutecznej nauki jest cała masa. Sama przeglądam niezliczone internetowe poradniki dla maturzystów. Oczywiście prawda jest taka, że każdy uczeń ma własne metody, które dostosowuje do swoich potrzeb i możliwości. Sposoby nauki są jeszcze - na szczęście - niewpisane do klucza, więc mamy tutaj wolną rękę. Jednym zapamiętanie słówek ułatwią fiszki, a drudzy w tym celu potrzebują godziny monotonnego powtarzania na głos (indywidualnie bądź z pomocą rodzeństwa).

Najważniejsze jest to, że damy radę - podobnie jak tysiące nastolatków przed nami. Nie pogarszajcie swojego nastroju już od samego początku błędami kardynalnymi, niepoprawną tezą i innymi, z perspektywy czasu błahymi, sprawami. W maju - jestem przekonana - dacie z siebie wszystko, a do egzaminu podejdziecie spokojnie, bez niepotrzebnego stresu.

(PS: To tyczy się również zbliżających się próbnych matur, za które mocno trzymam kciuki!)

Artykuł pochodzi z kategorii: Zuza Kulig - komentarze

Zuza Kulig