Powtarzanie do matury brzmi ambitnie, lecz tylko w teorii...

Wtorek, 14 listopada 2017 (20:39)

Hej! Na imię mam Zuza i - podobnie jak tysiące nastolatków w Polsce - za nieco ponad pięć miesięcy przystępuję do matury. Mam nadzieję, że poprzez moje teksty wprowadzę do myślenia Czytelników pewien dystans do napiętej atmosfery przedmaturalnej. Widzę po moich znajomych i po sobie samej jak wiele stresu wiąże się z majowym egzaminem. Myślę, że każdy licealista powinien wiedzieć, że nie jest sam w tym maturalnym szaleństwie ;) Zapraszam, śledźcie moje blogi w RMF24, będę pisać jak idą moje przygotowania do matury. Zachęcam Was do dzielenia się swoimi przeżyciami z życia maturzysty w komentarzach pod tekstem.

Kiedy w liceum dopada cię stan ciągłej chandry, nie widzisz celu, dla którego nadal męczysz się na danym profilu, ilość materiału cię przerasta, a na domiar złego na każdym kroku straszony jesteś egzaminem maturalnym, to prawdopodobnie dotarłeś do ostatniego przystanku podróży przez edukację, jakim jest klasa maturalna. Ten końcowy etap ma to do siebie, że zanim pozwoli ci w majowej atmosferze zawalczyć o swoją przyszłość, wyssie z ciebie tyle energii, ile tylko będzie w stanie. Ciągłe zmęczenie, niewyspanie, zasypianie podczas lekcji utrudnia ci optymistyczne spoglądanie na otaczający cię świat.  Bo jak cieszyć się życiem, kiedy czekają na ciebie do napisania, w ciągu zaledwie trzech dni, cztery sprawdziany?

Powtarzanie do matury brzmi ambitnie, lecz tylko w teorii, gdyż w praktyce nie ma na nie czasu. Po powrocie do domu czeka cała masa zadań do rozwiązania z matematyki, a jeszcze lektura zaległa do przeczytania i do tego prezentacja na historię, żeby jakoś tą średnią podwyższyć. Szkoła nie pozwala ci się rozwijać, a przecież ty masz taki potencjał! Na całe szczęście swoją nadzwyczajność możesz przelać na kartkę z zadaniem domowym i dlatego już zaraz się za to zabierzesz, już zaraz dasz upust swojej skumulowanej wiedzy, jeszcze tylko po raz dziewiętnasty odświeżysz Facebooka, sprawdzisz Snapchata, klikniesz parę "polubień" na Instagramie i może tylko na malutką sekundkę spojrzysz na Twittera. I tym oto sposobem konsekwentnie, od wielu lat, łapiesz się na tym, że dziwnym trafem z 19:54 robi się 21:32, a ty nadal masz nieotwarte zeszyty.

Ale po co się stresować? Zadanie domowe spokojnie zdążysz spisać od kolegi na przerwie, rano zrobisz zdjęcie notatek koleżanki i wspomożesz się nimi na kartkówce, a prezentację odpalisz ze strony, którą blokuje szkolny Cenzor i przełożysz ją tym sposobem na następny tydzień. Problem z głowy - można z czystym sumieniem udać się na zasłużony odpoczynek. Gorzej, jeżeli zamiast spać postanowisz jeszcze przez "chwilę" pograć. Wtedy pożytku ani z nauki, ani z odpoczynku (chyba, że uznajesz za takowy dwie godziny snu).

Można - oczywiście - do sprawy podejść zupełnie inaczej. Przygotowywać się każdorazowo na testy, realizować podzielony na segmenty materiał powtórkowy, regularnie odrabiać zadania domowe, być wzorem prawego ucznia i życzliwego przyjaciela. Dla innych być może jesteś "pupilkiem" czy "kujonem", ale ty nie zważasz na zawistne opinie, gdyż liczy się dla ciebie jeden jedyny cel: 100 % z matury, najlepsze studia, dobrze płatna praca i wakacje w Dubaju. Owszem, czasami może padniesz niespodziewanie na łóżko przygnieciony ciężarem życia maturzysty, ale przecież za chwilkę zaaplikujesz sobie piątą kawę z rzędu i znowu pełen ochoty do działania, zabierzesz się do liczenia z pasją pierwiastków równania kwadratowego. Jeżeli do maja dobrniesz w jednym kawałku, to lepiej spisz swój wyczyn, gdyż będzie on na miarę stworzenia szczególnej teorii względności.

Którąkolwiek z metod byś nie podążał - cwaniaka, który raptem przed maturą zda sobie sprawę, że mózg od nieużywania podobnie jak samochód może zardzewieć, lub ambitnego żywiciela, który stawiając sobie za wysokie wymagania, jednocześnie pracuje na rzecz całej klasy - pamiętaj, że czas najwyższy na ustalenie sobie w życiu pewnej gradacji. Koniec końców, jedni wcześniej, drudzy przez błędy młodości później, dowiadują się, że od tych wakacji w Dubaju czy imprezy u Krzyśka, ważniejsze jest zdrowie. Lepiej - bynajmniej moim zdaniem - jest uświadomić sobie to teraz niż w maju, po otwarciu arkusza, gdy nieprzytomnym ze zmęczenia wzrokiem po raz setny będziesz czytał treść polecenia, próbując wydedukować co CKE miało na myśli.

Artykuł pochodzi z kategorii: Zuza Kulig - komentarze

Zuza Kulig