Kiedy Rosjanie ogłosili od 1 sierpnia embargo na import owoców i warzyw z Polski, minister rolnictwa i rozwoju wisi Marek Sawicki natychmiast ogłosił, że Polska jest pierwszą ofiarą rosyjskich retorsji na wprowadzane właśnie przez Unię Europejską sankcje gospodarcze, ba stwierdził nawet, że się temu specjalnie nie dziwi.

REKLAMA

Zamiast ostro zareagować, że Rosja jako członek Światowej Organizacji Handlu (WTO), nie ma prawa podejmować jakichkolwiek ograniczeń dotyczących wwozu na jej rynek towarów lub usług, w sytuacji kiedy te ograniczenia są motywowane politycznie, minister jak wynikało z jego wypowiedzi, akceptował takie decyzje naszego wschodniego sąsiada.

To zachowanie ministra Sawickiego było zastanawiające także z innego powodu, otóż od momentu kiedy został szefem resortu rolnictwa (a pierwszy raz został powołany na to stanowisko na jesieni 2007 roku), ogłosił swoisty reset w relacjach z Rosją i publicznie twierdził, że nie będzie czekał na Komisję Europejską i sam poprawi relacje ze swoim odpowiednikiem w tym kraju.

Przy okazji dostało się także Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego rządowi, za to że problemy w handlu z Rosją, przeniósł na poziom instytucji unijnych i że to Komisja Europejska i Rada, dyskutowały wówczas z tym krajem o embargu na polskie mięso.

Ostatecznie to embargo zostało przełamane przez Angelę Merkel (Niemcy przewodziły wtedy Radzie), która podczas szczytu UE- Rosja w Soczi, twardo stwierdziła, że Polska jest członkiem UE i Rosja nie może wybiórczo blokować eksportu z jakiegokolwiek unijnego kraju.

Sawickiemu to się nie podobało, twierdził, że sam ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, załatwi więcej.

Rosja przez te kilka ostatnich lat co i rusz wymyślała jakieś ograniczenia w dostępie polskich towarów rolnych do swojego rynku (uzyskała nawet od Polski możliwość inspekcji na miejscu we wszystkich zakładach mięsnych, które sprzedają na rosyjski rynek, choć żaden inny unijny kraj takim inspekcjom się nie poddał) ale w Polsce udawano, że nic się nie dzieje.

Dopiero rok temu, rozpoczęto poszukiwania nowych rynków zbytu dla polskich towarów rolnych (Azja Południowo- Wschodnia), promocją polskich owoców zajął się także Związek Sadowników Polskich ale do tej pory jakichkolwiek rezultatów tych działań, zarówno ministerialnych jak producenckich ani widu ani słychu.

Co więcej minister Sawicki wręcz do ostatniej chwili był przekonany, że jego sojusz z rosyjskim ministrem rolnictwa jest nie do poważenia. Jeszcze 2 lipca publicznie mówił, że nie spodziewa się żadnego embarga na polskie produkty rolne.

Po ogłoszeniu embarga przez Rosję na polskie owoce i warzywa, minister na konferencji prasowej stwierdził, że ich eksport na ten rynek w poprzednim roku wyniósł około 1 mld euro, w tym jabłek za około 0,5 mld euro.

Ale już kilka dni później, wysyłając wniosek do Komisji Europejskiej o rekompensaty finansowe dla polskich rolników, którzy ucierpią w wyniku rosyjskiego embarga, poinformował ją , że w roku 2013 Polska sprzedała do Rosji 804 tys. ton owoców i warzyw tylko za 336 mln euro.

Wprawdzie ostatecznie określił łączne przewidywane straty polskiego sektora owoców i warzyw z tytułu wprowadzonego przez Rosję embarga na kwotę około 0,5 mld euro ale to kwota o połowę mniejsza od tej wymienionej poprzednio.

Teraz kiedy rosyjskie embargo dotyczy już wszystkich 28 krajów i całego eksportu towarów rolno-spożywczych na ten rynek okazało się, że to Komisja Europejska ma najbardziej precyzyjne dane dotyczące polskiej sprzedaży do Rosji.

Wartość całego unijnego eksportu na rynek rosyjski w 2013 roku to 11,3 mld euro ale już wartość tych towarów, które objęło embargo dla wszystkich krajów UE to kwota 5,25 mld, w przypadku Polski te kwoty to odpowiednio 1,1 mld euro i 0,84 mld euro (co oznacza, że nie wszystkich towarów rolno -spożywczych dotyczy rosyjskie embargo).

Z sygnałów płynących z KE wynika, że uruchomi wypłatę z tzw. funduszu ryzyka ale na razie będzie to dotyczyło tylko sektora warzyw wrażliwych takich jak ogórki, rośliny kapustne, pomidory i pieczarki, które po zbiorach nie mogą być przechowywane.

Najprawdopodobniej z tego funduszu będą pokryte straty, a więc różnica (i to pewnie tylko jej część), pomiędzy spodziewanymi przychodami ze sprzedaży na rynku rosyjskim, a przychodami jakie rolnicy uzyskają ze sprzedaży tych produktów na rynku krajowym lub też na innych rynkach zagranicznych.

Ale rolnicy ciągle nic wiążącego na ten temat nie wiedzą, a minister Sawicki powołuje kolejne zespoły robocze, których rekomendacje tylko powiększają zdenerwowanie i chaos u producentów (jak to o niszczeniu zbiorów, choć wcześniej resort nawet nie zasygnalizował organizacjom charytatywnym takim jak PCK, Caritas czy Zrzeszenie Banków Żywności, że istnieje możliwość przejęcia przynajmniej części wyprodukowanych warzyw dla setek tysięcy ich podopiecznych).

Embargo obowiązuje już kilkanaście dni, a chaos w działaniach ministra Sawickiego tylko pogłębia i tak trudną sytuację producentów sprzedających do tej pory na rosyjski rynek.