Polska została wyraźnie uhonorowana podczas defilady zwycięstwa w Moskwie - powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Marcinem Friedrichem prof. Piotr Mickiewicz, politolog z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. Zaznaczył jednak, że Rosjanie podkreślili rolę naszego kraju jako sojusznika, ale w pełni świadomie pominęli problem 17 września 1939 roku.

Posłuchaj rozmowy z profesorem Mickiewiczem

Marcin Friedrich: Przed chwilą słuchaliśmy fragmentu "pokojowego" wystąpienia prezydenta Miedwiediewa. Po tych słowach na Plac Czerwony wyjechały czołgi, na niebie pojawiły się myśliwce i bombowce strategiczne. To mi nieco przypomina scenę z jednego z polskich filmów, gdy nasze czołgi ćwiczyły defiladowy szyk, niosąc olbrzymie litery układające się w słowo "pokój". Co to za przekaz - z jednej strony pokój odmieniany przez wszystkie przypadki, a z drugiej pokaz imperialnej siły?

Prof. Piotr Mickiewicz: I o to właśnie chodziło. Prezydent Miedwiediew w doskonale skonstruowanym przemówieniu - z punktu widzenia rosyjskich interesów geopolitycznych - ukazał potrzebę budowania globalnej koalicji, czyli wypowiedź skierowana w stronę Stanów Zjednoczonych. Nie ma świata jednobiegunowego. Jest potrzeba budowania świata wielobiegunowego, zjednoczonego świata, który przeciwstawi się globalnym zagrożeniom. A z drugiej strony pokazano potencjał jakim dysponuje Federacja Rosyjska. I ja chciałem tutaj zwrócić uwagę na bardzo istotny element przekazu rosyjskiego: proszę zwrócić uwagę, że akcentowano nie jakość uzbrojenia, potęgę militarną, tylko potencjał, który może przeciwstawić się uzbrojeniom. Każda kompania, która defilowała na Placu Czerwonym - akcentowano, że wywodzi się z konkretnej uczelni wojskowej, która kształci takich a takich specjalistów. Czyli jakby ta siła militarna pozostawała w tle, pokazujemy światu, że mamy potencjał i ten potencjał jest gotowy do przeciwstawienia się globalnym wyzwaniom, ale w wariancie wielonarodowego komponentu, który musi powstać, ponieważ taki jest współczesny świat i trzeba prowadzić politykę oparta na dialogu wszystkich sił politycznych, wszystkich krajów, wszystkich mocarstw, a nie budować świat tylko i wyłącznie w oparciu o interesy jednego hipermocarstwa.

Marcin Friedrich: Wśród oficjalnych delegacji był oczywiście Bronisław Komorowski. Czy zauważył Pan, by pełniący obowiązki prezydenta Polski był jakoś szczególnie wyróżniany wśród tych delegacji?

Prof. Piotr Mickiewicz: W ogóle koncepcja tych obchodów 65. rocznicy była stworzona z punktu widzenia interesów rosyjskich jako wskazanie, iż Federacja Rosyjska jest bardzo silnym, zakorzenionym państwem na obszarze Europy i Azji. I logiczną konsekwencją tej sytuacji jest odbudowa wielkości wspólnoty niepodległych państw. Więc uwaga była kierowana w kierunku przedstawicieli państw tworzących wspólnotę niepodległych państw - to pierwsza uwaga. A druga - proszę zwrócić uwagę, że w ogóle unikano pokazywania sposobu usadzenia przywódców państwowych, koncentrując się na defiladzie, na gościach i podkreślaniu tego wielonarodowego komponentu. I tutaj muszę powiedzieć, że Polska została bardzo wyraźnie uhonorowana, zarówno w przemówieniu prezydenta Miedwiediewa, jak i w usytuowaniu kompanii państw sojuszniczych. Chociaż przyznam, że zabrakło mi - zresztą to było w pełni świadome zagranie rosyjskie - ukazania tego, że - owszem - Polska była bardzo poważną siłą, tym głównym sojusznikiem w walce z Niemcami, ale w ogóle nie było ani słowa o polskich siłach na Zachodzie. I drugi sygnał, który był niezwykle istotny - cały czas Rosjanie mówili o wielkiej wojnie ojczyźnianej, czyli bardzo ładnie ominęli problem 1939 roku i problem Polski także w tej postaci: że jednak coś się tego 17 września stało.