Piotr Balcerowicz, orientalista

Wtorek, 20 listopada 2001 (09:25)

Konrad Piasecki: Jako zwolennik Sojuszu Północnego rozumiem, że przeżywa pan teraz chwile tryumfu?

Piotr Balcerowicz: Nie jestem może bezpośrednio zwolennikiem Sojuszu, ale cieszy mnie, że sprawy potoczyły się tak ze teraz Sojusz Północny jest w Afganistanie, chociaż jestem świadom potwornych zagrożeń, przed którymi stoi nie tylko sam Sojusz, ale w ogóle wszyscy Afgańczycy.

Konrad Piasecki: Rozumiem, że ta wiara w Sojusz nie jest na tyle silna i ta miłość do Sojuszu też nie jest na tyle silna, żeby pan myślał: Sojusz wygra, pokój i demokracja zapanuje w całym Afganistanie?

Piotr Balcerowicz: Od początku byłem świadom, że Sojusz Północny jest tylko jedną z częścią tej skomplikowanej mozaiki polityczno-etnicznej w Afganistranie. Moje sympatie były po ich stronie przede wszystkim dlatego, że wśród nich są ludzie, którym bliskie są idee demokracji. Wielu z nich spędziło trochę czasu na Zachodzie, część z nich się wychowywała na Zachodzie lub w szkołach zagranicznych – tak jak Massud, który chodził do szkoły francuskiej. Otarli się więc o kulturę zachodnią i stąd wiedzieli dokładnie co oznacza słowo demokracja.

Konrad Piasecki: Myśli pan, że czasy postwojenne będą sprzyjały takiej demokracji na wzór zachodni – normalne wybory. Może kobiety pójdą jeszcze do urn?

Piotr Balcerowicz: Takie czasy nastąpią może za 50 lat. Teraz są poważne problemy by nie dopuścić do kompletnego rozpadu państwa, chaosu i wybuchu kolejnej wojny domowej.

Konrad Piasecki: A nie ma pan obawy, że Zachód wychował sobie, właśnie w postaci Sojuszu, żmiję na własnej piersi? Liderzy Sojuszu zaczynają przebąkiwać, że wojska brytyjskie nie są im potrzebne, niedługo dowiemy się, że tak naprawdę oni sami wygraliby tę wojnę bez pomocy Zachodu.

Piotr Balcerowicz: To była krótkowzroczność polityki amerykańskiej – od początku było wiadomo, że na Sojusz Północny nie można stawiać jako na siłę prozachodnią. Zresztą Sojusz od początku jasno się wyrażał pod tym względem. Drugim problemem, który Zachód stworzył to były bombardowania, potwornie utrudniające znalezienie kompromisu. Sądzę, że plemiona pasztuńskie poczuły się poniżone. Trudniej im będzie pójść na kompromis bo utraciły honor, który jest szalenie ważnym elementem gry politycznej w Afganistanie.

Innym elementem jest euforia, jaka zapanowała po stronie Sojuszu Północnego i innych grup etnicznych.

Konrad Piasecki: No właśnie. Wszyscy zwycięzcy są w euforii i chętnych do sprawowania władzy jest wielu. Jest prezydent Rabbani, jest król, są rady plemienne, starszyzny. Da się to jakoś dotrzeć?

Piotr Balcerowicz: Mam nadzieję, że tak, bo dotrzeć to wszystko będzie trzeba, ale problem polega właśnie na tej euforii. Zajęto różne obszary Afganistanu i one kontrolowane są teraz przez niezależne grupy. Każda z tych grup nie będzie chciała pozbyć się władzy. Gdyby wojna potrwała dłużej, może rok dłużej, to byłby czas dla Sojuszu i wszystkich plemion walczących po jego stronie, by móc się dotrzeć, żeby poszukać kompromisu, żeby uświadomić sobie, że wszyscy jadą na tym samym wózku.

Konrad Piasecki: I stworzyć jakiś rząd na uchodźstwie?

Piotr Balcerowicz: No na północy Afganistanu.

Konrad Piasecki: A może lepiej zapomnieć o jednolitym Afganistanie i pozwolić tym plemionom na stworzenie nawet kilkunastu państewek.

Piotr Balcerowicz: To będzie prawdziwa wojna w Azji a może nawet prawdziwa wojna światowa jeśli nastąpi podział Afganistanu na dwie części, bo to byłby przede wszystkim podział na północ i południe. Północ związana z Tadżykistanem miałaby silne ciągoty do połączenia się z nim. Tadżykistan chce odzyskać Buhari i Samarkandę które są w Uzbekistanie – także co najmniej te trzy kraje byłyby wciągnięte w wojnę.

Konrad Piasecki: Czyli jak klocki domina – jeden się popchnie i wszystkie lecą?

Piotr Balcerowicz: Tak, a potem wojna w Pakistanie, który ma broń atomową.

Konrad Piasecki: A ma pan wizję teraz, że Afganistan będzie cały czas miotany jakimiś walkami plemiennymi, partyzanckimi - wojną domową?

Piotr Balcerowicz: Myślę, że przez długi czas będzie tam sporo chaosu i na pokój trzeba będzie jeszcze długo poczekać.

Konrad Piasecki: Bo na razie bronią się Jeszcze Talibowie, a duchowy przywódca mułła Omar miał sen: nie poddawaj się, będziesz rządził Afganistanem do końca życia. Są jakieś rady na sny mułły Omara?

Piotr Balcerowicz: To jest stara tradycja afgańska – ludzie od wieków miewają sny, które zagrzewają ich do walki. Trzeba by się było zapytać jakie sny ma prezydent Rabbani.

Konrad Piasecki: A jak pan myśli – też, że będzie rządził Afganistanem do końca życia?

Piotr Balcerowicz: Myślę, że tak. To jest jedna z osób, które mogłyby przejąć władzę, do tej pory jest oficjalnie prezydentem tego kraju, ale myślę, że to nie jest najbardziej prawdopodobna kandydatura na przyszłego prezydenta.

Konrad Piasecki: A kto jest najbardziej prawdopodobną?

Piotr Balcerowicz: Trudno powiedzieć, to jest „gdybologia”. Dobrą osobą byłby zapewne obecny minister spraw zagranicznych, dr Abdullah Abdullah. On ma szerokie powiązania plemienne, ma kontakty z Zachodem, dużo grup po swojej stronie i jest znany przez wszystkich.

Konrad Piasecki: Krótki typ na najbliższe dni: Talibowie poddadzą się?

Piotr Balcerowicz: Część grup się podda. To są Pasztuni, którzy walczyli ze względów etnicznych po stronie Talibów. Część Talibów, którzy walczą za religię wycofa się w góry.

Konrad Piasecki: A Osama bin Laden zostanie złapany?

Piotr Balcerowicz: Wątpię. Albo sam wysadzi się w powietrze jak to robi wielu terrorystów arabskich walczących po stronie Talibów, albo zostanie zastrzelony przez komandosów amerykańskich. Nie zostanie postawiony przed sądem.

Foto: Marcin Wójcicki RMF Warszawa

Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady

-