Lew Rywin, Alan Starski

Poniedziałek, 14 maja 2001 (19:00)

Premiera filmu "Pianista" na podstawie autobiograficznej książki Władysława Szpilmana planowana jest na 17 stycznia przyszłego roku. "Pianista" to pierwszy od czasu "Noża w wodzie" film Romana Polańskiego, kręcony w Polsce. Jest to koprodukcja polsko - francusko - angielsko - niemiecka. Warszawski etap zdjęć zakończy się w Boże Ciało 16 czerwca. Barbara Górska rozmawia z producentem filmu Lwem Rywinem i autorem scenografii Alanem Starskim:

Barbara Górska: Piękny, słoneczny, majowy dzień w Warszawie, Trudno uwierzyć, że w środku tak pięknego dnia ktoś zdolny jest kadr po kadrze konstruować rzeczywistość jak z koszmarnego snu.

Lew Rywin: Roman Polański niesie ze sobą zawsze rzekę pomysłów, wydarzeń, artystycznych zjawisk. Powiedziała Pani, że jest piękny i słoneczny dzień, a nasze umysły są skierowane tak naprawdę na to, jaka pogoda będzie w środę, w czwartek. Właśnie siedzimy i dosłownie pocimy się myśląc, jakie zdjęcia zaplanować na środę, na czwartek, ponieważ mamy cztery alternatywne, o których oczywiście Alan nie chce słyszeć, bo nie może rozerwać się i przygotować czterech obiektów zdjęciowych, bardzo dużych. Musimy dokonać wyboru, czekamy na przerwę obiadową, bo to jest właściwie jedyny moment, kiedy pomiędzy zupą a drugim daniem można zadać poważniejsze pytanie reżyserowi co do tego, co robić. On jest piekielnie skupiony, jest to wielki samotnik. Właściwie mamy dwóch samotników na planie, bo ten film jest o samotności. Naprawdę jest to film o tym, jak artysta w samotności- jeżeli wierzy w sztukę, w muzykę - może przeżyć.

Barbara Górska: No, ale przecież samotnik zmuszony jest w tej sytuacji do pracy wybitnie zespołowej. Czy to prawda, że Roman Polański jest wszechobecny na planie i czy to prawda, że każe nawet pięćdziesiąt razy powtarzać ujęcia?

Alan Starski: Na pewno jest dokładnym i bardzo precyzyjnym reżyserem i stąd się biorą dążenia do perfekcyjności, te powtórzenia, walka o wspaniałe szczegóły, detale. Ja tylko chciałem dodać to tego, co mówiliśmy o tym pięknym słonecznym dniu i o „kuchni” filmowej, że akurat dzisiaj kręcimy scenę zimową w studio. Mamy zastawkę, którą wykonano w Niemczech, a którą musieliśmy zmienić na zimową. Jest w studio śnieg za oknem. Tak, że czasem pogoda nas obliguje, tak jak właśnie teraz czekamy na tą pogodę, kiedy za dwa dni będziemy kręcili scenę na Umschlagplatzu. Czasem tę pogodę musimy sami wykreowywać, trzy dni temu robiliśmy na Starówce zimę.

Barbara Górska: Kiedy układaliście plany tej realizacji, to jeszcze się nie przetoczyła przez kraj dyskusja o Jedwabnem, jeszcze nie była odrzucona ustawa o zwrocie mienia byłym właścicielom, także mienia żydowskiego. Ciszej brzmiały na świecie głosy tych ludzi, którzy chętnie obwiniają Polskę na przykład za Holocaust, a są takie głosy. Czy wobec tego film jest dzisiaj bardziej potrzebny niż wtedy, niż przed burzą wokół książki Grossa?

Lew Rywin: Ten film powstał dlatego teraz, bo ta książka trafiła do Romka w tym czasie, bo jest bestsellerem. I nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości i walk quasipolitycznych, które się odbywają w niektórych kołach. Roman się od tego zdecydowanie i daleko odcina. Ten film, pomimo że jest o wojnie, nie próbuje stawiać tego typu pytań ani ich rozwiązywać. Poza tym ten film jest o samotności, o artyście, o muzyce, o wojnie i o miłości do życia i walce o przeżycie.

Alan Starski: Właśnie to, co jest specyfiką robienia filmu, świata filmowego, to że my jesteśmy właściwie wyłączeni w ogóle z tego, co się dzieje wokół nas. To jest realizacja pewnego projektu, który powstał, został zapisany. I teraz się skupiamy na tym, żeby ten film zrobić jak najlepiej, W tym momencie to, co się dzieje wokół nie ma dla nas żadnego znaczenia. Przynajmniej nie ma znaczenia dla tego filmu.

Barbara Górska: Producent do tego stopnia włączony jest w tą rzeczywistość filmową, że nawet miał zagrać rolę. Ale słyszałam, że w końcu jej nie zagra, zastąpi go Zbigniew Zamachowski. Dlaczego tak się stało, przecież Pan wcześniej grywał i to nawet z powodzeniem?

Lew Rywin: Proszę Pani, zachowałem się jak naiwne dziecko, ponieważ wyjechałem do siebie na wieś i wracając z Mazur Romek zadzwonił do mnie i zapytał mnie, czy jestem opalony. Powiedziałem mu, że nie opalałem się, ale na pewno jestem ogorzały. Jak mnie zobaczył, jak wkroczyłem do wytwórni, po prostu łzy pojawiły mu się w oczach. Nie mógł zrobić zbliżenia na moją okrągłą, uśmiechniętą, słoneczną twarz, więc zadzwoniłem do Zbyszka Zamachowskiego i błagałem go, po całym nocnym nagraniu, aby się stawił do Hotelu Saskiego, gdzie Alan zbudował piękną kawiarnię w getcie. Powiedziałem mu, że mam dla niego dwie nowiny, jedną dobrą, drugą złą. Dobrą, że gra u Polańskiego, a drugą, że mnie wygryzł z tego filmu. Ale jakoś sobie dał rady.

Barbara Górska: O kawiarni na terenie getta na mieście plotkują, że to jest prawdziwy scenograficzny majstersztyk.

Alan Starski: Bardzo mi miło. Ja bym chciał tylko, żeby wszystkie sceny były dobre i równie intensywne w obrazie jak ta kawiarnia. Zresztą fajne, ciekawe sceny były w tej restauracji. Tak, że one motywowały mnie i dawały pomysły, jak to rozwiązać. Mogę tylko opowiedzieć tylko taką anegdotę, że restaurator z pobliża, który przyszedł, bardzo mu się to spodobało, i zachwycił się kuchnią, co mnie najbardziej zdumiało. Kuchnia jest po prostu taka, jaka był w czasie wojny.

Barbara Górska: Film „Pianista” to jest przedsięwzięcie bardzo precyzyjnie zaprogramowane, ale nawet w takich najbardziej precyzyjnie przemyślanych, zaplanowanych przedsięwzięciach zdarzają się jakieś niespodzianki. Co Panów, jak dotąd, najbardziej zaskoczyło podczas tej pracy?

Alan Starski: Mnie zaskakuje, i zawsze sprawia mi satysfakcję, jak ludzie patrzący na przykład na moje ruiny w środku Warszawy wyrażają zdumienie i oburzenie jak można było zrujnować część wspaniałego pałacu na rogu Krakowskiego Przedmieścia. Oczywiście nie rujnowaliśmy żadnego pałacu. Robiliśmy nasze dekoracje. Ale jeśli one się tak zgrały, połączyły z prawdziwą architekturą Warszawy to jest tylko plus dla filmu.

Barbara Górska: Pan znał Władysława Szpilmana, Pański ojciec był z nim w przyjaźni. Czy to co już dzisiaj o filmie wiadomo, to jak wygląda – czy zyskałoby to, Pańskim zdaniem, akceptację tej centralnej osoby, czyli Władysława Szpilmana - i dla filmu i dla książki, i dla centralnej legendy samego Szpilmana?

Alan Starski: Myślę, że tak. Tym bardziej, że rodzina Szpilmana jest w bliskim kontakcie z nami i synowie, a szczególnie młodszy syn Andrzej często bywa na planie i żyje filmem, tak samo żona Władysława Szpilmana nas odwiedza. Myślę, że zdecydowanie jest to film, który sprawi im satysfakcję i przyjemność.

Barbara Górska: Kiedy zobaczymy „Pianistę” na ekranach?

Lew Rywin: Naszym, jest takie modne słowo, „targetem” jest rocznica związana z wyzwoleniem Warszawy 17 stycznia. Byłoby wspaniale, gdyby w okolicach tej daty w Warszawie odbyła się premiera światowa. Właściwie taką decyzję podjęliśmy, że światowa premiera tego filmu odbędzie się w Warszawie. Natomiast nie chciałbym w tej chwili podpisać się definitywnie pod tą datą, bo jeszcze mamy cały cykl postprodukcji, Wojciech Kilar musi napisać muzykę, przedtem jeszcze trzeba zamknąć obraz. Ale w dniu jutrzejszym przyjeżdżają Japończycy, którzy już kupili ten film "na pniu".

foto RMF FM

Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady

-