Labuda

Środa, 27 grudnia 2000 (17:35)

Koniec roku zmusza do podsumowań, ale także do planowania przyszłości. Politykiem roku 2000 w tradycyjnym rankingu CBOS został prezydent Aleksander Kwaśniewski. Prezydent już po raz czwarty został uznany za polityka, który najwięcej zrobił dla kraju. Od kilku dni Kwaśniewski jest prezydentem zaprzysiężonym na drugą kadencję, a już jutro dowiemy się, kto przez następne pięć lat figurować będzie na liście jego najbliższych współpracowników. Prezydent ujawni bowiem nazwiska osób nominowanych na stanowiska ministrów w swojej Kancelarii. Obsada i program działań ośrodka prezydenckiego w drugiej "pięciolatce" to temat rozmowy, którą Barbara Górska przeprowadziła dziś z minister Barbarą Labudą, kierującą w Kancelarii Prezydenta biurem spraw społecznych.

Barbara Górska (RMF): Pani minister, czy zostaje pani przy prezydencie?

Barbara Labuda: Myślę, że zostaję.

RMF: Ta kadencja ma być inna, będzie inna. Będzie wymagała na przykład większego zaangażowania w sprawy integracji europejskiej. Czy zatem także będą inni ludzie wokół prezydenta?

Barbara Labuda: Wszyscy wiemy doskonale, że nikt nie lubi mówić o planach szefa nawet, jeśli się je zna. O swoich planach niech szef mówi. Na pewni będzie jeszcze lepiej pracować moje biuro. Chciałabym bardzo mocno zinstytucjonalizować współpracę z organizacjami pozarządowymi, z którymi współpracuję zresztą przez całe lata. W czasie pracy w Kancelarii Prezydenta, ale także wcześniej jako posłanka, w całym moim życiu politycznym. Ale teraz chciałabym zrobić coś takiego, żeby organizacje pozarządowe miały poczucie, że tu w Kancelarii Prezydenta jest miejsce, na które mogą liczyć we współpracy, rozwijaniu swoich własnych programów.

RMF: Przychodzi do nas Pani z Kancelarii. Tam podobno panuje wielkie napięcie, czy może nam pani powiedzieć jaka panuje tam teraz atmosfera. Czy rzeczywiście te zmiany będą poważne, tak je odczujemy? Czy będą niespodzianki?

Barbara Labuda: Myślę, że nie będzie wiele niespodzianek. Myślę, że nadal będziemy dobrze zorganizowani. Sądzę, że będą jakieś zmiany. Jakie to pan prezydent jutro powie.

RMF: Są dziś wokół prezydenta osoby, które aspirują do samodzielnej kariery politycznej. Taką szansę daje parlament, stanowisko w rządzie, a nie służba w Kancelarii, w tym dworze prezydenckim. Czy się mylę, czy mam rację?

Barbara Labuda: Dlaczego pani mówi dwór?

RMF: 10 tysięcy orderów przypiął prezydent przez pięć lat do piersi różnych, zasłużonych osób. A w kategorii medale za długotrwałe pożycie małżeńskie przyznał nawet 200 tysięcy sztuk. To mnóstwo czasu zabiera.

Barbara Labuda: Oczywiście, ale to są ustawy. To, o czy pani mówi.

RMF: Ale jest to jednak styl dworski.

Barbara Labuda: Tak, ale to o czym pani mówi, to są ustawy, które nakładają na prezydenta tego i każdego innego dokładnie takie same obowiązki. Czyli między innymi częścią tej pracy jest przypinanie orderów, odznaczanie ludzi.

RMF: A czy w tej atmosferze dobrze czuje się człowiek z nerwem społecznym?

Barbara Labuda: Z nerwem społecznym, ktoś taki jak ja. To powiem: ja musiałam się oswajać. Nawet sobie kiedyś powiedziałam, mówiłam to panu prezydentowi, „wiesz, chyba ta moja anarchiczna dusza, została tutaj ukarana.” Nauczyłam się pokory, na przykład tego, żeby z szacunkiem odnosić się do tego, co pani nazywa przypinaniem orderów. Ja nie przywiązywałam do tego tak wielkiej wagi. Osobiście mnie by na tym nie zależało. Ale jak widziałam kilkakrotnie reakcje ludzi. Na początek, gdy się oswajałam z tym, w 1996 i 1997 roku. Widziałam jak jest to ważne przeżycie dla ludzi, jak oni to traktują, jak dziękuję ze strony Rzeczpospolitej. Pomyślałam sobie, że musze się nauczyć pokory. Wziąć pod uwagę, że dla ludzi to jest ważne. Widziałam kiedyś pana, osiemdziesięciolatka, który otrzymał za długie lata pracy na rzecz pewnej instytucji order i on po prostu się rozpłakał i pocałował to odznaczenie. Ja wtedy się nauczyłam. Powiedziałam sobie, że ja nie mogę mieć takiego beztroskiego stosunku, bo muszę wziąć pod uwagę to, że ktoś to bardzo przezywa, wzrusza się. I dla niego to jest ważne, bo on słyszy „dziękuję”. A zatem to, co by się nazywało elementem tej ceremonii, czy nawet jak pani mówi dworskości, w tym tego słowa znaczeniu, muszę wziąć pod uwagę, że ludzie to bardzo przeżywają. Jak przeżywają to znaczy, że to jest ważne. Bardzo spodobało mi się stwierdzenie prezydenta „Polsko, jestem twoim sługą”. Ja także próbuję tak traktować moją pracę.

RMF: Po wyborach parlamentarnych powstanie zapewne SLD-owski rząd, a w nim na stanowisko prokuratora generalnego i szefa resortu sprawiedliwości, a nawet wicepremiera wybiera się Ryszard Kalisz – czy odejdzie zatem z kancelarii?

Barbara Labuda: Nic o tym nie wiem.

RMF: Czy minister Siwiec pozostanie?

Barbara Labuda: Jutro zobaczymy.

RMF: Kto będzie najważniejszym doradcą prezydenta do spraw finansów? Mówi się o powrocie profesora Grzegorza Kołodki.

Barbara Labuda: Jutro będziecie państwo mogli porozmawiać na ten temat i to z osobami, które wybierze prezydent do pełnienia tych funkcji.

RMF: Czy w drugiej kadencji prezydent będzie się otaczał ludźmi z innych niż SLD ugrupowań? Tego oczekują od niego wyborcy.

Barbara Labuda: Myślę, że na pewno, bo przecież widać, że i nam i prezydentowi bardzo na tym zależy. Ja przez te wszystkie lata robiłam wszystko, by można było współpracować z innymi ugrupowaniami.

RMF: Czy myślała pani podczas świąt o pielęgniarkach?

Labuda: Oczywiście, myślałam o polskich pielęgniarkach, z którymi zresztą wielokrotnie rozmawiałam i spotykałam przed świętami i rozmawiałam telefonicznie podczas świąt.

RMF: Czy rząd ma coś do zaoferowania tej grupie zawodowej?

Barbara Labuda: Chyba już nie. Wydaje mi się, że to postanowienie o podwyżce wyczerpuje już możliwości budżetu i zastanawiam się co będzie dalej, bo pielęgniarki są ofiarami tego niewypału jaką jest reforma służby zdrowia.

Jak określiłaby pani dzisiejsze relacje między prezydentem a Unia Wolności?

Barbara Labuda: Myślę, że są dobre, a nawet bardzo dobre.

RMF: Dziękuję za rozmowę.

Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady

-