Uprzedziliśmy, że będą mandaty, więc tak zwani obrońcy krzyża zabrali go - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Hanna Gronkiewicz-Waltz o wczorajszych wydarzeniach przed Pałacem Prezydenckim. Prezydent Warszawy zdradza, że po wydarzeniach w Łodzi straż miejska monitoruje warszawskie biura poselskie. Zrobimy badania, czy warszawiacy chcą pomnika ofiar Smoleńska. Miejsca będziemy szukać w centrum stolicy - dodaje.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Gronkiewicz-Waltz: Krzyż zniknął - uprzedziliśmy, że będą mandaty

Konrad Piasecki: Hanna Gronkiewicz-Waltz prezydent Warszawy oraz wiceprzewodnicząca PO w Kontrwywiadzie RMF FM, dzień dobry.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Dzień dobry.

Konrad Piasecki: Pani prezydent w której z tych ról podpisze pani deklarację łódzką?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ja myślę, że trzeba raczej działać niż podpisywać, bo można deklarować różne rzeczy a potem się w ogóle tego nie trzymać.

Konrad Piasecki: Działania mogą być konsekwencją podpisywania.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Myślę, że działania są niezależne od podpisywania, dlatego, że albo politycy będą rzeczywiście trochę się mitygować jeśli chodzi o słownictwo, sposób mówienia, ale też czasami chodzi o tembr mówienia i w debacie publicznej akurat staram się tego nie robić. Czasami merytorycznie mogę ostro polemizować, ale nie mam w zwyczaju upokarzania przeciwników.

Konrad Piasecki: Rozumiem, że wyrzeczenie się sformułowań typu: wataha, czy bydło nie sprawiłoby pani większego problemu.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie używam takich sformułowań, staram się w życiu publicznym być wyrazistą, ale jednak bez dodatkowych emocji.

Konrad Piasecki: A myśli pani o pojawieniu się na pogrzebie pana Rosiaka w Łodzi?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie, nie myślałam o tym. Nie znałam pana Rosiaka. Myślę, ze organy państwowe, które będą, na pewno ktoś przyjdzie, się pojawią także… Muszę powiedzieć, że bardzo mnie ta śmierć poraziła. Wyobrażałam sobie od razu, że mogłoby to potencjalnie dotknąć kogoś z mojej rodziny, jakby się angażował. Także jest to straszna zbrodnia, która się wydarzyła niestety.

Konrad Piasecki: A która będzie miała swoje konsekwencje, czy już ma swoje konsekwencje np. w ochronie politycznych miejsc Warszawy?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie chcę wszystkiego mówić, bo akurat bezpieczeństwo to nie jest taka rzecz, którą należy ogłaszać. Ale rzeczywiście straż miejska ma adresy wszystkich biur poselskich i częściej niż normalnie tam zagląda. Za policję się nie wypowiadam, ale myślę, że podobnie.

Konrad Piasecki: Pani ochrony nie dostała?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie dostałam. Ja miałam ochronę przez prawie 9 lat jak byłam prezesem NBP. Był to okres turbulencji finansowych, bankowych i miałam ochronę, bo też otrzymywałam groźby. Także nie chcę żeby było takie wrażenie, że groźby otrzymywane są tylko teraz. W latach 90-tych różne osoby też otrzymywały groźby i stąd była moja ochrona.

Konrad Piasecki: A po wojnach o krzyż nie stała się pani osobą pod specjalnym nadzorem?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Wie pan, myślę, że jeśli będą jakieś poważne groźby to oczywiście zawiadomię wtedy odpowiednie organy. Listy dostaję różne. Inwektywy spotykają mnie rożne jak jestem na ulicy i to nie od dzisiaj. Jeszcze zanim te wszystkie wydarzenia były z krzyżem. Ludzie się wobec mnie zachowują jedni agresywnie drudzy mile. Tak to jest w życiu publicznym.

Konrad Piasecki: Przed pałacem znów wczoraj stanął krzyż. Stanął, stoi i będzie stał?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie, nie. To byli tak zwani obrońcy krzyża, którzy przyszli z krzyżem, ale go zabrali.

Konrad Piasecki: Czyli on już w tej chwili nie stoi?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie, wedle mojej wiedzy nie stoi. Zostali uprzedzeni przez straż miejską, przez policję, która tam była, że będą normalne postępowania o wykroczenia, mandaty.

Konrad Piasecki: I to ich skłoniło do zabrania krzyża? Bo miał stać do 11 listopada.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: No tak, ale nie stanął. Wzięli krzyż z powrotem i na pewno to miejsce będzie pilnowane, tak jak jest cały czas.

Konrad Piasecki: A czy służby miejskie odnotowały te incydenty, o których mówił ostatnio w sejmie prezes Prawa i Sprawiedliwości? Gaszenie papierosów na szyjach modlących się kobiet. Straż miejska coś wnosiła?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie, nie odnotowały, aczkolwiek, jak pan wie, straż miejska sama była przedmiotem ataku tych ludzi. Jak pan pamięta, 3 sierpnia po prostu fizycznie zaatakowali te osoby, które tam były. Ale straż miejska nic takiego nie odnotowała. Nie mam takich meldunków.

Konrad Piasecki: "Brzydki, tandetny, ohydny" - wdowa po Przemysławie Gosiewskim tak określa pomnik na Powązkach. Pani podoba się bardziej?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Pani Gosiewska nie uczestniczyła w tych spotkaniach, głównie wdów, ale generalnie rodzin osób, która tam są pochowane, które dawały pewne uwagi. I wybitny artysta rzeźbiarz pan Moderau je uwzględniał. Także z tego co wiem, a spotkałam się z kilkoma wdowami, nie miały one takich zastrzeżeń, co do estetyki. No, ale jak widać, rzecz jest gustu. Pani Gosiewska należy do tych odosobnionych osób, które uważają, że jest nieładny. Natomiast większość rodzin pochowanych tam osób go zaakceptowała.

Konrad Piasecki: A myśli pani, że to rzecz gustu czy rzecz polityki i poglądów politycznych.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Pani Gosiewska jest radną PiS-u na Woli więc nie jest tylko wdową, ale jest samodzielną działaczką polityczną. Trudno mi powiedzieć, nie siedzę jej w głowie, chce to lepiej wytłumaczyć na zasadzie "rzecz gustu", a jak jest naprawdę... być może jest w tym dużo polityki.

Konrad Piasecki: A warszawiacy w sondażach mówią: chcemy pomnika ofiar Smoleńska, nie chcemy pomnika Lecha Kaczyńskiego. Czy dla pani te sondaże, bo tak pani kiedyś deklarowała, są wytyczną na drugą kadencję?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ja bym powiedziała tak. Po kampanii zrobimy takie dogłębne badania opinii publicznej w Warszawie, które bardzo konkretnie odpowiedzą na pytanie, ja to wyraźnie powiedziałam, czy warszawiacy chcą drugiego upamiętnienia oprócz Powązek, czy chcą drugiego pomnika w centrum. I takie będzie konkretne pytanie. I w zależności od tego jaki będzie wynik, bo ja jestem tutaj na służbie u warszawiaków, tak wykonam.

Konrad Piasecki: To będzie taki wynik równania? To znaczy jeśli warszawiacy powiedzą: tak chcemy pomnika ofiar Smoleńska, to będzie pomnik ofiar Smoleńska.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Wtedy będę szukała miejsca w centrum. Oczywiście dla jednych ono będzie wystarczająco godne, dla innych nie, ale będę szukała miejsca w centrum. Oczywiście nie ma Krakowskim.

Konrad Piasecki: Ma pani jakąś propozycję już dzisiaj?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Będę szukała w centrum, tak, żeby ktoś nie powiedział, że to jest gdzieś na obrzeżach Warszawy.

Konrad Piasecki: A jeśli warszawiacy powiedzą: chcemy też pomnika Lecha Kaczyńskiego?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ja będę pytała o pomnik ofiar, bo taka była cały czas dyskusja. Powiem szczerze, że nigdy nie słyszałam nic na temat pomnika Lecha Kaczyńskiego.

Konrad Piasecki: Są też pomysły budowy pomnika zmarłego prezydenta.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Do mnie nie dotarł taki pomysł.

Konrad Piasecki: Nie słyszała pani o pomysłach?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: No nie. Ofiar zawsze było...

Konrad Piasecki: No może być pomnik ofiar i może być osobno pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ale to już jest inny tryb. To już wtedy zbierze się komitet i Rada Warszawy, która zadecyduje. To już jest normalny tryb jak do pomnika każdej innej osoby.

Konrad Piasecki: Na koniec chciałem zapytać czy Czesław Bielecki jest, uważa pani, najgroźniejszym z możliwych kandydatów PiS-u na prezydenta Warszawy? Najgroźniejszym dla pani?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ja traktuję swoich rywali poważnie więc myślę, że jest całkiem poważnym kandydatem, chociaż osobiście uważam, czego już się nie sprawdzi, że groźniejsza byłaby na przykład pani Kluzik-Rostkowska czy nawet Paweł Poncyljusz.

Konrad Piasecki: Bo są dzisiaj w sporze z prezesem?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie, no myślę, że przede wszystkim lepiej znają Warszawę. Pani Kluzik-Rostkowska pracowała u Lecha Kaczyńskiego - zajmowała się sprawami społecznymi i zna te problemy, a Paweł Poncyljusz był radnym Warszawy, także siłą rzeczy zna lepiej pewne sprawy.