„Tusk już wielokrotnie zapowiadał zmiany w swoim rządzie. Teraz siedzi, przegląda gazety spekulujące o ewentualnych dymisjach i może mieć z tego trochę zabawy, ale i ból głowy. Jeśli rekonstrukcja będzie zbyt wąska, ośmieszy się” – mówi w Kontrwywiadzie RMF FM eurodeputowany Adam Bielan. "Z drugiej strony Tusk nie ma zbyt wielu postaci, które mógłby wpuścić do rządu, nie ryzykując że kiedyś mu zagrożą” – dodaje.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Adam Bielan: Zbyt wąska rekonstrukcja rządu ośmieszy Tuska

Konrad Piasecki: Kto położy głowę pod topór rekonstrukcji?

Adam Bielan: Ciężko stwierdzić. Nie wiem, czy Donald Tusk dzisiaj wie, kogo odwołać.

Myśli pan, że zapowiedział rekonstrukcje i na kogo wypadnie na tego bęc?

Donald Tusk w przeszłości wiele rzeczy zapowiadał i nie do końca je realizował. Przypomnę, choćby ultimatum wobec ministra skarbu Grada, że jeżeli nie załatwi sprawy polskich stoczni to zostanie odwołany. Ultimatum wobec ministra Grabarczyka, że jeżeli rozmowy z Irlandczykami nie zostaną zakończone a do dzisiaj trwają, to zostanie odwołany. Więc Donald Tusk w takich sprawach był wiele razy niekonsekwentny.

Myśli pan, że ma mnóstwo zabawy czytając te spekulacje: Giertych za Gowina, Marcinkiewicz za Budzanowskiego?

Może mieć trochę zabawy, ale może też mieć ból głowy. Te wszystkie nazwiska, które dziś krążą na giełdzie, tak zwanej giełdzie dziennikarskiej, z reguły wzbudzają kontrowersje. Więc myślę, że Donald Tusk, jeżeli chciałby przeprowadzić głęboką rekonstrukcje, to nie ma w tej chwili zbyt wielu popularnych postaci, które mógłby wpuścić do tego rządu i które nie zagrożą mu. A z drugiej strony, jeżeli przeprowadzi wąską rekonstrukcje to trochę ośmieszy cały pomysł.

Donald Tusk nie ma w tej chwili zbyt wielu popularnych postaci, które mógłby wpuścić do tego rządu i które mu nie zagrożą.

A na tych rekonstrukcyjnych plotkach, pogłoskach, rozmowach, buduje pan jakąś wizję tego co zrobi?

Myślę, że dla Donalda Tuska w ciągu najbliższych 12 miesięcy najważniejszą sprawą będzie zbudowanie swojej pozycji w partii. On za rok ma zjazd wyborczy PO...

...rekonstrukcja rządu jako sposób na...

...jego pozycja jako szefa partii jest, jak myślę, nie zagrożona, natomiast z całą pewnością dzisiaj ma skrępowane ręce przez bardzo silną pozycje tak zwanych baronów partyjnych i będzie starał się ich osłabić. A sam ma dzisiaj kłopoty. Bardzo niskie notowania rządu. W sondażu CBOS 25 procent Polaków obecnie popiera rząd. To są niższe notowania niż np. miał gabinet Jarosława Kaczyńskiego w październiku 2007 roku.

Powiedział z satysfakcją Adam Bielan, który odpowiadał wtedy za wizerunek Jarosława Kaczyńskiego.

Nie, bez satysfakcji, bo chciałbym, żeby polski rząd cieszył się dużym poparciem Polaków, dlatego, że dobrze rządzi. Tak dzisiaj nie jest. Myślę, że premier Tusk czuje się słaby, stąd pomysł rekonstrukcji. Zobaczymy...

...ale takiej filozofii o jakiej pan mówi, podporządkowane byłoby ostre cięcie po skrzydłach rządu i duża rekonstrukcja.

Duża rekonstrukcja. Wymiana chociażby ministrów najbardziej niepopularnych, jeżeli nie najgorszych. Pytanie, czy Donald Tusk jest sobie w stanie dzisiaj na to pozwolić. Czy jest w stanie pozwolić sobie np. na wojnę z konserwatystami w PO z Jarosławem Gowinem. Myślę, że w przededniu głosowania nad wotum nieufności raczej nie.

A myśli pan, że sięgnie po któreś z tych znanych nazwisk, o których się plotkuje w świecie polityki?

A o kim się plotkuje?

O Giertychu na przykład, o Kaliszu, Marcinkiewiczu.

Żeby wprowadzić Romana Giertycha, musiałby odwołać Jarosława Gowina. Myślę, że to jest dzisiaj mało prawdopodobne, bo fundowałby sobie jednak pewne zamieszanie w klubie Platformy.

Myślę, że premier Tusk czuje się słaby. Stąd pomysł rekonstrukcji.

A ma pan nadzieję, że to przyspieszenie rekonstrukcji to też trochę przeciwko Glińskiemu? Że Donald Tusk i Platforma chociaż troszeczkę się przestraszyły Glińskiego?

Z jednej strony pewnie tak. Myślę, że Donald Tusk tradycyjnie chciał przykryć dyskusje na temat konstruktywnego wotum nieufności i prezentacje kolejnych odsłon programowych profesora Glińskiego dyskusją na temat swojego rządu. Chciał przejąć kontrolę nad tym, co się dzieje w debacie publicznej, ale z drugiej strony myślę, że kluczem jednak są słabe notowania rządu, brak odbicia w sondażach Platformy Obywatelskiej po szczycie budżetowym w Brukseli. To musiało być duże rozczarowanie dla premiera Tuska i jego otoczenia. No i jednak trudny rok w kontekście wewnętrznym w Platformie.

Ale dla Glińskiego to będzie gwóźdź do trumny. Nikt się nie będzie interesował. Jak premier prawdziwy będzie ostro ciął, to premier techniczny i jego program zostaną zapomniane.

Tego nie wiem, to już zależy od państwa, od mediów, jakie tematy będziecie podejmować.

A pan by nam radził podejmować problem Glińskiego?

Myślę, że konstruktywne wotum nieufności jest poważną inicjatywą i należy temu poświęcić więcej czasu niż choćby słynnemu procesowi, który się dzisiaj zaczyna.

Poważną może jest, ale mam wrażenie, jak patrzę na polityków PiS-u, że nawet oni chyba chcieliby tak raczej szybciej zapomnieć, niż postawić wszystko na tę kartę.

Tego nie wiem, to już pana refleksja.

Nie widzi pan tego, że jednak Gliński nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a w dodatku prześladuje go pech?

Ja jestem akurat pozytywnie zaskoczony osobą profesora Glińskiego. Cieszę się, że ktoś taki wszedł do polskiej polityki. No i jednak PiS dzięki temu pomysłowi w takiej czy innej mierze wzrósł w sondażach. Przede wszystkim cieszyłem się, że Jarosław Kaczyński, wybierając profesora Glińskiego, udowodnił, że stara się również o wyborców rozczarowanych rządami Platformy, nie tylko o swój twardy elektorat, co jest bardzo ważne w kontekście ewentualnego zwycięstwa w wyborach.

A widzi pan przyszłość Glińskiego w PiS-ie?

Tak, widzę. To oczywiście zależy od władz PiS-u i samego prof. Glińskiego, jaki będzie miał pomysł na siebie po głosowaniu, o ile to głosowanie przegra. Tak pan zakłada w tym pytaniu rozumiem.

Plotkuje się o tym, że Gliński ma być kandydatem PiS na prezydenta.

Nie zostanie kandydatem na prezydenta zamiast Jarosława Kaczyńskiego?

O tym się plotkuje, ale do wyborów prezydenckich jeszcze bardzo dużo czasu.

A propos właśnie własnych dróg. Kamiński, Marcinkiewicz, Giertych - pańscy niedawni sojusznicy, przyjaciele zakładają Instytut Myśli Politycznej, a gdzie Bielan?

Nie dostałem zaproszenia.

Z żalem pan to powiedział?

Bez żalu, a z reguły jest tak, że do takiego projektu zaprasza się ludzi, o których istnieje pewne prawdopodobieństwo, że takie zaproszenie przyjmą. Tak nie było w tym wypadku.

Panu się nie podoba myśl polityczna czy towarzystwo?

Ja generalnie sądzę, że w Polsce jest jeszcze za mało think tanków i cieszę się wtedy, kiedy powstają nowe, prężne instytuty, które będą przygotowywać materiały dla polityków. Ale w tym wypadku taki think tank zakładają politycy, którzy albo wciąż są w bieżącej grze politycznej, jak Stefan Niesiołowski czy pan poseł Żalek, bądź ci, którzy chcą powrócić.

Widzi pan sens powstania tego instytutu?

Ja tego sensu za bardzo nie widzę, ale to jest już pytanie do jego założycieli, co siedzi w ich głowie.

Może to jest jakiś czyściec przed powrotem do polityki. Każdy ma swój czyściec.

Być może.

A pan ma swój? Przed powrotem do PiS-u?

Nie wchodzę do tego instytutu.

A do PiS-u?

Zobaczymy, co będzie. Mam nadzieję, że ten temat będzie ważny nie tylko dla prawicy, ale w ogóle generalnie dla całej sceny politycznej. Szykują się nowe projekty polityczne, choćby na lewicy. Mówi się, plotkuje się o pomyśle listy Aleksandra Kwaśniewskiego, więc sądzę, że wiele się zmieni. Ja mam nadzieję, że w przyszłym roku i kolejnym, w 2014 i w 2015, będą czekały nas cztery bardzo ważne wybory, prawica będzie na tyle silna, że te wybory wygra.

Szanse, że PE odrzuci budżet Unii oceniam na 20-30 procent.

Parlament Europejski może odrzucić projekt budżetu?

Może odrzucić.

Ale to jest realna perspektywa?

Jest na pewno bardziej realna niż siedem lat temu.

Ale czemu to jest podporządkowane? Pokazaniu się Parlamentowi Europejskiemu?

Przede wszystkim, jeśli przewodniczący Schulz wprowadzi w życie swój pomysł głosowania tajnego, europosłowie będą poddani mniejszej presji. Presji będą poddani cały czas, ale będą mogli uniknąć kontroli ze strony swoich stolic i głosować po to, żeby wzmocnić rolę parlamentu. W parlamencie często głosowania odbywały się po to, żeby wyrąbać sobie większe kompetencje w ramach instytucji europejskich.

Czy obawa, że budżet zostanie odrzucony jest ilu procentowa pana zdaniem?

Ja myślę, że to jest wciąż mniej niż 50 procent. Oceniłbym to dzisiaj na 20-30 procent. Niepokojące jest to, że szefowie czterech największych frakcji, również frakcji, w której zasiada PO, pan Joseph Daul zapowiedział głosowanie przeciwko. Mam nadzieję, że wciągu najbliższych tygodni to się zmieni. Nasza frakcja, to już od razu mogę powiedzieć, Europejscy Konserwatyści, z całą pewnością zagłosuje za przyjęciem budżetu.