Savoir-vivre: rozsadzanie gości przy stole

Sobota, 26 kwietnia 2014 (15:17)

Ostatnio moja ciotka poprosiła mnie o pomoc w rozsadzeniu gościu na jej przyjęciu urodzinowym. Szybko okazało się, że wcale nie było to takie łatwe, jak nam się wydawało. Pomyślałem więc, że to dobry temat na kolejny tekst i dlatego dziś chciałbym przypomnieć parę zasad z tym związanych.

Najważniejsza z nich to pamiętać, by rozsadzić gości, jeśli jest ich więcej niż ośmiu, nasze spotkanie w znaczącej części odbywa się przy stole, a jego charakter jest cokolwiek bardziej oficjalny. Liczenie na to, że każdy znajdzie sobie miejsce nie przyniesie dobrych efektów (sprawdza się to wyłącznie w gronie najbliższych wypróbowanych przyjaciół). Byłem niedawno na pewnym przyjęciu, którego gospodarze nie pomyśleli o odpowiednim rozsadzeniu gości. W efekcie przyszło mi zjeść obiad w towarzystwie czterech obcokrajowców, w języku których znałem raptem parę słów... Uśmiechaliśmy się do siebie i wykonywaliśmy mnóstwo przyjacielskich gestów, ale bariera komunikacyjna mimo wszystko wywoływała poczucie dyskomfortu. A to tylko jeden element, o którym pamięta dobry gospodarz. Sadzając obok siebie różnych gości dobrze pomyśleć również i o tym, czy goście znajdą wspólny temat do rozmów albo czy przypadkiem nie są z sobą pokłóceni...

Podczas niewielkiego przyjęcia gospodarze mogą każdego gościa indywidualnie zaprosić do zajęcia odpowiedniego miejsca. Na większych imprezach na stole, nad nakryciem ustawia się specjalne wizytówki, na których widnieje imię lub imię i nazwisko każdego z gości. Na bardzo oficjalnych przyjęciach opatrzymy je dodatkowo tytułami grzecznościowymi “pan"/“pani" albo naukowymi lub honorowymi (“profesor", “poseł" itd.).

Dawniej na przyjęcia starano się zapraszać przede wszystkim pary. Wszystko po to, by móc zachować zasadę naprzemienności (mężczyzna, kobieta, mężczyzna, kobieta itd.). Pamiętano o tym, by rozsadzać małżeństwa (wychodzono z założenia, że na co dzień mają tyle okazji do rozmów, że podczas przyjęcia powinni pogawędzić z kimś innym). Zakochanym w sobie parom z niewielkim “stażem" oraz młodym małżeństwom pozwalano siedzieć obok siebie.

Obecnie, w czasie, gdy w końcu pary bez małżeństwa, single oraz geje i lesbijki uczestniczą w życiu publicznym na tych samych prawach, trudno byłoby stawiać takie wymagania ponad chęć goszczenia naszych bliskich, znajomych i przyjaciół. Z wielu zasad można więc zrezygnować, chociaż nie wszystkie należy odrzucić. Warto pamiętać, że najbardziej honorowe miejsce przy stole znajduje się po prawej stronie gospodarza.

O tej zasadzie warto pamiętać również w życiu zawodowym. Jeżeli spotykamy się z naszym klientem w kawiarni lub restauracji albo przy stoliku kawowym w naszym biurze, to najlepiej zaproponować mu miejsce po naszej prawej stronie. Zajęcie miejsc naprzeciwko siebie ma charakter konfrontacji i przywołuje niemiłe wspomnienia trudnych rozmów. Chcąc zapewnić naszemu gościowi absolutny komfort oddajmy mu krzesło lub fotel, z którego będzie mógł obserwować cała salę lub pokój, a przede wszystkim drzwi. Jeżeli za jego plecami będzie już tylko ściana, jego poczucie bezpieczeństwa wzrośnie jeszcze bardziej.

Jeśli małżeństwo zaprasza gości do siebie na obiad lub kolacje, to lepiej żeby usiedli w różnych miejscach przy stole, nie koło siebie. Po prawej stronie gospodyni możemy posadzić najważniejszego gościa mężczyznę, po prawej stronie gospodarza - najważniejszego gościa kobietę. Dobrze też - jeżeli to możliwe - sadzać obok siebie osoby, które się nie znają lub znają się słabo. 

Stara zasada głosiła, że czas na zjedzenie jednego dania poświęcamy sąsiadowi po naszej prawej stronie, kolejnego dania - sąsiadowi po lewej, następnego - znów po prawej itd. Nie trzeba się jej sztywno trzymać, ale pamiętajmy, by każdemu okazywać zainteresowanie.

Przydzielonego miejsca nie powinniśmy zmieniać samowolnie, podmieniając wizytówki ani tym bardziej prosić gospodarza na chwilę przed rozpoczęciem przyjęcia o zmianę decyzji. Cóż, trzeba będzie dzielnie znieść te kilka godzin i zdać tekst towarzyskiej dyplomacji i taktu. Na następne przyjęcie możemy zawsze nie przyjść...

A jakie Państwo macie doświadczenia z tym związane? 

Udanego weekendu!

Wojciech S. Wocław - popularyzator wiedzy z zakresu savoir-vivre'u i etykiety w biznesie, konferansjer (występował w Polsce, USA, Kanadzie, Nowej Zelandii i Australii, m.in. w Sydney Opera House), pisarz.

Artykuł pochodzi z kategorii: Wojciech S. Wocław - Felietony

Wojciech S. Wocław