Ubiegły rok w świecie muzycznym nie był tak zaskakujący, jak poprzedni. Znów mieliśmy sporo wzlotów i upadków, choć nie tak spektakularnych jak kiedyś, trochę nieoczekiwanych kłótni na łamach czasopism, jeszcze więcej skandali i nagości na scenie, trochę sensacyjnych karier i pseudo-artyzmu. Ale przede wszystkim - mnóstwo krążków, złych i bardzo złych, dobrych i fenomenalnych, wydawanych codziennie na całym świecie.

REKLAMA

Czekałem do ostatniej chwili, nauczony wydawaniem przez największe gwiazdy (vide - Beyoncé) nieoczekiwanych krążków bez zapowiedzi. Przez rok spisywałem te, na które warto zwrócić uwagę. Z tego wybrałem pięćdziesiątkę najlepszych, bez których rok byłby zdecydowanie uboższy. Pierwsza dziesiątka natomiast to już obowiązkowe pozycje, które po prostu muszą trafić na półki w Waszych domach.

50. Interpol - "El Pintor". Piąty studyjny album nowojorskiego składu nie grzeje już tak, jak indie-rockowe brzmienia sprzed ponad dekady, nie mniej: to naprawdę dobrze złożony krążek. / Grzegorz Betlej /
49. Real Estate - "Atlas". W tego typu rockowo-popowym graniu zrobiono chyba już wszystko, zaskoczenia w tekstach i muzyce raczej już być nie może. Nie zmienia to faktu, że "Atlas" skręcono bardzo przyzwoicie. / Grzegorz Betlej /
48. Lana Del Rey - "Ultraviolence". Trzecia płyta studyjna i kolejne hity radiowe. Oczywiście, można mówić, że Del Rey bywa zbyt mainstreamowa, ale w muzyce przecież też o to chodzi. / Grzegorz Betlej /
47. Tweedy - "Sukierae". Amerykański muzyk country, Jeff Tweedy, zaprosił do współpracy swojego syna Spencera i razem odbyli długą podróż wgłąb historii balladowego rocka. Było warto! / Grzegorz Betlej /
46. Serengeti - "Kenny Dennis III". Rapowy krążek brzmiący bardziej jak ścieżka dźwiękowa do westernu niż gangsterskie rytmy hip-hopowe. Może to i lepiej. / Grzegorz Betlej /
45. Behemoth - "The Satanist". Biedni ci, którzy znają Nergala wyłącznie z kolorowych czasopism. Behemoth to chyba najpopularniejszy polski zespół na świecie, a "The Satanist" - świetnie przyjęty krążek za Oceanem. / Grzegorz Betlej /
44. Marissa Nadler - "July". Szósty długogrający krążek artystki. Melancholijny, prawie-folkowy, wręcz akustyczny. Najlepszy na długie, samotne wieczory. / Grzegorz Betlej /
43. Jessie Ware - "Tough Love". Po świetnie przyjętym debiucie Jessie sprawiła sobie na trzydzieste urodziny krążek, który ugruntuje jej pozycję w światowym panteonie soulowo-popowych gwiazd. / Grzegorz Betlej /
42. Freddie Gibbs & Madlib - "Piñata". Krążek brzmi jak hołd dla hip-hopowych dokonań z początku lat dziewięćdziesiątych. "Piñata" to kwintesencja wszystkiego, czego chcielibyśmy słuchać w czarnym rapie. / Grzegorz Betlej /
41. Artur Rojek - "Składam się z ciągłych powtórzeń". W roku wyjątkowo ubogim dla polskiego rynku muzycznego ex-wokalista Myslovitz nagrał płytę, która spokojnie mogłaby zawojować świat. Świeżość, jakiej nad Wisłą nie było. / Grzegorz Betlej /