​Pytania ludzi, którzy są tak młodzi, że próbują zrozumieć świat, zawsze można przemilczeć. Można też próbować odwrócić dziecięcą uwagę. Jednak oba te sposoby sprawią, że zagadnienie pozostanie otwarte i wróci w innym miejscu i w innym czasie ze zdwojoną siłą.

"Kto urodził pierwszego człowieka, jak nie było pani?" Oto jedno z pytań zadanych ostatnio przez mojego czterolatka. Zaliczam je do tych o średniej skali trudności. Ciekawość mojego syna nie osiąga przeciętnego wskaźnika 288 pytań dziennie, ale jego pytania bywają prawdziwym wyzwaniem.

Problem pierwszego człowieka mogłem zbyć, np. przekierowując dziecko do eksperta, czyli do mamy - pod pretekstem że to ona jest... mamą. Mogłem też zaryzykować apel do wczesnej logiki, sugerując że jakaś pani jednak być musiała, a zatem ten akurat człowiek nie był pierwszy. Wyjaśnienie religijne, o ewolucyjnym nie wspominając, nie wchodziło w grę. Każde z nich prowadziłoby do lawiny kolejnych pytań, na które odpowiedzieć nie potrafiliby zapewne przekonująco sami kreacjoniści bądź ewolucjoniści.

W opis mitochondrialnej Ewy wolałem nie wchodzić, wolałem uciec się do wyjaśnienia, że zagadnienie pierwszej mamy nie jest jeszcze w pełni wyjaśnione, że ludzie od dawna o tym dyskutują i sprawę badają, lecz wciąż odpowiedzi nie znaleźli. Specjalnie nie skłamałem, a ryzyko się opłaciło, bo dziecko nie tylko przyjęło taki stan rzeczy za naturalny, ale nie znalazło furtki do dalszych pytań, najwidoczniej uznając sprawę za tymczasowo zamkniętą.

Bywa, że kwestie, stawiane przez małego człowieczka są znacznie bardziej skomplikowane. Nie tylko wymagają wiedzy fachowej na poziomie akademickim, ale też - zredukowanego już przecież w wieku dorosłym -  abstrakcyjnego i otwartego pojmowania świata. Tak było na przykład, kiedy syn zapytał: "Dlaczego woda zawsze trzyma się na wodzie".

Czasem jednak pytania pozornie trudne są w istocie bardzo proste. Choćby wczoraj, gdy w główce zrodziła się wątpliwość "Po co chłopcy też mają pępuszki, bo przecież nie rodzą dzieci".

Brytyjskie badania wskazują, że dzienna średnia liczba pytań przypadających na pojedyncze dziecko wynosi 288. Nietrudno policzyć, że w czasie pełnego cyklu wychowawczego u niektórych osobników liczba zapytań może przekraczać milion.

Sondaż wyjaśnia przy okazji dlaczego ofiarami takich testów znacznie częściej padają mamy niż ojcowie. Okazuje się, że nie tylko dlatego, że ojców nie ma w pobliżu, chwilowo lub na stałe. Powody są znacznie prostsze. Otóż jedna czwarta maluchów wyjaśnia, że tata i tak powie "idź do mamy", zaś prawie dwa razy więcej wskazuje po prostu, że "tatuś jest głupi".

Tym bardziej pochlebia mi, że mój maluch wciąż mnie indaguje.