Sąd Najwyższy nie daje rady

Czwartek, 21 czerwca 2018 (11:56)

Trzy miesiące od wejścia w życie reformy w Sądzie Najwyższym rośnie sterta nierozpatrzonych spraw. Do powołanych w kwietniu, ale wciąż nieistniejących izb wpływają setki pism, którymi nie ma się kto zająć. W pozostałych izbach zaległości z powodu spadającej liczby sędziów.

W Izbie Dyscyplinarnej jest już 119 spraw, w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej - 140. Wciąż nie ma nikogo, kto mógłby je ostatecznie rozpatrzyć, a Senat wciąż nie powołał mających w nich orzekać ławników. Nawet zaś jeśli to zrobi - będzie ich za mało, by obsłużyć wszystkie potrzebne postępowania.

Wakaty

Powoływanie sędziów, którzy powinni objąć stanowiska w SN przeciągnie się prawdopodobnie do października, bo wciąż nie zaczęła się pozwalająca na to procedura. Najpierw z podpisaniem obwieszczenia o wakatach od początku kwietnia do końca maja zwlekał prezydent. Teraz od blisko miesiąca obwieszczenie czeka na termin publikacji i samo ogłoszenie - prawdopodobnie przez brak podpisu (tzw. kontrasygnaty) premiera.

Jedna trzecia składu

Wg nowej ustawy Sąd Najwyższy powinien liczyć 120 sędziów. W tej chwili jest ich 74, a po 3 lipca odejdą kolejni - ci, którzy skończyli 65 lat, a nie złożyli oświadczeń o wioli dalszego orzekania. Bardzo prawdopodobne jest, że w stan spoczynku odejdą też ci którzy je złożyli - decyzja w ich sprawie zależy tylko od Prezydenta, a odejście najstarszych jest jednym z podstawowych celów reformy SN, której prezydent jest autorem.

Także w lipcu 65 lat kończą kolejni dwaj sędziowie SN, prof. Andrzej Wróbel i prof. Krzysztof Rączka. Łącznie więc za miesiąc Sąd Najwyższy zamiast 120 może liczyć zaledwie 45 sędziów. To jednak także nie musi oznaczać końca kadrowych kłopotów, bo jeszcze przez trzy miesiące prawo do odejścia w stan spoczynku mają wszyscy sędziowie SN. Kilku z nich już z niego skorzystało, nieoficjalnie wiadomo, że co najmniej kilkunastu kolejnych bardzo poważnie to rozważa. Ich decyzja uzależniona jest od tego, co wydarzy się w SN po 3 lipca.

4 lipca – dzień sądu

Wśród sędziów 65+, którzy nie zadeklarowali skierowanym do prezydenta oświadczeniem o chęci dalszego orzekania jest Pierwsza Prezes SN. Prof. Małgorzata Gersdorf wielokrotnie jednak oświadczała, że pozostanie Pierwszym Prezesem do 2020, bo wtedy dopiero kończy się jej opisana w konstytucji kadencja. Odsyłające ją z powodu wieku w stan spoczynku i niekonstytucyjne wg niej nowe przepisy pozwalają jednak Prezydentowi na powierzenie kierowania Sądem Najwyższym sędziemu, wskazanemu przez prezydenta.

Problem jednak w tym, że musi to być któryś z urzędujących, coraz mniej licznych sędziów SN. Po pierwsze nie jest pewne, czy ktokolwiek z sędziów wyrazi na to zgodę, po drugie - nie sposób określić jak na takie powołanie zareagują pozostali. Podczas zgromadzeń sędziów SN wielokrotnie przyjmowano uchwały bardzo krytycznie oceniające przeprowadzane przez rządzących zmiany. W głosowaniu popierała je zdecydowana większość sędziów, zwykle z ledwie kilkoma głosami wstrzymującymi się. Czy wstrzymywanie się oznaczało poparcie zmian, czy chodziło o obiekcje innego rodzaju - trudno ocenić, jednak prezydent rozważa już pewnie, kogo powołać do zastąpienia Małgorzaty Gersdorf.

Konfrontacja w gabinecie?

Jeśli Pierwsza Prezes pojawi się w Sądzie Najwyższym 4 lipca, w swoim gabinecie może zastać już jednego z kolegów. Jak zareaguje? Jak zachowa się sam pełniący jej obowiązki sędzia? Tego dziś nie sposób przewidzieć, sytuacja z pewnością będzie jednak kłopotliwa.

Przebieg tych wydarzeń, a zwłaszcza postawa pełniącego obowiązki Pierwszego Prezesa i jego pierwsze decyzje będą miały kluczowe znaczenie dla decyzji sędziów. Ci, którzy ich nie zaakceptują zapewne złożą wnioski o przejście w stan spoczynku. To zaś będzie nieuchronnie oznaczało kolejne osłabienie SN - ilu z 45 pełniących wtedy obowiązki sędziów zostanie?

Nawet bez tych ostatnich odejść zajmująca się tysiącami spraw Izba Cywilna SN zamiast 35 może liczyć tylko 13 sędziów. W Izbie Dyscyplinarnej, gdzie brakuje wszystkich 16 sędziów na rozpatrzenie czeka już 119 spraw. Do października z pewnością napłyną ich kolejne setki. Izba Kontroli Nadzwyczajnej także ma już 140 spraw do rozpatrzenia 17 z nich to skargi na przewlekłość postępowania, 94 - skargi kasacyjne. Jest także 28 odwołań od uchwał KRS, decyzji Prokuratora Generalnego i ministra sprawiedliwości.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tomasz Skory - komentarze

Tomasz Skory