A alimenty Dorna?

Czwartek, 18 lutego 2010 (12:52)
Aktualizacja: Czwartek, 18 lutego 2010 (14:55)

Głównie to pytanie ciśnie się na usta, kiedy Jarosław Kaczyński kolejny raz zapewnia Nie zbieraliśmy haków, nie było żadnych teczek, żadnych rozmów o żonie tego czy innego polityka"

Temat jest żenująco przykry, niemniej skoro tak wiele poświęca mu się uwagi - chyba istotny. Ktoś urodzony wczoraj może zapewnienia prezesa PiS wziąć za dobrą monetę, ktoś ostrożny - po prostu je publikować bez poczuwania się do odpowiedzialności. Ale co ma zrobić ktoś, kto pamięta?

Być może powinien zmilczeć, zwłaszcza, że pamięć wywołującego tę burzę Romana Giertycha jest zjawiskiem fascynującym - wraca wtedy, kiedy mu z jakichś powodów wygodnie. Być może jednak powinien sobie przypomnieć, jakiego rodzaju argumenty towarzyszyły burzliwemu pożegnaniu się Jarosława Kaczyńskiego z jednym z najbliższych współpracowników - Ludwikiem Dornem.

Po artykule "Dorn skąpi na alimenty" (Super Ekspress, wrzesień 2008) Jarosław Kaczyński był zręczny jak zwykle. Mówił Ludwik Dorn jest człowiekiem, który złamał pewne reguły gry w sposób drastyczny, łamie je niestety także w innych dziedzinach życia i to być może doprowadzi do dalszych konsekwencji". O jakie sprawy chodziło?Można było zresztą o nich też przeczytać w prasie. Nie będę mówił, o co chodzi, ale w każdym razie mamy tutaj do czynienia z takim kryzysem osoby, wielostronnym". Że chodzi o alimenty byłego marszałka bez owijania w bawełnę mówili ludzie bliscy prezesowi, on sam nie zaprzeczał.

Powstaje nieprzyjemne pytanie, jaką wartość mają deklaracje ostatnich dni o nie zbieraniu haków na polityków i nie poruszanie ich sfery prywatnej, skoro nawet jedna z najbliższych prezesowi PiS postaci została poddana takiej obróbce. Grożąc wówczas procesem Ludwik Dorn pisał "Kaczyński odziera mnie z prywatności, ale są pewne granice.

No właśnie.

Są?

Sam Ludwik Dorn o sprawie pamięta, jak jednak mówi - W tej konwencji nie chcę odpowiadać na to pytanie;

Mówiąc inaczej - albo on mówi prawdę, i to, co powiem będzie niedobre dla mnie, albo ja mam rację czując słuszny żal, a to niedobrze dla niego. Dorn podkreśla, że będąc członkiem rządu czy marszałkiem - nigdy nie zetknął się ze zbieraniem i wykorzystywaniem haków, dotyczących życia osobistego polityków opozycji. Siebie z tego jednak wyłącza: Nie byłem politykiem opozycji. Zręcznie i nawet po rozstaniu z PiS - lojalnie. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z unikalną formacją, która jeśli wykorzystuje osobiste haki - to tylko wobec swoich członków?

Artykuł pochodzi z kategorii: komentarze

Tomasz Skory