Tragedia w Kamieniu Pomorskim wywołała ogólnokrajową debatę na temat karania pijanych kierowców. Kiedy oprzytomniejemy, a politykom minie charakterystyczna dla podobnych sytuacji skłonność do zmieniania prawa, zrozumiemy może, że dla eliminowania pijaków za kierownicą z ruchu kluczowe jest nie tworzenie nowego, ale stosowanie obecnego prawa. I zwalczenie społecznego przyzwolenia dla prowadzenia po kieliszku.

Sądy pobłażliwe dla pijanych kierowców. Blisko 250 przed sądem, tylko 4 z surowszymi karami

Na 235 osób, które w ciągu roku stanęły przed sądem, tylko czterech pijanych kierowców usłyszało wyrok powyżej 8 lat więzienia - twierdzi Janusz Popiel ze Stowarzyszenie Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych. Tymczasem za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu lub narkotyków i... czytaj więcej

Konfiskata aut - jak bumerang

Solidarna Polska z uporem godnym lepszej sprawy proponuje kolejne zaostrzenie przepisów i konfiskowanie samochodów prowadzonych przez pijaków. Pomysł brzmi rozsądnie tylko na pozór, bo ten, kto auto prowadzi niekoniecznie przecież jest jego właścicielem. W wypadku np. Mariusza Nowaka, który niedawno zabił chłopca w okolicach Otwocka, konfiskata nie miałaby jednak najmniejszego sensu, bo auto nie należało do niego - zabójca je pożyczył. Skrajnym przypadkiem jest też popełnienie przestępstwa z użyciem samochodu kradzionego - co wtedy?

Niezależnie zaś od tych wątpliwości, taki właśnie projekt, konfiskowania samochodów, został w 2010 roku uznany przez Trybunał Konstytucyjny za sprzeczny z ustawą zasadniczą. I to na wniosek prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Solidarnej Polsce nie przeszkodziło to wystąpić z nim kolejny raz, a Prawu i Sprawiedliwości tego pomysłu poprzeć całkiem niedawno, jeszcze rok temu. Wtedy jednak na projekt konfiskowania samochodów nie zgodziła się mająca chyba lepszą pamięć sejmowa większość.

Bezwzględna kara więzienia

Prawo i Sprawiedliwość proponuje zaostrzenie kar przez uznanie spowodowania śmiertelnego wypadku po pijanemu za zbrodnię, co wiązałoby się z nakazem bezwzględnego pozbawienia sprawcy wolności, na co najmniej 3 lata. Pomysł zdecydowanie najsurowszy, przy czym także nie gwarantujący skuteczności. Kilka lat temu sama jazda po pijanemu przestała być kwalifikowana przez prawo jako wykroczenie, a stała się przestępstwem, za które można trafić do więzienia na dwa lata - i nie wpłynęło to na spadek liczby takich przypadków.

Czy osoby z umysłem zmąconym przez wypity alkohol będą, siadając "za kółkiem", brać pod uwagę to czy trafią do więzienia na krócej, czy dłużej - nie da się ocenić, jeśli się tego nie sprawdzi. Sprawdzając zaś, warto jednak wziąć pod uwagę, że na odsiadkę czeka w Polsce obecnie ok. 40 tysięcy osób, co przy niewiele ponad 80 tys. miejsc w nich zapewnia "obłożenie" zakładów karnych na dość długi czas. Sytuacja jest wręcz taka, że zaostrzenie przepisów, dotyczących pijanych rowerzystów spowodowało zakorkowanie zakładów karnych, a jedynym sposobem ich odblokowania było niedawne ogłoszenie amnestii. Na wolność wyszło wówczas 1700 właśnie surowo ukaranych...

Odbieranie prawa jazdy

W wersji najbardziej skrajnej kierowca prowadzący samochód pod wpływem alkoholu miałby tracić prawo jazdy nawet dożywotnio. Jakież to jednak miałoby znaczenie dla 29-latka, który po pijanemu zabił w listopadzie dwoje nastolatków w Grzawie na Śląsku? Ledwo kilka tygodni wcześniej ten sam człowiek usłyszał zarzuty prowadzenia samochodu po pijanemu. Prawa jazdy nie można mu było zatrzymać ani odebrać ani za pierwszym, ani za drugim razem. Bo nigdy go nie miał.

Obowiązkowy alkomat w każdym samochodzie?

Propozycja SLD. Może i rozsądna, rozwiązująca jednak zaledwie dwa z licznych problemów związanych z prowadzeniem aut przez osoby po alkoholu. Pierwszy - nie pozwoli już kierowcom na idiotyczne tłumaczenie: "Nie wiedziałem, że jeszcze jestem pod wpływem", i drugi, już dla nich samych - to ewidentne ułatwienie w ocenianiu, czy już się nadają do siadania "za kółkiem". Poza tym - żaden alkomat, dobrowolny czy obowiązkowy - nie zatrzymał jeszcze pijanego, który z pełną świadomością prosto od kieliszka przesiada się za kierownicę.

Zmniejszenie dopuszczalnego stężenia alkoholu

Obecnie wynosi ono 0,2 promila, propozycje mówią o obniżeniu go do zera. Problem w tym, że owo przyjęte także w wielu innych krajach (Norwegia, Szwecja) 0,2 promila to tzw. stężenie fizjologiczne, które może wystąpić po zjedzeniu kilku kwaśnych jabłek. W wielu krajach europejskich dopuszczalne stężenie alkoholu we krwi wynosi nawet 0,5 promila. Tak jest w Austrii, Belgii, Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Niemczech, Portugalii, Słowenii, Szwajcarii, Turcji czy Włoszech... Ten pomysł wydaje się najmniej sensowny.

Każdego dnia policja zatrzymuje w Polsce co najmniej sto osób, które wsiadły za kółko pod wpływem alkoholu. Jedna z nich doprowadziła wczoraj do tragicznego wypadku w Kamieniu Pomorskim. Zginęło sześć osób. Według danych kanadyjskiej fundacji Matki Przeciwko Pijanym Kierowcom, na świecie co 45... czytaj więcej

Współudział pasażerów

Kolejna dyskusyjna propozycja, warta rozważenia nie tyle w kontekście wprowadzenia nowych przepisów, co egzekwowania tych, które istnieją, oraz obyczajowości. Kroniki policyjne pełne są doniesień o prowadzących pod wpływem alkoholu kierowcach, wiozących np. całą rodzinę. Świadomą, że prowadzący auto jest nietrzeźwy. Dotyczy to także towarzyszki mającego 2 promile alkoholu we krwi kierowcy bmw w Kamieniu Pomorskim. Tego, który zabił wczoraj sześć osób.

Nikt, kto widział osobę z 2 promilami nie uwierzy, że można takiego stanu upojenia alkoholowego nie zauważyć. Jednak osoby trzeźwe godzą się na to, by jechać z kimś takim jako kierowcą.

Współudział... wszystkich wiedzących!

Tak w gruncie rzeczy wygląda prawda o zjawisku pijanych kierowców. Ktokolwiek o nich wie i nic z tym nie robi - także jest winny.

Oczywiście nie zawsze potrafimy rozpoznać, że ktoś jest pijany. W przypadkach ewidentnych jednak samo godzenie się na to, że auto prowadzi ktoś pod wpływem alkoholu już mogłoby być karane. Prowadzenie po pijanemu jest, według Kodeksu karnego, przestępstwem. Według Kodeksu postępowania karnego zaś każdy, kto dowiaduje się o popełnianiu ściganego z urzędu przestępstwa ma obowiązek poinformowania o tym prokuratury lub policji. Mówi o tym art. 304 par. 1.

Niewiele z tego jednak wynika, ponieważ jest to paragraf, za którego naruszenie... nie grozi żadna sankcja. Twórcy kodeksu opisali bowiem wynikający z niego obowiązek jako "społeczny", zatem oceniany wyłącznie w sferze moralnej.

Może to należałoby zmienić?

Być może należałoby zrównać niedoniesienie o przestępstwie jazdy po pijanemu z nakazem udzielenia pomocy, zawartym w art. 162 kodeksu karnego? Kto nie udziela pomocy osobie, której grozi utrata życia bądź ciężki uszczerbek na zdrowiu, naraża się na karę pozbawienia wolności do lat trzech.

Czy nie jest zagrożeniem życia pijane bydlę za kierownicą?