Ani mi się śni dociekanie, kto kogo przechytrzył w sprawie rozmowy premiera Morawieckiego z I Prezes Sądu Najwyższego. Wygląda na to, że zobowiązanie zachowania jej treści w tajemnicy złamały obie strony - ich sprawa. Do wyrobienia sobie zdania wystarczy jednak obłożyć się kalendarzami i prześledzić przebieg wydarzeń.

Premier Mateusz Morawiecki /Tomasz Waszczuk /PAP

Poniedziałek, 17 września

Dla wszystkich obserwujących wydarzenia jest jasne, że za dwa dni Komisja Europejska skieruje do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na Polskę ws. Sądu Najwyższego. Frans Timmermans ma gotowy dokument, KE zbiera się w środę, szans na powstrzymanie przejścia do III kroku postępowania naruszeniowego nie ma. Następuje jednak burzący zaplanowany rozwój sytuacji wtorek:

Wtorek, 18 września

Premier Morawiecki podczas szczytu państw Trójmorza w Bukareszcie rozmawia z szefem Komisji Europejskiej, Jean-Claude Junckerem. Rozmowa odbywa się po południu. Po niej Mateusz Morawiecki wraca do kraju i... zwraca się z prośbą o rozmowę do I Prezes Sądu Najwyższego. Według nieoficjalnych doniesień, gotów jest do spotkania jeszcze tego dnia wieczorem, prof. Gersdorf zaprasza go jednak na kolejny dzień, na 8:00.

Środa, 19 września

Premier pojawia się o wyznaczonej porze w Sądzie Najwyższym. Towarzyszą mu jednak dwaj prawnicy z KPRM, najwyraźniej więc nie ma to być rozmowa w cztery oczy. Pani prezes prosi o towarzyszenie jej w charakterze świadka jednego z sędziów, obecnych już w Sądzie. Z tego powodu przesuwa się wyznaczona na wokandzie rozprawa z udziałem tego sędziego. Rzecznik SN udziela w czasie spotkania wywiadu na żywo - o trwającym właśnie spotkaniu jednak nie wspomina, nie mając pewności, czy do niego doszło.

Spotkanie szefa rządu z I Prezesem Sądu Najwyższego jest wydarzeniem wcześniej niebywałym, tym bardziej, jeśli objęte jest tak ścisłą tajemnicą. Kontakty na tym szczeblu odbywać się winny przy pomocy korespondencji bądź w sposób oficjalny - np. przy okazji Zgromadzeń Ogólnych sędziów SN. Wtedy jednak premiera w SN nie było.

Informacje o spotkaniu pojawiają się przed południem. SN potwierdza, że do niego doszło i podkreśla, że prof. Gersdorf podtrzymała wobec premiera swoje wcześniejsze stanowisko, że to ona kieruje Sądem do marca 2020 - na podstawie jasnego przepisu Konstytucji o 6-letniej kadencji I prezesa SN.

Sam Sąd wydaje tymczasem kolejne postanowienie o skierowaniu do TSUE następnych pytań prejudycjalnych, związanych ze statusem sędziów 65+. Nic nie wskazuje na wyciszenie sporu.

Jeszcze tego samego dnia premier kontaktuje się jednak telefonicznie z szefem Komisji Europejskiej. Jean-Claude Juncker słyszy zapewne, że Mateusz Morawiecki podjął rozmowy z Sądem Najwyższym. 

Wczesnym popołudniem rzecznik Komisji informuje, że KE nie podjęła jednak decyzji o skierowaniu skargi do TSUE. Nie podaje żadnych powodów zrezygnowania z zapowiadanego przez Timmermansa działania, ani żadnych przewidywań co do kolejnych kroków KE w tej sprawie.

W Pałacu Prezydenckim następuje też coś, o czym dowiadujemy się dopiero następnego dnia.

Czwartek, 20 września

Przed południem pojawia się informacja, że Prezydent zdecydował o powołaniu do Sądu Najwyższego 10 sędziów Izby Dyscyplinarnej. Ceremonia zaprzysiężenia odbywa się o 14:00, bez udziału prasy.

Wiadomość jest zaskakująca, bo wcześniej prezydencki minister Andrzej Dera zapowiadał wnikliwe przejrzenie dokumentacji kandydatów, a jeszcze tego dnia, w czwartek rano pytany o to szef Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski twierdził, że "nastąpi to w swoim czasie". Kiedy to mówił, decyzja była już jednak podjęta.

Informacja o zaprzysiężeniu wprawia w konsternację m.in. sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, rozpatrujących wnioski o zabezpieczenie, czyli wstrzymanie procedury powoływania sędziów SN do czasu rozpatrzenia odwołań od uchwał KRS w tej sprawie. Prezydent stawia też całe otoczenie (Komisję Europejską, SN i samego prowadzącego z nim rozmowy premiera) przed faktem dokonanym, bardzo trudnym do odwrócenia. Sędziowie zostają zaprzysiężeni, mają dwa tygodnie na stawienie się w SN i podjęcie obowiązków.

Piątek, 21 września

Rano Onet publikuje relację z rozmowy, jaka odbyła się w gabinecie I Prezesa SN we wtorek rano. Wcześniej, jeszcze w czwartek wieczorem podobne sprawozdanie przekazuje swoim płatnym subskrybentom portal PolitykaInsight. I Prezes SN zapowiada wygłoszenie o 9:30 oświadczenia w tej sprawie. 

Prof. Gersdorf generalnie potwierdza w nim, że przekaz medialny jest trafny, a przedstawione wtedy premierowi "warunki brzegowe" zamknięcia sporu o SN to powrót do orzekania odesłanych w stan spoczynku sędziów 65+, pozostawienie jej samej na stanowisku I Prezesa SN i przywrócenie konstytucyjności składu i działania Krajowej Rady Sądownictwa. Na obserwatorach niezręczność sformułowań prof. Gersdorf sprawia wrażenie podjęcia przez SN negocjacji z premierem.

Dopiero w opublikowanej kilka godzin później pisemnej wersji oświadczenia I Prezes pojawia się kluczowe dla oceny przebiegu wydarzeń zdanie "Pragnę również wyrazić nadzieję, że spotkanie z Panem premierem Mateuszem Morawieckim nie było jedynie grą na czas, a realną próbą podjęcia dialogu".

Na zwrócenie uwagi na to, że premier dzięki wproszeniu się na tę rozmowę zyskał odroczenie skargi Komisji Europejskiej jest już jednak za późno, przynajmniej w kraju. 

Śledzący uważnie wydarzenia wiceprzewodniczący Timmermans i cała Komisja Europejska najwyraźniej tego akurat aspektu sprawy są świadomi: jeszcze tego samego dnia, w piątek, Reuters ujawnił, że skarga KE trafi jednak do Trybunału Sprawiedliwości.

Cel uświęca środki

Dzięki sprytnemu wybiegowi premiera skarga KE trafi jednak do Trybunału Sprawiedliwości kilka dni i 10 powołanych w trybie "postawmy ich przed faktem dokonanym" sędziów SN później. Ponieważ KE podobnie jak SN i kilka sądów w kraju wnioskuje o zabezpieczenie, czyli zamrożenie kolejnych powołań sędziów do SN, umiejętnie zasygnalizowane szefowi KE wproszenie się przez premiera na rozmowę z prof. Gersdorf dało Prezydentowi czas na stworzenie kolejnych, trudno odwracalnych faktów.

Kto decyduje?

Czy Mateusz Morawiecki zaledwie wysłuchał I Prezes, czy też rzeczywiście przedstawił jej konkretną ofertę rozwiązania kryzysu nie ma dużego znaczenia. Znacznie większe znaczenie ma to, czy cokolwiek mówił, mówił w imieniu rządu (ze stanowczo krytycznym wobec SN min. Ziobro), rządzącego PiS, prezesa Kaczyńskiego i Prezydenta, do którego w sprawie powoływania sędziów należy ostatnie słowo.

Na te pytania odpowiedzi nie znamy. Jeśli jednak okazałoby się prawdą to, że działający w porozumieniu z szefem KE premier gotów jest przywrócić do orzekania sędziów 65+ i pozostawić na stanowisku I Prezesa SN prof. Gersdorf - to albo PiS szykuje sobie właśnie spektakularną rejteradę, porównywalną tylko z wycofaniem się z zapisów ustawy o IPN, albo w poważnych opałach jest Mateusz Morawiecki, wykraczający wyraźnie poza powierzoną mu przez PiS rolę.

(ag)