Co może ulica, a czego nie. I kiedy

Środa, 26 lipca 2017 (07:57)

Trochę niepokoi nas fakt, że prezydent nie odciął się od nacisków ulicy - oświadczył wczoraj wicemarszałek Sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS. Ryszard Terlecki dodał: Nie chcemy, aby ulica miała wpływ na przebieg procesu legislacyjnego w Polsce. To jedno z bardziej zdumiewających oświadczeń ostatnich dni.

Mówiąc szczerze, odmawianie ulicy prawa wpływania na decyzje polityczne to w ustach jednego z liderów PiS zasadniczy zwrot o 180 stopni.

Historia ostatnich lat, kiedy "Polcy i Polaki" dręczeni byli przez rządy PO dowodzi, że Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie właśnie demonstracjami próbowało wpływać na wydarzenia: tak było w 2012 przy podnoszeniu wieku emerytalnego, kiedy wspólnie z Solidarnością politycy PiS starali się powstrzymać decyzje Sejmu, tak było rok później podczas demonstracji zorganizowanej wprost pod hasłem "Idziemy obalić rząd Tuska", w 2014 mieliśmy nawet do czynienia z okupowaniem przez część zwolenników PiS siedziby PKW, i to w trakcie wyborów. Partia oficjalnie to wówczas potępiła, obrazy poszczególnych osób, które brały w tym udział w wielu obserwatorach jednak pozostały. Mieliśmy wreszcie organizowane przez partię manifestacje poparcia dla działań rządu PiS - czy to nie jest opisany przez marszałka Terleckiego mechanizm pośredniego wpływania przez ulicę na przebieg procesu legislacyjnego?

Dzisiejsze stanowisko PiS w sprawie ulicy dość wyraźnie różni się od tego, co pamiętamy. To przecież głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości wprowadzono do prawa tzw. zgromadzenia cykliczne, wręcz kreujące regularne demonstracje jako sposób komunikowania swoich oczekiwań.

Ulica, a dokładniej gromadzący się na niej obywatele, mają prawo manifestować swoje oczekiwania, także wobec procesów stanowienia prawa. To jedna z podstawowych wolności, działająca zarówno wtedy, kiedy PiS jest w opozycji, jak kiedy PiS sprawuje rządy.

Sęk w tym, że Prawo i Sprawiedliwość zdaje się ją akceptować tylko w pierwszej z tych sytuacji. Kiedy po demonstracje jako środek wyrazu sięga ktoś inny, najwyżsi dostojnicy partii i państwa wykonują numer, rozpisany na role specjalnie na podobne okazje:

Cała Polska z was się śmieje - komuniści i złodzieje!

To nie jest konsekwentne, nie też buduje zaufania - ani do partii, ani do państwa.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tomasz Skory - blog

Tomasz Skory