Naprawianie doskonałości, czyli gamonie w akcji

Czwartek, 15 marca 2018 (11:50)

Napisanie "pod siebie" fundamentalnych ustaw, których działanie będzie jednak uzależnione od ich znanego przeciwnika - to coś, co z pewnością przejdzie do historii sejmowego nieudacznictwa. Spocznie tam obok kuriozalnej nowelizacji świeżutkiej ustawy o KRS, jaką wczoraj po cichutku złożyli w Sejmie posłowie PiS.

Autorzy wpadki

Dumni do niedawna i przekonani o swojej nieomylności i skuteczności autorzy ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym przyznali właśnie, że nie dali sobie rady z tym, co jest ich podstawowym zadaniem - z tworzeniem spójnego i działającego prawa. Autorzy wpadki są całkiem liczni i wysoko utytułowani: formalnie ustawy o KRS i SN wniósł do Sejmu Prezydent, który kilka tygodni konsultował je osobiście z prezesem PiS. Potem rzecz trafiła w ręce panów Muchy i Piotrowicza, a prezydencki prawnik i szef komisji sprawiedliwości - jak sądzono - błędów nie popełniają. Nie popełnia ich też minister Ziobro, a już na pewno nie sejmowa większość. To, że sejmowa większość, podobnie zresztą jak mniejszość, często nie ma pojęcia nad czym głosuje - to drobiazg. Ważne że był to prezydencki projekt, skonsultowany z prezesem, dopracowany przez Piotrowicza i zaakceptowany przez ministra sprawiedliwości.

Jedna, jedyna rzecz

A jednak żaden z tych doświadczonych w kruczkach prawnych, przenikliwych ludzi nie przewidział, że żeby to wszystko zablokować Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego wystarczy zrobić jedną tylko rzecz - zrezygnować z pełnionej przez siebie funkcji szefa KRS, z której nowo powołani sędziowie-członkowie KRS mogliby ją odwołać. To oznacza przejęcie wyłącznego prawa do zwołania posiedzenia KRS. W takiej sytuacji posiedzenie w celu wyboru przewodniczącego zwołuje Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, a więc też ona, tyle że w sposób bezalternatywny. Potem Pierwsza Prezes nie robi już nic, a już na pewno nie zwołuje KRS w składzie z sędziami wybranymi nielegalnie. Rada nie działa, nie powołuje sędziów do Sądu Najwyższego, Sąd Najwyższy nie może wybrać następcy Gersdorf - w efekcie po jej odejściu z SN nie ma już nikogo, kto mógłby zwołać KRS.

Analiza trafna

Kiedy przed tygodniem tę sytuację opisałem, wielu uznawało to za hipotetyczne rozważania. Już jednak parę dni później  prof. Pawłowicz przedstawiła własną ad hoc interpretację przepisów, że Rada może się zebrać sama. Paru wiceministrów znając już sytuację ostrożnie oświadczyło, że "mają nadzieję, że tak nie będzie". A dumny zwykle minister Ziobro napisał do prezes Gersdorf list, w którym oczekiwał, domagał się, żądał, prosił, czy może błagał, żeby zwołała niezwłocznie posiedzenie Rady. 

To dość paradne z dwóch powodów - po pierwsze, Zbigniew Ziobro, choć jest członkiem KRS nie bywa na jej posiedzeniach od lat. Jego troska o prace KRS ma więc bardzo wybiórczy charakter. Po drugie zaś - znany z nie zawsze uzasadnionej pewności siebie minister sprawiedliwości znów to zrobił - zużył całą amunicję i nie może teraz Małgorzacie Gersdorf zrobić nic, co już by nie było przesądzone. Wbrew Konstytucji skrócił już jej kadencję prezesa, za kilka miesięcy usunie ją też z SN. Pisanie do kogoś takiego listu z prośbą (bo możliwych gróźb już nie ma) jest żenującym przykładem histerii człowieka, który wie, że nawalił, ale nie wie jak to naprawić.

Groteskowa nowelizacja

Posłowie PiS proponują teraz, żeby pierwsze posiedzenie KRS po zwolnieniu funkcji przewodniczącego zwoływała... prezes Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego autorzy projektu uznali, że akurat Julia Przyłębska zrobi to, czego nie robi prof. Małgorzata Gersdorf? Darujmy sobie oczywistości.

Sęk w tym, że nowe prawo także nieprędko wejdzie w życie. Przerażeni konsekwencjami jego nieprzyjęcia posłowie rządzący będą teraz stawać na głowie, żeby to zrobić szybko, jednak najbliższe posiedzenie Sejmu dopiero 20-23 marca, a Senatu - już w kwietniu. 

Oczywiście możliwe jest zwołanie dodatkowego posiedzenia Senatu wcześniej. Nie chodzi przecież o to, żeby się nad czymś zastanawiać, tylko żeby to przegłosować.

Dokładnie tak parlamentarna większość wpędziła się w te kłopoty, i tak samo będzie z nich wychodzić - ten nasz projekt nowelizacji naszej niedawnej nowelizacji jest naprawdę dobry. Kto jest za? 

Artykuł pochodzi z kategorii: Tomasz Skory - dziennikarz

Tomasz Skory