Rozpoczęte wylosowaniem 33 kandydatów tworzenie zajmującej się sędziowskimi dyscyplinarkami nowej izby Sądu Najwyższego to proces powikłany. Mimo zapewnień o naprawianiu sytuacji – może ją skomplikować jeszcze bardziej, przynajmniej w kilku aspektach.

REKLAMA

Politycznie

Mówiąc w uproszczeniu: jeśli oczekiwanie naprawy odniesiemy do związanych z przywracaniem praworządności oczekiwań Komisji Europejskiej, czego skutkiem może być odblokowanie wypłaty środków z Krajowego Planu Odbudowy - do nowej izby SN nie powinien trafić żaden z sędziów, powołanych z udziałem nowej KRS. To ograniczałoby wybór z 33 wylosowanych do 16 nieobjętych tego rodzaju zastrzeżeniami sędziów z tzw. "starego" składu Sądu Najwyższego, pomijając tzw. neo-sędziów, powołanych w związku z reformami systemu dyscyplinarnego sędziów.

Wybierając z tego grona prezydent spełniłby oczekiwania KE i TSUE, w swoim obozie politycznym z pewnością naraziłby się jednak swojemu środowisku politycznemu.

Merytorycznie

Jeśli Izba Odpowiedzialności Zawodowej ma poza niekwestionowaną niezawisłością spełniać kryteria najwyższego profesjonalizmu i kompetencji (w Sądzie Najwyższym oczywiste) powinna być obsadzona głównie przez specjalistów prawa karnego. To także możliwe - wśród wylosowanych na 11 miejsc 33 kandydatów aż 12 to sędziowie Izby Karnej SN.

To oczekiwanie nie jest może oczywiste dla wszystkich, jednak prawnicy mają pełną świadomość, że przepisy i procedury prawa karnego poważnie różnią się od stosowanych w prawie pracy czy cywilnym.

Liczbowo


Przywykamy do oczekiwania, że wybierając sędziów nowej izby SN Prezydent musi wskazać jej pełen skład, 11 osób. Nie powinniśmy - do przejęcia obowiązków od sprawującej je dziś piątki sędziów, wyznaczonych na czas przejściowy przez I Prezes SN wystarczy bowiem wyznaczenie przez Prezydenta już pięciu sędziów stałych.

Prezydent nie musi się więc śpieszyć. Jedenastu sędziów potrzeba do pełnego obsadzenia Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Andrzej Duda nie musi jednak odsłaniać kart od razu; nie jest związany żadnym terminem wyznaczenia pełnego składu, a IOZ można uruchomić już z pięcioma sędziami, wybór pozostałych 6, a więc większości - odkładając na później.

Niechętnie

Jednym z problemów przy tworzeniu Izby Odpowiedzialności Zawodowej jest, najoględniej mówiąc, brak entuzjazmu sędziów Sądu Najwyższego do zasiadania w niej. Dotyczy to zarówno wylosowanego prof. Włodzimierza Wróbla - jednego z najsurowszych krytyków reform przeprowadzanych przez rządzących, jak przedstawiciela opcji zdecydowanie przeciwnej - prof. Kamila Zaradkiewicza, który już kilka tygodni temu ogłosił na Twitterze, że jako sędzia nie wyraża zgody na powołanie do orzekania w IOZ, a powołanie bez swojej zgody uzna za łamanie art. 179 i 180 Konstytucji.

Także w nieoficjalnych rozmowach sędziowie SN wskazują na niechęć do zasiadania w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej. Do ustawy wprowadzono jednak kategoryczne zdanie "Sędzia Sądu Najwyższego nie może odmówić udziału w losowaniu, wyznaczeniu do orzekania w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej, ani orzekania w tej izbie po wyznaczeniu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej".

Warto rozważyć, jaki można mieć pożytek z sędziego, zmuszanego do orzekania, kiedy tego nie chce, uznaje za bezprawne, albo w sprawach, na których się nie zna.

Formalnie i ustrojowo

Ten problem daleko wykracza poza liczby, upodobania orzecznicze czy uwarunkowania polityczne. Chodzi o najistotniejsze zastrzeżenie do procedury tworzenia nowej izby Sądu Najwyższego. Rzecz w tym, że polega ona w istocie na powierzeniu jej sformowania prezydentowi, a więc przedstawicielowi władzy wykonawczej, która powinna być oddzielona od władzy sądowniczej.

Co więcej, prezydent nie może powołać członków izby SN samodzielnie, bo konstytucja mówi, że akty urzędowe prezydenta wymagają dla swojej ważności podpisu premiera. Sędziów SN prezydent powołuje jedynie do pełnienia urzędu, nie wskazując jednak izby, w której sędzia ma orzekać, tym bardziej że już powołani za swoją zgodą mogą być przenoszeni między izbami.

Żadna z 30 wymienionych w niej tzw. prerogatyw, czyli uprawnień do samodzielnego podejmowania decyzji nie dotyczy wyznaczania sędziów do którejkolwiek z izb Sądu Najwyższego.

Status wybranych przez prezydenta sędziów Izby Odpowiedzialności Zawodowej będzie więc wątpliwy albo przez uzależnienie od polityków - prezydenta i premiera, albo - przez brak kontrasygnaty tego drugiego - nie będzie spełniał konstytucyjnego wymogu ważności.