Jeśli jesteś przedsiębiorcą i nie chcesz skończyć jako bankrut, przywalony stertą nie zapłaconych faktur za wykonane usługi, za które nie otrzymałeś zapłaty - unikaj autostrad. Nie chcesz, żeby nachodził cię komornik, a urząd skarbowy domagał się zapłaty podatków od pieniędzy, których nie widziałeś na oczy - nigdy nie wchodź w umowy, dotyczące budowy dróg.

REKLAMA

Prosty wniosek, wynikający z rozpaczliwej sytuacji, w jakiej znaleźli się usługodawcy, dostawcy i szereg innych firm, działających na rzecz niepłacących im od miesięcy wykonawców autostrad A4 i A2, jest nieuchronny: jeśli nie chcesz pójść z torbami - trzymaj się od autostrad z daleka.

To nie jest nawoływanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa, czy bojkotu. Nikt przecież nie zmusza firm transportowych, czy wydobywających kruszywa do uczestniczenia w wielkim narodowym projekcie budowy autostrad. Kto chciał uwierzyć, że rzecz jest starannie przygotowana, i może jeszcze zarobić (co trudno mieć przedsiębiorcy za złe) - dał się nabrać, i jak w wypadku wielu przedsiębiorców na A4 i A2 - płaci za tę naiwność własnymi pieniędzmi.

Mechanizm jest prościutki: wykonawca, któremu państwo powierzyło budowę odcinka autostrady, kupuje kruszywo i zamawia jego transport. Za tę usługę wystawia fakturę, należności jednak nie płaci. Dostawca czy transportowiec jednak w dobrej wierze działa, wydobywa i dostarcza tysiące ton piachu, tłucznia, kamienia itp. - w końcu wykonawcę wybrała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, poważny organ państwa. Niemożliwe, żeby taki organ wybrał na wykonawcę kogoś nierzetelnego, prawda?

Przedsiębiorca wierzy w państwo, któremu przecież zależy na powodzeniu budowy autostrad, że o rzetelności własnej nie wspomnę.

W tej naiwnej wierze przedsiębiorca trwa kilka miesięcy. Wykonawca nadal mu nie płaci, bank zaczyna pytać o spłatę kredytów, dostawcy zaczynają się irytować nieregulowaniem należności, ktoś wspomina o komorniku... i państwo, w które przedsiębiorca tak wierzył, zaczyna domagać się zapłaty VAT-u od tego, na co przedsiębiorca ma tylko faktury, a nigdy mu ich nie spłacono.

Musi spłacić kredyty na bieżącą działalność. Zapłacić pracownikom, zanim ich, co nieuchronne - zwolni. Uregulować należności za zakupy, paliwo, czynsz. I zapłacić podatki od pieniędzy, których nigdy nie dostał, bo obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury, a nie jej zapłacenia.

Państwo zamierza prawo zmienić, żeby można było zapłacić przedsiębiorcy należne mu pieniądze z jego kasy, to jednak melodia przyszłości, a przedsiębiorca ma kłopoty teraz. Państwo może zmienić prawo, żeby nie karać go za to, że nie zapłacił podatku od czegoś, czego nigdy nie dostał, to jednak także bliżej nieokreślony pomysł i znacznie dalej nieokreślona przyszłość.

Jeśli więc jesteś przedsiębiorcą i rozważasz przystąpienie do narodowego dzieła budowy autostrad - dobrze się zastanów. Opisany powyżej Twój kolega właśnie w nim uczestniczył. Wyłożył swoje środki, wykonał pracę, zaangażował w to innych, nie otrzymał zapłaty, został ze zobowiązaniami i musi jeszcze zapłacić należne, choć absurdalne podatki. Dziś jego firmy nie ma, on sam tonie w długach, nachodzi go komornik, a państwo, któremu ufał - właśnie uznaje go za przestępcę podatkowego.

I wszystko to w zgodzie z prawem.

Przemyśl to.