Wystąpienie programowe premiera Mateusza Morawieckiego zapamiętamy pewnie jako zbitkę zgrabnych określeń: Polska wielkich projektów, połączenie romantyzmu celów i pozytywizmu środków, kapitalizm oszczędności i inwestycji a nie kapitału na kredyt itp. Uważniejsze przyjrzenie się jego treści ujawnia jednak, że nowy premier zawarł w exposé sporo niekonsekwencji albo słów, mających inne, ukryte znaczenia. Nie zawsze przyjemne i opisujące rzeczywistość.

REKLAMA

Godzenie sprzeczności


Premier spróbował np. jednocześnie zapewnić, że Polska nie odejdzie od oparcia energetyki na węglu i zapowiedzieć zwalczanie smogu i wspieranie alternatywnych źródeł energii. Oczywiście nie cały smog nad krajem pochodzi z palenia węglem, ale z pewnością także nie cały pochodzi z palenia śmieci. Ktokolwiek widział, co wyrzucają do atmosfery gigantyczne kominy w uprzemysłowionych regionach naszego kraju doskonale wie, że to nie "ubóstwo energetyczne" tych, których nie stać na czystsze paliwa jest główną przyczyną zanieczyszczenia powietrza.

Wbrew rzeczywistości

Premier w emocjonalny dość sposób zapowiedział wspieranie kobiet dotkniętych przemocą domową. Tajemnicą pozostanie, jak chce to godzić z odmawianiem przez rząd finansowego wsparcia organizacjom, które się tym zajmują. W 2017 roku Ministerstwo Sprawiedliwości odmówiło dalszego finansowania telefonicznej i mailowej pomocy psychologicznej, prowadzonej przez "Niebieską Linię". Możliwość korzystania ze zdalnych porad straciły osoby z mniejszych ośrodków, niepełnosprawne, bądź zastraszone czy zawstydzone tym, co je spotkało (np. gwałtem) do tego stopnia, że nie decydujące się na osobiste udanie się do ośrodka. To, że "Niebieska Linia" wznowiła po kilku miesiącach działanie nie jest zaś zasługą rządu, w którym od dwóch lat zasiada Mateusz Morawiecki, ale prywatnej firmy, która jej działalność dofinansowała.

Błędy czy upiększenia?

Nie można zapowiadać wniesienia do Sejmu pakietu ustaw "Konstytucji dla Biznesu", bo one powinny już tam być - rząd uchwalił je w połowie listopada. Jeśli dotąd tam nie dotarły - to rząd ma problem z najprostszą rzeczą, czyli ich wysłaniem do Sejmu. A jeśli dotarły - zapowiadanie, że rząd je wyśle jest bez sensu.

Niewiele sensu ma też zapowiadanie przez premiera "nowego" rządu wzrostu wydatków na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB, bo Sejm już go uchwalił. Co więcej, wzrost wydatków ma być powolny, a poziom 6 proc. PKB wydatki na ochronę zdrowia mają osiągnąć dopiero w roku 2025. Nazywanie takiego wzrostu "skokowym" (obecnie to 4,67 proc.) wydaje się co najmniej retoryczną nonszalancją.

Nie można też wprowadzić Narodowego Programu Zdrowia Kardiologicznego bez zawierania kontraktów z kardiologami ani uznać za swój projektu powołania Narodowego Instytutu Onkologii. W pierwotnej wersji z 2015 roku, której autorem był prof. Marian Zembala, program miał dokładnie te same zadania, tylko po prostu nazywał się inaczej - Narodowy Instytut Raka, a nie onkologii.

Mission Impossible

Mateusz Morawiecki zdaje się nie zauważać prostej zależności: nie da się zmienić w Europie opinii o Polsce i jednocześnie utrzymywać, że ustawy sądowe zwiększają niezależność sędziów - a tak właśnie utrzymuje. Procedura ochrony praworządności Komisji Europejskiej, wielokrotne krytyczne opinie Komisji Weneckiej, organizacji sędziów europejskich i specjalnego wysłannika ONZ są jednoznaczne i dotyczą właśnie zagrożenia niezależności sędziowskiej. Nawet posługujący się biegle wszystkimi językami świata, z oromo włącznie premier nie będzie raczej w stanie ich przekonać, że jest tak jak mówi, tylko dlatego, że to akurat mówi.

Trudno też opierać nadzieje na poprawę wizerunku Polski po wyjaśnieniu przez premiera, że doskonale brzmiąca zapowiedź stosowania się do wyroków Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Puszczy Białowieskiej tak naprawdę oznacza... dokładnie to samo, co pod tym hasłem rozumie minister Szyszko.

Płonne nadzieje

Mateusz Morawiecki może uważać, że jego exposé przekonało do niego rodaków i zagranicę. Nie powinien się jednak łudzić, że przekonał wszystkich. Dokładnie tak samo jak nie powinien twierdzić, że stwarza przyjazne warunki dla osób niepełnosprawnych. Przynajmniej tak długo, jak jego koledzy posłowie będą niepełnosprawnym jednocześnie odbierać coś tak oczywistego i elementarnego w XXI wieku jak prawo do korespondencyjnego głosowania.