Mateusz Morawiecki wygłosił kolejną "piątkę" zapowiedzi, związanych z wyborami samorządowymi. To, że część proponowanych przez niego kotletów leży w gablocie od lat, a niektóre już zjedzono wcale mu nie przeszkadza.

REKLAMA

Dwie piątki

Pierwszą "piątkę" zapowiedzi premier wygłosił na konwencji w kwietniu. Wtedy jednak miało to większy związek z rzeczywistością, w jakiej działa szef rządu: mniejszy ZUS dla małych firm, obniżka CIT dla nich, wyprawka dla uczniów, stworzenie nowego funduszu dróg lokalnych i obfite wsparcie dla programu Dostępność+ z pewnością należą do zakresu działania premiera.

Drugą "piątkę" premier ogłosił jednak w kontekście nadchodzących wyborów samorządowych, i już samo to każe się zastanowić co ma piernik do wiatraka. Po to są samorządy, żeby lokalne wspólnoty rządziły się same, rolą rządu jest jedynie pomaganie im. Politycy PiS pomaganie owszem, zapowiedzieli, ale w sposób mocno charakterystyczny: przeciwstawiając samorządom z rządem współpracującym te, które na rząd "warczą". I to jest właśnie kontekst polityczny wystąpienia.

Warczysz? Niedobrze...

Z doświadczenia ostatnich lat wiemy już, że to, co rządzący politycy uznają za współpracę niezupełnie odpowiada powszechnemu rozumieniu tego słowa. Osoby naiwne kojarzą je z partnerstwem, realiści - z wyraźną wyższością jednej ze stron i podporządkowaniem się jej przez tę drugą. Tak właśnie należy interpretować słowa premiera.

Mateusz Morawiecki przedstawiając swoją "piątkę" wyraźnie pokazywał kolejne marchewki: zwiększenie wydatków na domy seniora (cóż to innego jeśli nie znana z pierwszej piątki Dostępność+, a więc dystrybucja pieniędzy przez rząd?), odbudowa połączeń kolejowych i autobusowych (to też sprawa raczej mało lokalna), czy wreszcie budowę chodników, dworców lub zabawnie brzmiące "100 MB/s na 100-lecie Niepodległości".

Powtórka z rozrywki

Te ostatnie elementy zapowiedzi, podobnie jak termomodernizacja domów i obniżki opłat dla osób segregujących śmieci rzeczywiście należą już do kompetencji władz lokalnych, ale ponieważ tak właśnie jest od lat - od lat podobne programy samorządy już realizują, niezależnie od tego, kto ma w nich większość. Sam fakt, że podobne deklaracje wsparcia wygłasza szef rządu może jednak oznaczać, że tam, gdzie tego nie zrobiono, zrobi to PiS. Tyle tylko, że wcześniej musi wygrać wybory. Jak lokalnie wygra - to załatwi wszystko, bo przecież będzie współpracować z rządem.

Można się zastanawiać, jak premier zamierza wprowadzanie swoich kolejnych piątek zbilansować. Opłaty za energię, ciepło i wywóz śmieci mają być niższe, niższe mają być też podatki, za to wyższe mają być na pewno płaca minimalna i minimalna stawka godzinowa (to tylko zapowiedzi z dziś).

Ale z zapowiedzi wynika, że szef rządu - już czeka z pieniędzmi, którymi to sfinansuje.

Ciekawe, ile "piątek" ma jeszcze w zanadrzu na kolejne wybory.