Każda władza romansuje z historią i chętnie wpisuje ją w swoje sztandary.

REKLAMA

Pamięć o przeszłości jest źródłem polityki historycznej państwa i legitymizacji władzy, a czasami staje się też paliwem bieżących rozgrywek politycznych. Politycy chętnie bowiem mianują się posiadaczami prawdy historycznej i wyrazicielami dziejowej albo boskiej sprawiedliwości - tak zdefiniowani ochoczo wstawiają na cokoły swoich bohaterów, nierzadko zrzucając zeń starych uznawanych odtąd za zdrajców i łajdaków. Prawda "przepisywanej" i reinterpretowanej historii sprowadzana bywa w pierwszej kolejności do wymiaru utylitarnego - prawdziwsza staje się ta wersja historii czasów minionych, która wzmacnia władzę, skuteczniej buduje dumę narodową i wychowuje wyznawców nowej, jedynie słusznej narracji historycznej. Takie zabawy z historią stają się szczególnie obrzydliwe, gdy dotyczą ofiar.

Równocześnie jednak nauka o przeszłości spełnia ważne i uniwersalne zadania: służy pojednaniu między narodami i stanowi świadectwo tego, jakie cierpienia i spustoszenia w życiu jednostek i społeczeństw niesie ze sobą nauczanie pogardy i nienawiści. Odkłamywana historia wolna od łatwych generalizacji i pochopnych uproszczeń oraz niezależna od bieżących politycznych interesów, choć niełatwa w odbiorze, niesie nadzieję na pojednanie i pokój - pozwala ufniej patrzeć w przyszłość.

"Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi przyznać się do winy. Nie jest wolny naród, który nie potrafi wysłuchać wyznania win i uczynić takiego wyznania. Nic tak nie krępuje wolności, jak wina nienazwana i niewyznana". Te słowa ks. Józefa Tischnera przywołał Jan Grabowski, wybitny polski historyk Holokaustu w swojej poruszającej książce "Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945". Idealnie pasują one także do rozważań o "polowaniach" na Żydów na Litwie, które przedstawiono poniżej.

"Holokaust jest jak czarna dziura - zaczynasz się w nią wpatrywać, wsysa cię i zostajesz w niej już na zawsze" (autor nieznany, s. 33).

"Nasi. Podróżując z wrogiem" to zapis wyprawy szlakiem szeregu zapomnianych miejsc Zagłady Żydów na Litwie. To jednak nie tylko opowieść o Litwie, ale także książka o trudach konfrontacji z mrokami historii własnego narodu.

Wyjątkowy jest dwugłos autorów tej książki - Rūta Vanagaitė jest Litwinką, Efraim Zuroff jest Żydem. On przyjechał z zagranicy, ona mieszka na Litwie. On na Litwie stracił rodzinę, ona w swojej odkryła osoby współodpowiedzialne za Holokaust.

On to "łowca nazistów", który od lat bezkompromisowo upomina się o prawdę o udziale Litwinów w morderstwach na Żydach. Dlatego niekiedy nazywany bywa "wrogiem Litwy".

"Moje działania nie są motywowane nienawiścią do krajów bałtyckich. Wręcz przeciwnie, postrzegam je jako coś, co w dłuższej perspektywie pomoże Litwie. Pomoże jej uporać się z własną przeszłością, uczyni z niej lepsze miejsce do życia i ułatwi krajowi zajęcie odpowiedniej pozycji wśród liberalnych demokracji Zachodu. Próbowałem przekonać Litwinów, że jeśli tylko podejmą jakieś pozytywne kroki, to nie uczynią tego ani dla mnie, ani po to, by zadowolić tę czy inną organizację żydowską. Zrobią to dla własnego dobra" (88-89).

Ona tematem odpowiedzialności Litwinów za Zagładę Żydów zajęła się niedawno. By poznać prawdę, wspólnie z "wrogiem" wyruszyła w podróż po rozsianych po Litwie miejscach rozstrzeliwań.

"Jestem typową, przeciętną Litwinką. Całe życie wiedziałam o Holokauście tyle, co większość naszych typowych, przeciętnych obywateli. [...] Jestem typowym produktem kłamstw reżimu sowieckiego i milczenia wolnej Litwy. Homo sovieticus lituanus." (23)

W trakcie podróży dwójki autorów starły się dwie wrażliwości, dwie perspektywy, dwie osobiste historie, dwie narracje. Autorzy nieco inaczej bowiem rozkładają akcenty, niekiedy różnią się w interpretacjach przeszłości i rozumieniu procesów prowadzących do horroru Shoah. Łączy ich przekonanie o konieczności przekazania Litwinom bolesnej, trudnej prawdy o roli ich dziadków, ojców, czy wujków w Zagładzie Żydów. Książka opowiada o historii, która na Litwie ciągle krwawi.

"Cień Holokaustu jest długi i pada zarówno w tył jak i w przód" (Eva Hoffman)

Dla Efraima Zuroffa książka "Nasi" jest próbą wyjaśnienia współczesnym Litwinom, tego, że zbrodnie popełnione podczas wojny przeciwko Żydom (tym litewskim i tym przywiezionym tam z innych krajów) były tragedią, która dopóty będzie rzucać swój mroczny cień na ten kraj i jego mieszkańców, dopóki "w końcu ludzie uczciwie zmierzą się z całym tym horrorem i jakoś go przyswoją. Dopiero wtedy, kiedy obywatele tego kraju zrozumieją - mimo różnicy religii, poglądów politycznych, tradycji, stylu życia - że mój lud to naprawdę był ich lud, proces leczenia dusz i sumień będzie miał jakąkolwiek szansę powodzenia. Jest to nadzieja, którą żywię szczerze i za którą się modlę" (21).

Pierwszym pozytywnym owocem książki, jej pierwszym wyleczonym sumieniem, wydaje się być właśnie współautorka Rūta Vanagaitė. Już na pierwszych stronach uczciwie waży powody, które skłoniły ją do zajęcia się tak trudnym tematem: "Zaczynam pisać książkę o straszliwym grzechu, który ciąży na pamięci i historii mojego narodu. Grzechu, o którym nie mówiło się do dzisiaj - milczeliśmy na temat wytrzebienia litewskich Żydów i naszej roli, roli Litwinów w tych masowych mordach" (22).

Vanagaitė jest ofiarą milczenia w skali makro i mikro. Swoją książkę pisze jako córka narodu litewskiego, ale równocześnie ujawnia osobisty, rodzinny kontekst Zagłady - przywołuje postaci krewnych, którzy mieli swój udział w eksterminacjach. Opowiada o historię dziadka - sowieckiego więźnia politycznego, który zamarzł na śmierć w stalinowskim łagrze, ale wcześniej podczas okupacji niemieckiej należał do komisji zestawiającej listy żydowskich nazwisk. I choć nie brał bezpośredniego udziału w masowej eksterminacji Żydów i nie przejmował żydowskich majątków, to jednak nie był bez winy (29). Z kolei mąż ciotki, pułkownik w armii niepodległej Litwy podczas okupacji piastował stanowisko szefa niemieckiej policji. On także "sam nie dokonywał zbrodni, ale należał do organizatorów eksterminacji - był mordercą zza biurka" (45). Jego nazwisko widnieje na utworzonej przez Związek Litewskich Żydów w Izraelu liście pięciu tysięcy przestępców wspomagających litewski Holokaust.

Miejsca pamięci, których nie ma

Na Litwie zidentyfikowano 220 miejsc, w których zamordowano prawie 200 tysięcy Żydów. Większość morderców stanowili Litwini. O strasznych miesiącach 1941 roku, kiedy dokonywały się mordy, przypominają nie tylko rozsiane po kraju miejsca straceń, ale także słowo "zydsaudis", którego nie ma w językach innych krajów - oznacza ono osobę mordującą Żydów.

"W masowych mordach Żydów w różnych zakresach i funkcjach - od zachęt do ułatwiania mordów i pociągania za spust - uczestniczyło około 20 tysięcy osób." (298).

Wiele miejsc straceń ciągle nie jest oznaczona. Pamięć o ofiarach jest zatarta - do dziś spoczywają pochowani w zaroślach. Ich straszną historię znają historycy i nieliczni mieszkańcy.

"Odkryłam dwie inne ważne rzeczy: przede wszystkim to, że po siedemdziesięciu czterech latach ludzie wciąż boją się o tym mówić, a po drugie - całkowitą obojętność. Ludzkich ciał, szczątków, kości i czaszek nie pokrywa trwa, ale gęste, dzikie zarośla i wszyscy się na to godzą."(161)

Wiele w książce przykładów niewiedzy o krwawiącej historii czasów wojny, za przykład niech posłużą rozważania o dzielnicy Kowna, w której znajdowało się getto. W "Naszych" czytamy, że jej mieszkańcy do dziś "nie zdają sobie sprawy, gdzie tak naprawdę mieszkają i co się wydarzyło, zanim się tu zjawili. Skąd mogą wiedzieć? Nie ma żadnych oznaczeń, chronionych zabytków czy pomników - oprócz kamienia niedaleko wjazdu do tej dzielnicy. Renowacji podlega również budynek, gdzie kiedyś był sklep, w którego oknie wystawowym umieszczono głowę miejscowego rabina. Odcięto mu ją, kiedy się modlił, i położono na Talmudzie. Dla przykładu" (38).

Dlaczego to się wydarzyło?

Vanagaitė dramatycznie pyta czy jest potomkinią litewskich bohaterów, czy może członkinią narodu znienawidzonego za mordowanie Żydów, której rodzina jest splamiona udziałem w zbrodniach przeciwko ludzkości? Na takie arcytrudne pytanie odpowiada w sposób najuczciwszy z możliwych: "Jestem po prostu Litwinką, której dziadkowie i rodzice przetrwali zarówno okupację sowiecką, jak i hitlerowską. I przyjmuję wszystkie tragedie mojego narodu, nie dzieląc ich na własne czy cudze, mniejsze lub większe niż inne tragedie. Przyjmuję winę i straty moich krewnych bez wzajemnych oskarżeń i bez prób upiększania tego, co się stało. Chcę rozumieć, co się właściwie wydarzyło, dlaczego to się wydarzyło i dlaczego wydarzyło się mojemu narodowi. Moim Litwinom i moim Żydom na Litwie. I chcę, żeby moje dzieci to rozumiały - wiedziały o tym i pamiętały." (31)

Nie ma drogi na skróty

Efraim Zuroff w rozmowach z Rūtą Vanagaitė przekonuje, że w zmaganiu się z trudną historią nie można pójść na skróty. Wprawdzie można starać się zrozumieć zabójców, a nawet ich tłumaczyć i w ten sposób ułatwiać sobie pogodzenie się z przeszłością, ale "jeśli chce się pani z nią oswoić, to nie powinna to być miękka, oczyszczona wersja historii, trzeba się pogodzić z prawdziwymi, twardymi faktami. Widzi pani, to jest coś, co jesteście winni sobie sami, nie mnie" (93-94). Zuroff wie, że Litwinom nie będzie łatwo przyznać się do współpracy z nazistami. Przyznaje, że to proces trudny i bolesny. Francji zajęło to pięćdziesiąt lat. "Ale im prędzej uczciwie spojrzycie prawdzie w oczy, tym szybciej zacznie się naturalny proces leczenia, którego potrzebujecie wy i wasze dzieci." (95).

Warto poznać także przedstawione w książce fakty historyczne pomagające zrozumieć procesy, które doprowadziły do tragedii narodu zamieszkującego te "skrwawione ziemie", by przywołać tu tytuł książki Timothy D. Snydera ("Skrwawione ziemie" obejmują obszar od środkowej Polski po zachodnią część Rosji, poprzez Ukrainę, Białoruś i kraje bałtyckie. Tutaj reżimy Stalina i Hitlera zgładziły 14 milionów ludzi).

Litwini stali się ofiarą dwóch walczących z sobą totalitarnych reżimów - sowieckiego i nazistowskiego. Wielu z nich, szczególnie wojskowi, z radością i nadzieją powitało wkraczającą na Litwę armię Hitlera, a równocześnie ostrzeliwali znienawidzoną i wycofującą się armię sowiecką. Po falach deportacji na Syberię, których dokonywali sowieci, Litwini byli przekonani, że każda zmiana będzie zmianą na lepsze. Pojawienie się wojsk hitlerowskich wielu uznało za szansę na oswobodzenie. Niektórzy z nich szybko zabrali się za mordowanie Żydów, by przypodobać się nowym panom.

"Wielu Litwinów przyłączyło się jednak do powstania i chwyciło za broń, wierząc, że służą ojczyźnie, i nie wyobrażając sobie, że ich patriotyzm zostanie wykorzystany do mordowania niewinnych ludzi. Białe opaski miały pozostać białe" (64).

Na Litwie ciągle można spotkać pomniki litewskich bohaterów, którzy równocześnie są odpowiedzialni za zbrodnie Holokaustu.

Polskie akcenty

W książce pojawiają się także polskie akcenty. Przypomniana jest choćby postać polskiego dziennikarza, oficera, uczestnika polskiego ruchu oporu Kazimierza Sakowicza (zm. 1944), głównego kronikarza masowych egzekucji w podwileńskich Ponarach. Sakowicz mieszkał blisko miejsca egzekucji i z ukrycia dokumentował to co działo się w Ponarach. Notatki, które prowadził od 11 lipca 1941 roku, zakopywał w butelkach koło swojego domu. Zostały odnalezione po wojnie. Wydano je dopiero w 1998 roku.

Efraim Zuroff przypomina też książkę Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi", która najpierw wywołała w Polsce szok, ale - jak pisze - zainicjowała też ogólnonarodową dyskusję i przebudzenie polskiego społeczeństwa. Przypominając polską tragedię Jedwabnego wyjaśnia, że Litwa to kraj "pełen takich Jedwabnych" ("cały kraj jest jednym wielkim Jedwabnem, a traumy tych zbrodni jeszcze nie poczuł", 144).

Litewska współautorka dopowiada, że Litwini ciągle nie tylko, że nie zdają sobie sprawy z okrucieństw i zbrodni popełnionych przez naród litewski, ale w ogóle nie chcą o tym wiedzieć. Książka "Nasi" pełna cytatów z zeznań litewskich zabójców stała się na Litwie zaczynem narodowej dyskusji i szansą na "wyleczenie litewskiej duszy". Przyszłość pokaże na ile udaną.

"Nasi głęboko wpłynęli na Litwę w ogóle. Wpłynęli na język litewski. Słowo "nasi" (po litewsku mūsiškiai) stało się niemal nierozdzielne od tematu Holocaustu na Litwie. Nie można już mówić o koszykarzach czy słynnych na cały świat reżyserach teatralnych "nasi". Mūsiškiai oznacza praktycznie to samo, co winni zbrodni Holokaustu. Nasi ludzie, ale to nie znaczy Żydzi. Moich prób pokazania, że zarówno ci, którzy strzelali, jak i ci, którzy byli rozstrzeliwani, to "nasi ludzie", Litwa nie zrozumiała. W mniemaniu przeciętnego Litwina, Żydzi byli i pozostali obcy" (292).

Ciszej, ciszej

"W pociągu do Ponar niektóre dzieci zaczęły się wyśmiewać z Żydów i opowiadać antysemickie dowcipy, ale kiedy stanęły na krawędzi dołu, gdzie grzebano ciała, chwyciły się za ręce i słuchały Szymona, który zaczął opowiadać historię. Była to historia o pięknej żydowskiej rudowłosej dziewczynie, którą ktoś, kto tu mieszkał, zobaczył przez okno mijającego pociągu. Kilka godzin później, wracając do Ponar, zobaczył dwóch żołnierzy grających w piłkę, za którą posłużyła im głowa tej dziewczyny. Siedmiuset uczniów zamilkło i słuchało bez ruchu. Ponary czekały na taką ciszę. Czekały bardzo długo" (39).

"Ciszej, ciszej, nic nie mówmy, to tu rosną groby.

Zasadzili je wrogowie, patrz - już widać pąki.

Teraz wszystkie drogi prowadzą do Ponar, żadna z powrotem.

Nasz tata zniknął, razem z nim szczęście.

Cicho, dziecinko. Nie płacz, mój skarbie, łzy nie pomogą.

Wróg naszego nieszczęścia nigdy nie rozumiał.

Morza i oceany mają swój porządek.

Gdzieś są granice więzień,

Ale nasz ból nie ma końca..."

"Kołysanka Ponar", muzyka Alik Wołkowski, słowa Noah Wołkowski.

***

Rūta Vanagaitė, Efraim Zuroff, Nasi. Podróżując z wrogiem, 2017, tłum. Krzysztof Mazurek, Wydawnictwo Czarna Owca.

Timothy D. Snyder, Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, 2015, tłum. Bartłomiej Pietrzyk, Świat Książki.

Jan Grabowski, Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945, 2011, Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa.

Józef Tischner, Polska jest Ojczyzną, "Tygodnik Powszechny" 1982, nr 21.