Za rok lewica się zjednoczy - uważa gość RMF Janusz Rolicki. Ojcem chrzestnym będzie Kwaśniewski. Od początku kadencji trwała walka między Millerem a Kwaśniewskim - dodaje, wygrał prezydent, ale to pyrrusowe zwycięstwo; wszystko się rozpadło, rozleciało.

REKLAMA

Tomasz Skory: Dlaczego każdemu premierowi z lewicy potrzebny jest Grzegorz Rydlewski?

Janusz Rolicki: Jest to spowodowane, generalnie mówiąc, brakiem standardów politycznych, tzn. w Polsce nie ma rzeczy nieprzyzwoitych.

Tomasz Skory: Szmatławe są, ale można je akceptować.

Janusz Rolicki: Wszystko jest możliwe i wszystko uchodzi. Poprawność polityczna jest na bardzo niskim poziomie, stąd taka rzecz nie szokuje, ale z drugiej strony nie szokuje akurat polityków. A z drugiej strony, mamy taką sytuację, że marszałek Sejmu ma od 5 lat rozbabraną sprawę w IPN-ie. I nic przecież z tego nie wynika.

Tomasz Skory: Czyli nie powinniśmy się dziwić, ale mówić należy.

Janusz Rolicki: Mówić należy, powinniśmy walczyć o te standardy. Tylko po prostu media są bezradne wobec pewnej takiej zatwardziałości.

Tomasz Skory: Pan nie oczekiwał, że Marek Belka będzie walczył o te standardy, skoro już to zapowiadał?

Janusz Rolicki: Nie oczekiwałem, ponieważ wobec Marka Belki pojawiły się zarzuty – poprawne, niepoprawne, prawdziwe, nieprawdziwe – nie wiadomo, ale zarzuty, na które on wtedy nie reagował. Jeśli więc ktoś nie reaguje energicznie, a potem powraca, to wszystko jest dozwolone.

Tomasz Skory: O powołaniu Marka Belki politycy już chyba przesądzili; z poparciem starej-nowej lewicy to pewnie się uda. Czy nie jest tak, że wszystkie polskie lewice odgrywają przed nami spektakl, jakiś teatr przedziwny, że różnią się tylko po to, żeby zamiast paru procent na jedną listę, dostać kilkanaście na dwie listy?

Janusz Rolicki: Podział był autentyczny. Generalnie – moim zdaniem – Borowskiego zaskoczyło ustąpienie Millera, a Miller sprawiał wrażenie człowieka, który się nigdy nie poddaje. Gdyby dzisiaj był premierem, sytuacja Borowskiego byłaby diametralnie lepsza. I Borowski ze swoją partią mógłby zaznaczać się, określać się politycznie. Natomiast teraz został wgoniony do rogu i w tym rogu musi pokazywać, że kocha się z partią, z której wystąpił. Ja sądzę, że to wszystko się skończy za rok, niewątpliwie za rok skończy się to jakimś połączeniem partii, czyli nowym zjazdem, i ten zjazd...

Tomasz Skory:... zjazd zjednoczeniowy, czyli Polska Zjednoczona Partia Socjaldemokratyczna.

Janusz Rolicki: Coś w tym kształcie. Ojcem chrzestnym będzie pan prezydent Kwaśniewski, i w ten sposób pan prezydent Kwaśniewski odegra rolę Olechowskiego lewicy, człowieka, który z niczego stworzył potężną partię.

Tomasz Skory: Za rok przecież prezydent będzie jeszcze prezydentem.

Janusz Rolicki: Będzie prezydentem, ale będzie już w samej końcówce. Poza tym będzie mógł słać listy, będzie mógł uczestniczyć, prezydent Kwaśniewski może się do partii zapisać – jak sobie przypomni, że Mitterand był przez całe dwie kadencje członkiem partii socjalistycznej. To był wybór prezydenta, prezydent wystąpił z SLD, ale gdyby np. wstąpił do takiej partii, którą sam założył, byłoby to zgodne z konstytucją.

Tomasz Skory: Czyli nie tylko brakiem poprawności politycznej nie powinniśmy się dziwić, ale i brakiem logiki – bo skoro się dzielili, to nie po to, aby się schodzili, ale wszystko na to wskazuje, że się zejdą.

Janusz Rolicki: Tutaj logika może być, bo można się dzielić, po to, aby się połączyć tylko w korzystniejszej sytuacji, ja myślę, że był to trochę sposób na Millera, ponieważ Miller był niezmiernie trudny do usunięcia i w gruncie rzeczy przez cały okres tej kadencji toczyła się podskórna walka między premierem a prezydentem o to, kto tak naprawdę rządzi lewicą. Walka zakończyła się zwycięstwem prezydenta, z tym że jest to zwycięstwo pyrrusowe, bo wszystko się rozpadło, rozleciało i w tej chwili SLD może liczyć na poparcie 8-9 proc., czyli można przyjąć, że z 220 posłów, którzy prawdopodobnie będą głosowali za Markiem Belką, co najwyżej 30 dostanie się do kolejnego parlamentu. Jest to sytuacja dla nich przerażająca.

Tomasz Skory: Na koniec smutna rzecz, kiedy odchodzi ktoś taki jak Jacek Kuroń, ma pan poczucie, że kończy się pewna epoka ludzi, którzy wywodzą się jeszcze z czasów KOR-u, Solidarności?

Janusz Rolicki: Dla mnie Jacek Kuroń jest postacią, z jednej strony niezwycięzcą, a z drugiej strony jest postacią tragiczną. Tragiczną w tym sensie, że on jako jeden z nielicznych przywódców Solidarności miał świadomość, że nie wszystko poszło tak, jak należy; jak gdyby Solidarność obaliła system, ale te owoce zebrali inni; jak gdyby nie ci, o których Kuroniowi chodziło. On wielokrotnie podkreślał, mówił o sytuacji ludzi niezamożnych, o trudnej sytuacji tych ludzi, o których on walczył. I to w jego postawie było bardzo wielkie i szlachetne, a z drugiej strony takie ujmujące. On niewątpliwie odgrywał role takiego sumienia narodowego i jego odejście zubaża scenę polityczną. Powoduje, że jesteśmy trochę bardziej bezradni. Nawet wtedy gdy bardzo chory, był obecny.