Jeśli chodzi o decyzję, żeby obniżyć wiek pójścia do szkoły, to ona jest prawdopodobnie słuszna. Natomiast nie jest przygotowana infrastruktura - mówi w Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski i dodaje, że będzie interweniował jeśli się okaże, że nie wszystko jest przygotowane. Nie ma klas, ławek, tablic, nawet wieszaki są za wysoko dla tych małych dzieci - mówi Kochanowski.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Agnieszka Burzyńska: Uronił pan łezkę słysząc wiadomości z Irlandii, czy uśmiechnął się z satysfakcją?

Janusz Kochanowski: Przyznam się, że ani jedno ani drugie. Mam ambiwalentne uczucia. Wydaje mi się, że Irlandczycy dali dowód tego, że poważnie chcą być traktowani i w innych krajach rządzący nie traktowali poważnie swoich społeczeństw. Przypomnę, że kiedyś opowiadałem się za tym, żeby u nas też było referendum licząc na to, że będzie ono zwycięskie.

Andrzej Stankiewicz: Referendum nie ma, prezydenta ma na biurku traktat, ten sam, który odrzucili Irlandczycy. Pytamy Janusza Kochanowskiego jako prawnika – powinien go podpisać, czy nie?

Janusz Kochanowski: To jest decyzja bardziej polityczna niż prawna. Ona nie powinna być z dnia na dzień podejmowana. Zresztą zarówno pan prezydent jak i pan premier są w tym zakresie zgodni, że nie należy się z tym spieszyć.

Agnieszka Burzyńska: Polska, Irlandia kraje podobne. Restrykcyjne prawo aborcyjne.

Andrzej Stankiewicz: Ciężarna 14-lata z Lublina ma prawo dokonać aborcji w Polsce, czy nie ma prawa?

Janusz Kochanowski: Ma prawo pod pewnymi warunkami. Pisemnego oświadczenia rodziców, sporządzonego w obecności lekarzy.

Agnieszka Burzyńska: To jest.

Janusz Kochanowski: Pisemnego postanowienia prokuratury stwierdzającego fakt ciąży.

Agnieszka Burzyńska: To również jest.

Janusz Kochanowski: Pisemnego oświadczenia dziecka w wieku powyżej 13 lat.

Agnieszka Burzyńska: To też jest.

Janusz Kochanowski: Niekoniecznie, bo są kolejne, całkowicie odmienne oświadczenia i w tej sprawie warunek nie został spełniony.

Andrzej Stankiewicz: Czyli ona składała na piśmie różne sprzeczne oświadczenia?

Janusz Kochanowski: Mój pełnomocnik do spraw rodziny jest w stałym kontakcie z przedstawicielami środowisk lekarskich zaangażowanych w opiekę nad ciężarną, 14-latką.

Agnieszka Burzyńska: Ale każdy ma prawo zmieniać zdanie. Wygląda na to, że ta ostatnie decyzja brzmi „tak, chcę aborcji”.

Janusz Kochanowski: Wygląda tak. Ja nie wiem. Wiem, że to powinno zostać do decyzji jej rodziców oraz jej samej. Powinniśmy się jak najmniej w to wtrącać.

Andrzej Stankiewicz: A może jest tak, że przepisy dopuszczają aborcję w przypadku tej dziewczynki, ale nikt nie chce się tego podjąć. Wszyscy się tego boją, że prawo nie jest egzekwowane.

Agnieszka Burzyńska: I tu ewentualna zmienność decyzji nie ma nic do rzeczy tak naprawdę.

Janusz Kochanowski: Na razie jest tak, że zbyt wiele osób jest tym zainteresowanych i zbyt wiele stron chce przy tej okazji wygrać, poświęcając dobro tego małoletniego dziecka. Ta 14-letnia dziewczynka jest dzieckiem.

Andrzej Stankiewicz: A czy to jest normalne, że izoluje się ją od matki, od rodziny?

Agnieszka Burzyńska: Choć ona sama mówi, że to najgorsza rzecz w tej całej, nieprzyjemnej historii.

Janusz Kochanowski: Zdaje się, że to sąd opiekuńczy tak postanowił i nie mnie w to wnikać. Ja powiedziałabym, żebyśmy zachowali odpowiednią rezerwę i pozwolili im samym podjąć decyzję zwłaszcza, że czas na tę decyzję jest bardzo krótki.

Agnieszka Burzyńska: A zaopiekuje się pan tą Agatą?

Janusz Kochanowski: Co pani rozumie przez słowo „zaopiekuje”?

Andrzej Stankiewicz: Pomoże jej prawnie.

Janusz Kochanowski: Na razie mój pełnomocnik monitoruje na bieżąco tą sprawę i będziemy wkraczać kiedy uznamy to za stosowane.

Andrzej Stankiewicz: A może ta historia jest dowodem na to, że w Polsce edukacja seksualna kuleje?

Agnieszka Burzyńska: Może państwo powinno refundować środki antykoncepcyjne?

Janusz Kochanowski: Ta historia jest dowodem na wszystko, co kto chce, żeby była na to dowodem. Na razie jest dowodem na brak wstrzemięźliwości w traktowaniu tej sprawy i chęć wygrania jej przez różnego rodzaju siły polityczne dla swoich politycznych celów. To jest najgorsze, co może być w tym przypadku.

Andrzej Stankiewicz: Zarówno zwolenników jak i przeciwników aborcji.

Janusz Kochanowski: Zarówno zwolenników jak i przeciwników.

Agnieszka Burzyńska: A jak to powinno się skończyć wszystko?

Janusz Kochanowski: Powinno się skończyć tak, jak będzie chciała tego 14-latka i jej rodzice.

Agnieszka Burzyńska: Skoro przy dzieciach i przy edukacji jesteśmy. Rodzice napisali do pana apel o pomoc w przekonaniu Katarzyny Hall, żeby sześciolatki nie musiały w tym roku iść do szkoły.

Andrzej Stankiewicz: Co pan zrobi z tym wnioskiem?

Janusz Kochanowski: Badaliśmy i stwierdziliśmy co następuje: jeśli chodzi o samą decyzję, żeby obniżyć wiek pójścia do szkoły to ona jest prawdopodobnie słuszna. Natomiast nie jest przygotowana infrastruktura. To jest ponad trzysta kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Podwojenie dzieci w tym wieku w szkole, brak jest z tego co zasięgałem informacji wszystkiego co jest potrzebne. Nie ma klas, nawet wieszaki są za wysoko dla tych małych dzieci.

Agnieszka Burzyńska: Czyli będzie pan interweniował w tej sprawie?

Janusz Kochanowski: Będę interweniował, by sprawdzić, czy moje podejrzenia, że nie wszystko jest przygotowane są słuszne. Zależnie od tego będziemy postępowali w tym czy innym kierunku.

Agnieszka Burzyńska: A jeżeli się okaże, że są słuszne?

Janusz Kochanowski: Wtedy będziemy protestowali, dlatego że nie można słusznej nawet decyzji wprowadzać bez jej przygotowania.

Agnieszka Burzyńska: A ucieszyła pana decyzja Sejmu, że nie będzie już obowiązkowych mundurków?

Janusz Kochanowski: Nie. Ja jestem za mundurkami, choć rzeczywiście nie powinny one być narzucane z góry. Jest tak w wielu szkołach za granicą, do niektórych nawet moje dzieci chodziły, że szkoły lepsze, snobistyczne, na wyższym poziomie szczycą się swoimi mundurkami. Jestem za mundurkami byle były twarzowe.

Agnieszka Burzyńska: A wstydzi się pan tego klapsa, którego wymierzył pan córce?

Andrzej Stankiewicz: Gdyby w życie weszły zmiany zaproponowane przez rząd, to byłby pan chyba ścigany.

Janusz Kochanowski: Tak, o ile nie uległyby przedawnieniu. Ja zawsze ostrożne podaję przykłady, które miały miejsce 20, 50 i 100 lat temu.

Agnieszka Burzyńska: A dzisiaj zrobiłby pan tak samo?

Janusz Kochanowski: W jednym przypadku tak. Bo były dwa takie przypadki. W drugim nie jestem tego pewien. Być może nawet się wstydzę jednego z nich, ale jest to mój wstyd prywatny i nie chciałbym, żeby prokurator się tym zajmował.

Andrzej Stankiewicz: Czyli klapsy nie szkodzą?

Janusz Kochanowski: Powiedziałbym inaczej. Kwestia klapsów jest kwestią kultury i obyczajów. Kwestia regulacji prawnej jest kwestią przeciwko, której protestuję. Nie może być tak, żebyśmy z klapsa zrobili przestępstwo i odwrócili uwagę od przypadków rzeczywistego maltretowania dzieci, bo to nie o to chodzi. Apeluję o zdrowy rozsądek. Wiele bardzo zasłużonych organizacji zwróciło się do mnie w tej sprawie w listem otwartym. Zaprosiłem je na spotkanie w poniedziałek w moim biurze.

Agnieszka Burzyńska: Nadal chce pan rozszerzenia swojego imperium? Połączenia Rzecznika Prawa Obywatelskich z Rzecznikiem Praw dziecka?

Janusz Kochanowski: Nie tylko na to, ale na wszystkie inne możliwe sfery życia chętnie bym rozszerzył swoje imperium.

Andrzej Stankiewicz: Ale poważnie. Nie ma w tej chwili Rzecznika Praw Dziecka.

Janusz Kochanowski: Jest do czerwca. Zamierzam złożyć pożegnalną wizytę mojej koleżance pani rzecznik Sowińskiej.

<Agnieszka Burzyńska: Ale będzie pan namawiał do połączenia tych urzędów, czy już pan sobie odpuścił?

Janusz Kochanowski: Już to mówiłem wczoraj w Sejmie a przedtem w Senacie. Nie sądzę, żebym miał moc perswazyjną w tym zakresie.

Andrzej Stankiewicz: A ma pan jakiegoś swojego kandydata na Rzecznika Praw Dziecka?

Janusz Kochanowski: Nie jestem od tego, żeby wysuwać kandydatów.

Andrzej Stankiewicz: Może pan wystawić rekomendację komuś.

Janusz Kochanowski: Nikt mnie o to nie pytał, zresztą uchyliłbym się od tego. Obawiam się, że jest wielu bardzo dobrych i niedobrych kandydatów.

Andrzej Stankiewicz: Weźmie pan w obronę Lecha Wałęsę?

Janusz Kochanowski: Przed kim? Przed czym?

Agnieszka Burzyńska: Lech Kaczyński mówi „Lech wałęsa był agentem”. Czy to przystoi głowie państwa?

Andrzej Stankiewicz: Premier uważa, że nie. Odchodzący prezes Trybunału Konstytucyjnego również.

Janusz Kochanowski: Nie jestem do tego, aby rozstrzygać spory między byłym a obecnym prezydentem.

Agnieszka Burzyńska: Czyli nie będzie obrony Lecha Wałęsy.

Janusz Kochanowski: Nie będzie nawet wypowiadania się w tej kwestii.

Andrzej Stankiewicz: A jeżeli książka rzeczywiście zarzuci Wałęsie, że był agentem SB i zwróci się do pana o jakąś pomoc. Pomoże mu pan?

Janusz Kochanowski: Pierwszy problem to jest przeczytanie tej książki, której zdaje się jeszcze nikt nie czytał. Po pierwsze czekam na nią, żeby móc przeczytać i wyrobić sobie na ten temat własną opinię.

Agnieszka Burzyńska: Będę czuwał nad przebiegiem postępowania wobec żołnierzy z Nangar Khel - to pańskie obietnice z początków tego postępowania.

Andrzej Stankiewicz: Żołnierze przesiedzieli w areszcie ponad pół roku. To długo. Dziś nie mają za co żyć.

Agnieszka Burzyńska: Gdzie jest Rzecznik Praw Obywatelskich. Co zrobił, co robi?

Janusz Kochanowski: Długo przesiedzieli. Jestem przeciwnikiem zbyt długich, tymczasowych aresztów. Występowałem w tej sprawie wielokrotnie. Po pierwsze, żeby zapewnić im obronę; po drugie występowałem także do zastępcy prokuratora generalnego z wnioskami, które wynikały ze spotkania z rodzinami podejrzanych żołnierzy oraz ich przełożonymi. To spotkanie miało miejsce w kwietniu bieżącego roku.

Andrzej Stankiewicz: Ale oni mają do pana uraz, bo w listopadzie mówił pan „Przepraszam naród afgański za tę hańbiącą zbrodnię”.

Agnieszka Burzyńska: Zaprosi pan teraz żołnierzy do siebie i wycofa się?

Janusz Kochanowski: Przepraszam ten naród i przepraszałem.

Agnieszka Burzyńska: To nie były zbyt pochopne słowa?

Andrzej Stankiewicz: Zrobiły z nich zbrodniarzy.

Janusz Kochanowski: Za dużo powiedziane. Po pierwsze po raz pierwszy w życiu przepraszałem za to. Zapominamy w tym szumie medialnym i emocjonalno-narodowym o tym, że w końcu zginęło 6 niewinnych osób, kobiety ciężarne i dzieci w trakcie wesela. To stało się z ręki polskiego żołnierza niezależnie od tego, czy to było zamierzone, czy nie. O tym musimy pamiętać.

Agnieszka Burzyńska: Zaprosi ich pan do siebie?

Janusz Kochanowski: Kogo?

Agnieszka Burzyńska: Żołnierzy.

Andrzej Stankiewicz: Szef wojsk lądowych przyjął ich na obiedzie.

Janusz Kochanowski: Nie sądzę, żeby to było w tej chwili istotne i ważne. Nie róbmy bohaterów z żołnierzy, którzy w najlepszym wypadku dopuścili się jednak nieumyślnego spowodowania śmierci.

Agnieszka Burzyńska: A tęskni pan za ministrem Ziobro?

Janusz Kochanowski: Ja bardzo lubię ministra Ziobro. Zawsze go lubiłem.

Agnieszka Burzyńska: A ministra Ćwiąkalskiego?

Andrzej Stankiewicz: Pod względem funkcjonalnym w PRL system wyglądał lepiej niż dziś - tak pan oceniał niedawno ministra Ćwiąkalskiego.

Janusz Kochanowski: Mówiłem o wymiarze sprawiedliwości.

Agnieszka Burzyńska: Ale minister Ćwiąkalski radzi sobie czy nie?

Janusz Kochanowski: Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. Wszystko należy oceniać ex post.

Agnieszka Burzyńska: A teraz jak się panu podoba?

Janusz Kochanowski: Nie zamierzam wypowiadać się na temat aktualnych ministrów.

Agnieszka Burzyńska: A komu będzie pan teraz kibicował na Euro?

Andrzej Stankiewicz: Bo Polska chyba odpadnie.

Janusz Kochanowski: Delegowałem mojego syna do kibicowania. On tam jest na miejscu i wie dokładnie co ma robić. Ze wstydem przyznaje, że w ogóle się na tym nie znam.

Agnieszka Burzyńska: Czyli sędzia Webb nie jest pańskim wrogiem?

Andrzej Stankiewicz: Nie dzwoni pan do niego z pogróżkami, tak jak wielu Polaków?

Janusz Kochanowski: Na Internecie jest podobno wiele gróźb skierowanych pod jego adresem Mam nadzieję, że one się nie zmaterializują i że będą tylko internetowymi wybuchami emocji.

Agnieszka Burzyńska: Dziękujemy bardzo.