Zaczyna skutkować ten przepływ powietrza. Jeżeli najbliższe pomiary potwierdzą tą tendencję, to wtedy ratownicy zejdą na dół - mówi w rozmowie z RMF FM profesor Wacław Dziurzyński, szef komisji ds. zagrożenia metanowego Wyższego Urzędu Górniczego.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Konrad Piasecki: Panie profesorze pan przyszedł niedawno z trwających praktycznie cały czas narad, które mają zdecydować co dalej, jak ma wyglądać dalej akcja ratunkowa. Czy są jakieś postanowienia?

Wacław Dziurzyński: Jeszcze postanowień nie ma, natomiast sytuacja można ogólnie stwierdzić zmierza ku lepszemu. Powietrze, które jest kierowane do wypłukania tego metanu, zaczyna skutkować. Jeżeli najbliższe pomiary potwierdzą tą tendencję, to wtedy prawdopodobnie kierownik akcji podejmie decyzję i zastępy pójdą zgodnie ze swoim przeznaczeniem, w kierunku tego miejsca, które było objęte tym zdarzeniem.

Konrad Piasecki: A jak długo może trwać ten stan oczekiwania? Czy to będą minuty, godziny?

Wacław Dziurzyński: Co pół godziny jest odczyt z linii pomiarowych i spodziewamy się, że jeżeli to się potwierdzi w dwóch, trzech kolejnych odczytach, to wtedy przypuszczam, że kierownik akcji podejmie taką decyzje i ratownicy pójdą. Dlaczego nie od razu? Może być czasem taki stan przejściowy, który powoduje obniżenie tego stężenia metanu, a za chwilę idzie następna fala. Znowu mamy tę granice wybuchowości przekroczoną i trudno narażać ludzi na zaistnienie takiego wybuchu, który by ich zmiótł i doprowadził do większej tragedii.

Konrad Piasecki: Panie profesorze, czy pańskie doświadczenie, czy pańska wiedza pozwala panu na określenie, jakie szanse na przeżycie mieli ci górnicy, którzy wczoraj o 16:30 byli w tym fatalnym korytarzu?

Wacław Dziurzyński: To jest bardzo trudne pytanie. Ja ciągle wierzę i myślę, że trzeba poczekać.

Konrad Piasecki: Ale czy to musiałby być cud, czy to musiałaby być sytuacja absolutnie niezwykła, czy też mogło się zdarzyć tam coś absolutnie normalnego, coś absolutnie naturalnego, co by uratowało życie tych górników?

Wacław Dziurzyński: Jest taka nadzieja. Tam jest takie wyrobisko, w którym skutki wybuchu nie były tak gwałtowne i jeżeli tam się ktoś znalazł, to jakimś sposobem, cudem pewnie tak.

Konrad Piasecki: Kiedy pana zdaniem ta akcja ratunkowa może się skończyć, kiedy ratownicy mają szansę dotrzeć do tych odciętych od świata górników?

Wacław Dziurzyński: Wariant optymistyczny – jeżeli te kolejne pomiary wskażą, że udało nam się przewietrzyć rejon i wypłukać metan, to ratownicy tam wejdą. Wejście ratowników to może być do paru godzin i wtedy znowu czekamy co oni tam po drodze stwierdzą, czy się znowu sytuacja nie zmieni przez ich wejście. Optymistycznie może jutro. Jeżeli nie będzie nawrotu tej recydywy, tych gazów wybuchowych, to może się to uda szybko skończyć.

Konrad Piasecki: Dziękuję za rozmowę.