"Nie porzucajcie Ukrainy, jeśli prezydent Janukowycz nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską" - apeluje do unijnych przywódców Julia Tymoszenko. Ten apel przekazuje córka zamkniętej w więzieniu byłej ukraińskiej premier, Jewhenija, z którą rozmawiał nasz reporter Krzysztof Zasada. Jeśli Janukowycz nie podpisze porozumienia, trzeba zacząć wielką akcję przeciwko prezydentowi. Trzeba się domagać jego dymisji i dymisji rządu" - podkreśla.

REKLAMA

Krzysztof Zasada: Co, według pani, dzieje się teraz w Kijowie? Europa traci Ukrainę?

Jewhenija Tymoszenko: Na ulice wyszły tysiące ludzi, których władza oszukała, zabrała im nadzieję na europejską integrację, europejską przyszłość. Oni wciąż oczekują jednak, że jutro nastąpi to, co prezydent Janukowycz obiecał Ukraińcom. To znaczy, że podpisze on umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską i rozpocznie drogę do Europy.

A jeśli to nie nastąpi, to co się wydarzy na Ukrainie?


To trudno przewidzieć. Myślę, że na razie te tysiące Ukraińców, które stoją na Majdanie, jeszcze wierzą, że nasz kraj otworzy się na zachód. Starają się powstrzymywać rozczarowanie i mają nadzieję, iż w ostatnim momencie Janukowycz zmieni swe podejście do integracji europejskiej i podpisze porozumienie. Jeśli tego nie zrobi, to uważam - jak oświadczyła sama opozycja - trzeba zacząć wielką akcję przeciwko prezydentowi. Trzeba się domagać jego dymisji i dymisji rządu. Ale co zrobią ludzie? - ich decyzja jest całkowicie nieprzewidywalna. Wszyscy widzieliśmy, ile osób wyszło w niedzielę na ulice Kijowa. To było ponad 100 tysięcy ludzi.

Będziemy mieć powtórkę z Pomarańczowej Rewolucji?

Oczywiście. Pamięć o tych wydarzeniach sprzed 9 lat jest wciąż żywa. Do tego moja mama wezwała protestujących na Majdanie, by stać tam do końca i przede wszystkim domagać się podpisania umowy stowarzyszeniowej. Powtórzę jeszcze - jeśli to nie nastąpi będziemy się domagać ustąpienia Janukowycza z urzędu.

Obawiacie się, że władza wybierze wariant siłowy, by pozbyć się protestów?

To już miało miejsce. Już użyła siły przeciwko protestującym. Przedwczoraj 3 tysięce OMON-owców napadło na nich. Wiele osób zostało rannych. Funkcjonariusze bili każdego, kto był na ich drodze.

A według pani te protesty mają poparcie większości Ukraińców? Czy może jest tak, że tylko niewielka cześć społeczeństwa chce do Europy, a reszta jednak wspiera władzę? Co myślą Ukraińcy?

Nasza droga do integracji z Unią rozpoczęła się 5 lat temu, podczas rządów mamy rozpoczęły się prace nad nad umową o wolnym handlu. Po zmianie władzy Janukowycz opierał się na koncepcji, że jedyny kierunek Ukrainy, to Unia Europejska. Przez wiele lat było to oficjalne stanowisko Kijowa. Kiedy teraz prezydent diametralnie zmienił priorytety, widać, że nigdy nie zamierzał doprowadzić nawet do pierwszego kroku w kierunku integracji, czyli podpisania umowy stowarzyszeniowej. Mamy świadomość, że to i tak byłby dopiero początek. Ukraińcy zdają sobie sprawę, że potem nastąpiłyby trudności. Czekałoby nas bardzo dużo pracy, by wypełnić wszelkie warunki członkostwa. To pewnie nie nastąpi i dziś mamy do czynienia z tragicznym w skutkach przekreśleniem przez władzę wieloletnich oczekiwań społeczeństwa. Według mnie większość Ukraińców chce przyłączenia do Unii Europejskiej. Wiemy, że skutkami integracji byłaby poprawa przestrzegania u nas praw człowieka, gwarancja, że będziemy mieli wolne i uczciwe wybory, zakończyłyby się politycznie motywowane prześladowania. Na ulice wyszli ludzie, którzy mają dość korupcji i sowieckich, autorytarnych metod wykorzystywanych przez Janukowycza. Protestują, bo nie mają innego wyjścia.

Kiedy ostatni raz widziała się pani z matką?

Widziałyśmy się wczoraj. Akurat były jej urodziny. Bardzo ciężko było mi się do niej dostać. Miałam zaplanowane długie widzenie, ale władza zabroniła mi spotkań. Ostatecznie udało mi się do niej wejść. Podczas widzenia przekazała mi oświadczenie skierowane do europejskich liderów, parlamentów z prośbą, aby nie porzucali Ukrainy w wypadku, gdyby Janukowycz nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z Unią, chociaż dziś widzimy jak źle to wygląda.

A jak czuje się pani matka, jak radzi sobie z trudną sytuacją, w której się znalazła?

Ona już czwarty dzień głoduje. Zaczęła głodówkę w poniedziałek - to wyraz solidarności z Majdanem i protestującymi w innych miejscach naszego kraju, ale i świata. To jedyne, co może zrobić w związku z izolacją w której się znajduje, by poprzeć tych wszystkich ludzi. Bardzo boję sie o jej zdrowie - to już trzecia głodówka. Do tego ma ciągły ból kręgosłupa, do tej pory nie może chodzić. Jednak widzę, że te protesty, które trwają podnoszą ją na duchu. Jest bardzo szczęśliwa, że Ukraińcy byli w stanie wyjść na ulice i tak silnie wyrazić swój sprzeciw. Wzywa ich, by nie ustawali, by się nie poddawali, by władza poczuła siłę ukraińskiego narodu.

To ona, czy może pani jest twarzą tej nowej ukraińskiej rewolucji?

Oczywiście moja mama. Świadczy o tym jej ostatni apel do liderów Europy, by kwestia jej uwolnienia nie była warunkiem podpisywania umowy stowarzyszeniowej z Unią. Jestem z niej dumna za to, że robi wszystko co możliwe, by Ukraina wróciła na tory integracji z Zachodem. Dla nas - a ona dobrze o tym wie - umowa stowarzyszeniowa, to więcej niż papier. To przyszłość naszego kraju.