Gdyby premier nie mógł wyjechać do Brukseli, to powinien go zastąpić prezydent – uważa Włodzimierz Cimoszewicz. Gość Faktów dodaje, że Polska gotowa jest na kompromis - odsunięcie w czasie rozmów o rezygnacji z systemu nicejskiego.

REKLAMA

Konrad Piasecki: Prognozy i samopoczucie – czy czuje się pan jak człowiek postawiony pod ścianą?

Włodzimierz Cimoszewicz: Nie, choć czuję i odpowiedzialność, i mam świadomość, że w Brukseli czeka nas bodaj najtrudniejsze zadanie dla polskiej polityki i dyplomacji.

Konrad Piasecki: Nastroje są takie, że albo Nicea, albo śmierć. Na Niceę specjalnie szans nie widać, to pozostaje śmierć?

Włodzimierz Cimoszewicz: Panie redaktorze, przestrzegam przed defetyzmem – to po pierwsze. Po drugie – hasło „Nicea albo śmierć” jest bardzo niefortunne.

Konrad Piasecki: Powtórzy pan za Aleksandrem Kwaśniewskim, że głupie?

Włodzimierz Cimoszewicz: Może nie użyję takiego określenia, pozostanę przy swoim – niefortunne. Nam chodzi o to, żeby Europa była – po pierwsze – zdolna do racjonalnych zachowań, nie ma konieczności podejmowania dzisiaj decyzji o zmianie systemu głosowania. Po drugie – my walczymy o właściwy model integracji europejskiej, nie tylko o własne interesy, o wspólne interesy.

Konrad Piasecki: Czyli, kiedy mówi pan kompromis tak, ale nie za wszelką cenę, mówi pan – kompromis, który będzie odsunięciem decyzji w czasie?

Włodzimierz Cimoszewicz: To byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie.

Konrad Piasecki: Tak, ale to jest chowanie głowy w piasek, a nie kompromis.

Włodzimierz Cimoszewicz: To nie jest chowanie głowy w piasek. Rada Europejska, bo o niej mówimy, ma podstawy do działania i procedura decyzyjna jest określona, była przyjęta w Nicei. Także według propozycji Konwentu, który chce to zmienić, ta procedura ma obowiązywać co najmniej przez 4 – 5 lat, dlatego nie ma też żadnego praktycznego powodu do podejmowania jakichkolwiek decyzji dzisiaj.

Konrad Piasecki: A odsunięcie decyzji jest szczytem polskich marzeń?

Włodzimierz Cimoszewicz: Nie określiłbym tego mianem szczytu. Jeśli można mówić o marzeniach, mówiąc o realnej polityce, to powinniśmy po prostu respektować przyjęte zobowiązania. W prawie międzynarodowym obowiązuje zasada że zawartych umów należy dotrzymywać. Ta umowa to Traktat Nicejski i to byłoby z naszego punktu widzenia idealne, natomiast w ramach logiki kompromisu, uwzględnienia także racji, potrzeb, oczekiwań partnerów, tak, odsunięcie decyzji w czasie jest właściwe.

Konrad Piasecki: Pan mówi, że Europa troszeczkę blefuje mówiąc Polsce „Polsko, żadnych marzeń”. To samo może Europa myśleć o nas.

Włodzimierz Cimoszewicz: Przed konferencją, przed końcówką, nikt nie jest do końca pewien, czy zachowanie partnera to jest coś, co będzie podtrzymywane do samego końca, czy nie. Ja dostrzegam w wielu komentarzach naszych partnerów europejskich taki element blefu, w każdym bądź razie element nacisku psychologicznego. Świadczą o tym choćby ostanie dni.

Konrad Piasecki: A dostrzega pan to, że wyrabiamy sobie opinie pieniacza i warchoła? Nawet nasi słowiańscy południowi bracia się od nas odwracają – mówię o Czechach i Słowakach.

Włodzimierz Cimoszewicz: To jest opinia całkowicie nieuzasadniona, to jest zagranie nie fair, to jest po prostu faul w dyplomacji. Nasi południowi bracia, sąsiedzi powinni zajmować się swoimi sprawami, a nie komentować to, co Polska uważa za stosowne nie tylko w imię – powtarzam – swoich interesów. Gdyby się pochylili nad tym głębiej, zrozumieliby, że także troszczymy się o nich i o ich pozycję w wspólnej Europie. Natomiast opinia pieniacza jest całkowicie nieuzasadniona, ale także w poważnych stosunkach międzynarodowych jest miejsce na paplaninę.

Konrad Piasecki: Czy ta walka o Niceę to jednak – przy całym szacunku dla jej ustaleń – nie jest walka o coś, co ma charakter raczej symboliczny, niż charakter realnej władzy?

Włodzimierz Cimoszewicz: To ma fundamentalne znaczenie dla konstrukcji europejskiej, a więc Europa będzie w miarę zrównoważona, rozsądnie zrównoważona, czy w związku z tym będzie poszukiwała kompromisów, jako podstawowej metody rozwiązywania swoich problemów, czy też to będzie Europa zdominowana przez niewielką grupę państw. Wczoraj Hiszpania przedstawiła po raz kolejny swoje argumenty, m.in. mówi, że wedle nowego systemu głosowania w Radzie Europejskiej, 4 największe kraje decydują o wszystkim. Reszta nie ma praktycznie nic do powiedzenia.

Konrad Piasecki: Bruksela – Brukselą, Nicea – Niceą, a ze szpitala przy Wołoskiej dochodzą informacje, że Leszek Miller poczuł się gorzej. Czy nie lepiej jednak dać obolałemu, cierpiącemu premierowi szansę na całkowite wyleczenie i do Brukseli pojechać pod dowództwem prezydenta?

Włodzimierz Cimoszewicz: Mnie także oczywiście martwią te informacje, które podobnie jak państwo usłyszałem wczoraj, ale rozmawiałem jeszcze dzisiaj rano z premierem i on twierdzi, że czuje się dobrze, będzie dzisiaj na posiedzeniu rządu. Leszek Miller był zaangażowany w tę debatę od początku, jest rzeczą naturalną i pożądaną, by brał w niej udział, ale gdyby jednak on sam lub lekarze ocenili, że nie może – także ze względu na zagrożenie dla swojego zdrowia – wyjechać do Brukseli, to oczywiście powinien go zastąpić prezydent.

Konrad Piasecki: Ale czy nie jest tak, że grając twardziela, walcząc do końca, lepiej wyglądać jednak jak armia Napoleona, kiedy szła na Moskwę, niż jak spod niej wracała obolał i pobita?

Włodzimierz Cimoszewicz: Wszyscy oczywiście rozumieją, co się wydarzyło.

Konrad Piasecki: Liczymy trochę na współczucie?

Włodzimierz Cimoszewicz: Nie.

Konrad Piasecki: Czy nie jest tak, że premier staje się zakładnikiem własnych słów o tych mężczyznach, których poznaje się po tym jak kończą?

Włodzimierz Cimoszewicz: Nie, nie mówimy o jakiejś retoryce politycznej, mówimy o sprawach zupełnie fundamentalnych dla przyszłości Polski i Europy.

Konrad Piasecki: Tylko że opozycja głosem Jana Rokity uprzedza, że jeśli w Brukseli zgodzicie się na konstytucję bez Nicei, to już na lotnisku opozycja będzie czekać na was z wnioskiem o dymisję rządu. Wyjazd prezydenta rozwiązałby ten problem, bo prezydenta ciężko zdymisjonować.

Włodzimierz Cimoszewicz: Może i tak, chociaż także i to, co się dzisiaj mówi w tych dyskusjach politycznych w Polsce jest zupełnie bez znaczenia i również opozycja, która deklaruje poparcie dla rządu ws. konstytucji europejskiej okazałaby więcej rozsądku, gdyby nie wprowadzała tego elementu nacisku czysto politycznego. My naprawdę musimy się skoncentrować na swoim zdaniu w Brukseli i intencje, stanowisko rządu nie podlega przecież od początku jakimkolwiek wątpliwościom.

Konrad Piasecki: Czuje się pan trochę zakładnikiem tych rozgrzanych, polskich emocji wokół Nicei, Brukseli?

Włodzimierz Cimoszewicz: Zakładnikiem nie, choć oczywiście emocje to najgorszy z doradców w tak trudnych przedsięwzięciach.