REKLAMA

Tomasz Skory: Jeszcze wczoraj minister spraw zagranicznych pańskiego rządu - Abdullah Abdullah, zapowiadał, że na prośbę Stanów Zjednoczonych siły Sojuszu Północnego powstrzymają się od zajęcia Kabulu – dziś sam Abdullah Abdullah tryumfalnie wjechał do stolicy na czele sił sojuszu – dlaczego tak?

Abdul Haider: Taki plan był w biurze naszej organizacji, a w czasie wojny – takiej wojny przeciwko terrorystom i takiej wojny przeciw niebezpieczeństwu naszego narodu i całego świata – to może z godziny na godzinę się zmieniać.

Tomasz Skory: Ale co się zmieniło? Talibowie się wycofywali...

Abdul Haider: Wczoraj doszła do nas informacja, że oni szykują się do ataku. A zresztą oni widząc, że tracą dwa główne miasta – Mazar-i-Sharif i Herat – obawiali się również, że stracą Kabul zaczęli atakować narodowy bank w Kabulu i ludziom sklepy.

Tomasz Skory: Zaczęły się rabunki.

Abdul Haider: Zaczęły się rabunki i wzrosło niebezpieczeństwo wobec mieszkańców Kabulu. Zaszła konieczność, żebyśmy się pospieszyli z wprowadzaniem pokoju i kontroli.

Tomasz Skory: Panie ambasadorze, ale koalicja antyterrorystyczna – Stany Zjednoczone – wspierają Sojusz Północny, bo chcą ustalić w Kabulu rząd reprezentujący wszystkie grupy etniczne. Tymczasem Sojusz Północny miał się powstrzymać od zdobywania Kabulu, by nie prowokować niepotrzebnych niepokojów z innymi grupami, które są w Afganistanie.

Abdul Haider: To nie robi żadnego niepokoju, ze względu na to, że w tej wojnie i w zdobyciu Kabulu każdego innego miasta jest konieczne. Chodzi o przyszłość nowego rządu, tworzenie rządu większościowego – to absolutnie nie jest wykluczone, my to zrobimy, dojdziemy do tego i nasz naród o tym wie, Pasztunowie o tym wiedzą i tu porozumienia naszych liderów z Pasztunami tak samo są myślę ważne.

Tomasz Skory: Ale panie ambasadorze – doradca króla Zahir Szaha oskarżył dzisiaj Sojusz o złamanie obietnicy, że Kabul będzie wolny od wojsk i neutralny – król jest Pasztunem. Czy można liczyć na to, że jeszcze się dogadacie?

Abdul Haider: Na pewno się dogadamy. Oni mają obawy, że my po zdobyciu Kabulu nie zaprosimy ich do tworzenia nowego rządu.

Tomasz Skory: Tego też boją się Stany Zjednoczone, Pakistan i tak dalej.

Abdul Haider: Pakistan może, ale Pakistan nie jest dla nas tutaj tak istotny, ale Stany Zjednoczone wiedzą o tym co robimy i jest to wszystko pod kontrolą i z porozumieniem. To nie jest tak, że my łamiemy jakiekolwiek zgody, jakiekolwiek światowe porozumienia.

Tomasz Skory: No ale USA spodziewały się, że się wstrzymacie od wejścia do Kabulu, ale zostawmy to. Panie ambasadorze, czy Afgańczycy, mieszkańcy Kabulu mogą się czuć bezpiecznie? Przypomnę, że dzisiaj wysoka komisarz ONZ do spraw praw człowieka - pani Mary Robinson, przypomniała, że masowych zabójstw dopuszczali się w Afganistanie w ubiegłych latach nie tylko Talibowie, ale i bojownicy Sojuszu Północnego.

Abdul Haider: Nie proszę pana, my u nas w tej chwili, jak będzie miał pan ostatnie informacje, w tej chwili w Kabulu panuje pokój i wolność dla narodu afgańskiego, dla mieszkańców Kabulu. Oni wyszli z kwiatkami, nie wiem, czy pan to oglądał, na powitanie czołgów, powitanie wolności. Oni już poczuli wyzwolenie od Talibów i...

Tomasz Skory: I golą brody.

Abdul Haider: I golą brody, są kolejki u fryzjera.

Tomasz Skory: Panie ambasadorze, co wojska Sojuszu Północnego zrobią z ewentualnie złapanymi Talibami, czy na przykład Osamą bin Ladenem, jeśli uda się go pojmać?

Abdul Haider: Ja już wyraziłem o tym swoją opinię, moja opinia jest równie ważna jak naszych przywódców, którzy tam są, my ich zgodnie z umową dostarczymy do Stanów Zjednoczonych i do sądów międzynarodowych, żeby byli osądzeni.

Tomasz Skory: Wszystkich Talibów, kilkadziesiąt tysięcy?

Abdul Haider: Nie, chodzi o najważniejszą grupę terrorystów, która jest poszukiwana. Reszta Talibów będzie sądzona w Kabulu, będą odpowiadali za swoje czyny. Ale my nie jesteśmy barbarzyńcami, nigdy nie byliśmy, nie jesteśmy tak jak oni zabójcami. My szanujemy każdego człowieka i nikt nie będzie skazany bez sądu.

Foto: Marcin Wójcicki, RMF Warszawa