"W tej chwili mojego ojca czołga się przez naprawdę najgorsze łajno i to jest niewybaczalne. To jest chyba nasza przypadłość narodowa, że nie potrafimy szanować naszych bohaterów. Piłsudski przechodził przez to samo, w tej chwili mój ojciec przechodzi przez to samo. Może dopiero po śmierci ojca postawimy mu kilka zasłużonych pomników" - mówi Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM, syn byłego prezydenta i europoseł PO Jarosław Wałęsa. Chodzi o dokumenty, wskazujące na współpracę Wałęsy z SB, które znaleziono w domu wdowy po gen. Kiszczaku. Pytany o to, czy w domu rodzinnym rozmawia się na temat przeszłości Wałęsy, odpowiada: "Ojciec czuje się tak zaszczuty, że nawet rozmawiając ze mną, próbuje się tłumaczyć jakby to robił z obcym człowiekiem". "On chce o tym rozmawiać, a ja tłumaczę, że nie musi się tłumaczyć w domu rodzinnym ze swoich decyzji z tamtych dni" - dodaje Wałęsa. Były prezydent powinien był przeprosić? "Ja kategorycznie mówię: nie! Jeżeli on w tamtym momencie podpisuje jakiś świstek tylko po to, żeby wyjść na zewnątrz, żeby być znowu ze swoją rodziną, żeby ochronić swoje życie i zdrowie, no to nigdy nie powinniśmy wymagać od takiego człowieka, żeby on za coś takiego przepraszał" - uważa gość RMF FM. Pytany o zachowanie żony generała odpowiada: Jej motywy są niejasne, a będąc żoną Kiszczaka na pewno przesiąkła pewną ideologią". Zdaniem Wałęsy wdowa po generale mówi "absurdalne rzeczy". Gość RMF FM dodaje, że te dokumenty nie mają dla niego żadnej wartości.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

20.02 Gość: Jarosław Wałęsa

Krzysztof Ziemiec: Rozmawiał pan o wszystkim z tatą? Bo jest daleko stąd, za granicą.

Jarosław Wałęsa: Nie, nie rozmawiam z moim ojcem telefonicznie, nigdy nie komunikujemy się w taki sposób. Czekam, aż wróci do Polski i wtedy sobie porozmawiamy.

A na Facebooku, telefonicznie SMS-ami, Twitter?

Wyciąganie jakichś takich świstków papieru, które trudno powiedzieć, że są rzetelnie przygotowane, czy są wiarygodne, to tylko będzie denerwowało mojego ojca. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby on jeszcze długie lata ze mną był

Nie, nie, nie lubię tak rozmawiać z moim ojcem. Zresztą jeśli chodzi o to, o czym rozmawiamy - o te dokumenty, materiały - to jest na tyle drażliwy temat, że ja nawet nie chcę rozmawiać z moim ojcem na ten temat. Dlaczego? Dlatego, że ja sam osobiście uważam, że to nic nie wniesie już do tego, co już wiemy o moim ojcu i to, co udało mu się dokonać, szczególnie będąc liderem "Solidarności". W tej chwili wyciąganie jakichś takich świstków papieru, które trudno powiedzieć, że są rzetelnie przygotowane, czy są wiarygodne, to tylko będzie denerwowało mojego ojca. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby on jeszcze długie lata ze mną był, żeby wspierał mnie swoją mądrością. Żeby po prostu był mi ojcem jeszcze przez wiele, wiele lat.

To zrozumiałe.

Właśnie o to chodzi, a wydaje mi się, że ten atak niestety spowoduje to, że zdrowie mojego ojca może ucierpieć. I ja zrobię wszystko, żeby bronić go.

Spytam jeszcze, jeśli mogę, o dom rodzinny, czy kiedykolwiek przez te lata, kilkadziesiąt lat, rozmawiał pan kiedyś z ojcem na te sprawy, na te tematy? To był temat, który był obecny w domu, czy nie?

Mój ojciec czuje się tak zaszczuty z tego powodu, że nawet w domu rodzinnym, nawet rozmawiając ze mną, próbuje się tłumaczyć

Tak. Ten temat wraca co jakiś czas. Mój ojciec czuje się tak zaszczuty z tego powodu, że nawet w domu rodzinnym, nawet rozmawiając ze mną, próbuje się tłumaczyć jakby to robił z obcym człowiekiem. Ja za każdym razem, jak on to próbuje robić, tłumaczę mu, że on nie musi tego robić, że w domu rodzinnym nie musi się tłumaczyć ze swoich decyzji tamtych dni. I żeby, najważniejsze, odpoczywał, żeby w domu ładował akumulatory, żeby w domu czuł opokę, opiekę właśnie swojej rodziny. On o tym chce rozmawiać, ja mu tłumaczę, że nie musi mi się za nic tłumaczyć.

W domu to zrozumiałe, ale tak myślę sobie, że może publicznie, gdyby te kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu coś powiedział, dziś nie byłoby tej całej sprawy.

Ojciec to przyznał już 20 lat temu, że w tamtym czasie, żeby dostać się na zewnątrz, żeby wrócić do swojej rodziny, podpisał jakieś dokumenty

Panie redaktorze, już 20 lat temu mój ojciec mówił o roku '70, o grudniu, kiedy bezpieka przyjechała do niego do domu - pamiętajmy, to był młody człowiek, 27 letni. Zostawia swoją żonę, miesięcznego synka, ściąga obrączkę, zegarek i mówi do niej: słuchaj, jak nie wrócę, to sprzedasz to i będziesz miała na chleb. I tak rzeczywiście było. Jeszcze kilka dni wcześniej był świadkiem tego, jak pacyfikowani byli robotnicy w Gdańsku, jak do nich strzelano, zabijano. Więc on miał świadomość tego, że może do domu nie wrócić. Mój ojciec to przyznał już 20 lat temu, że w tamtym czasie, żeby dostać się na zewnątrz, żeby wrócić do swojej rodziny, podpisał jakieś dokumenty.

Mówił o jakichś świstkach. Gdyby powiedział, że go zaszantażowano, że nie miał wyjścia i że przeprasza, to może nie byłoby dzisiaj tej całej sprawy?

Nie, nie panie redaktorze. Jeżeli pan w tej chwili mówi, że mój ojciec ma przeprosić za grudzień '70...

...Tego nie powiedziałem.

Jeżeli on w tamtym momencie podpisuje jakiś świstek papieru tylko po to, żeby wyjść na zewnątrz, żeby być znowu ze swoją rodziną, żeby ochronić swoje życie i zdrowie, no to nigdy nie powinniśmy wymagać od takiego człowieka, żeby on za coś takiego przepraszał

Przed chwileczką pan mówił, że ma przeprosić. Ja kategorycznie mówię: nie! Jeżeli on w tamtym momencie podpisuje jakiś świstek papieru tylko po to, żeby wyjść na zewnątrz, żeby być znowu ze swoją rodziną, żeby ochronić swoje życie i zdrowie, no to nigdy nie powinniśmy wymagać od takiego człowieka, żeby on za coś takiego przepraszał. Mam nadzieję, że pan to też kiedyś zrozumie, że nie można wymagać od człowieka, dzisiaj, po tych 40 latach, żebyśmy przykładali tą samą miarkę do obecnej sytuacji politycznej, ekonomicznej, jakiejkolwiek sytuacji Polski do tego, co było wtedy.

Pełna zgoda. Ja nie mówiłem o dzisiaj, tylko myślałem o roku np. '89, '90.

Dokumenty, które zostały znalezione w szafie Kiszczaka nie mają żadnej wiarygodności

W tej chwili przypisuje się mojemu ojcu coś więcej, tak że on zrobił gorsze rzeczy, niż tylko podpisał jeden świstek papiery, żeby wyjść na wolność w grudniu roku '70. W tej chwili przypisuje mu się to, że brał pieniądze, że donosił na swoich kolegów i tutaj trzeba powiedzieć kategorycznie: nie. Dokumenty, które zostały znalezione w szafie Kiszczaka nie mają żadnej wiarygodności. Dlaczego? Dlatego, że to są dokumenty człowieka, który zawodowo, profesjonalnie podrabiał dokumenty mojego ojca. I to jest udokumentowane. Wszyscy wiemy o tym, że całe departamenty w ministerstwie generała Kiszczaka zajmowały się tylko i wyłącznie tym, żeby dyskredytować mojego ojca.

Wszystkie dokumenty, te które są podrobione?

Panie redaktorze, nawet jeżeli mamy jakiś dokument, który nie jest podrobiony, a dokonuje się analizy w ciągu kilku godzin i stwierdza się, że to jest dokument autentyczny, to w tej chwili ja zastanawiam się jak rzetelnie są przeprowadzane te badania. Jeżeli nie potrafimy robić tego rzetelnie, to nikt nie jest w stanie tego powiedzieć, który dokument jest tak naprawdę prawdziwy, a który jest fałszywy. Jeżeli będziemy postępowali taki, jak postępujemy, jak postąpił szef IPN-u, który wyszedł i powiedział: mamy tutaj dokument, podpisaną lojalkę i to zostało już udowodnione, że to jest dokument autentyczny. Ale co to znaczy autentyczny? Czy on jest prawdziwy? Czy został przeanalizowany przez ekspertów? Przecież to zajmuje wiele tygodni, żeby stwierdzić, czy taki dokument jest prawdziwy, czy nie jest. Tymczasem szef Instytutu, instytucji, do której mam teraz już wiele wątpliwości...

...Powołuje się na ekspertów archiwistów.

Nie jest w stanie w tej chwili powiedzieć, czy to jest dokument prawdziwy, czy nieprawdziwy. Tymczasem mąci w głowach Polaków, no i wygląda na to, że staje się też narzędziem politycznym.

Oskarża pan szefa IPN-u?

Po kilku godzinach był gotowy rzucić oszczerstwo w stosunku do mojego ojca i nie postępuje jak prawdziwy naukowiec

Oskarżam go o nierzetelność! O to, że po kilku godzinach był gotowy rzucić oszczerstwo w stosunku do mojego ojca i nie postępuje jak prawdziwy naukowiec. Nie przestrzega pewnego warsztatu pracy, który jest w tej chwili jak najbardziej wskazany.

Jak pan ocenia postępowanie żony generała Kiszczaka dzisiaj, która idzie z takimi dokumentami do IPN-u?

Generał Kiszczak nigdy nie był przyjacielem mojego ojca i starał się go niszczyć już od początków "Solidarności"

Jak tu oceniać osobę, która stara się uzyskać jakieś korzyści materialne z tego wszystkiego? Która mówi jakieś absurdalne rzeczy o tym, że to dzięki Kiszczakowi mój ojciec otrzymał nagrodę Nobla, że w zasadzie generał Kiszczak chronił mojego ojca. To są tak absurdalne rzeczy, że wydaje mi się, że w ogóle nie powinniśmy podchodzić poważnie do tej pani. Wydaje mi się, że jej motywy są niejasne, a będąc żoną generała Kiszczaka na pewno przesiąkła pewną ideologią, a generał Kiszczak nigdy nie był przyjacielem mojego ojca i starał się go niszczyć już od początków "Solidarności", co - po raz kolejny podkreślę - jest udokumentowane. Oni nigdy nie byli przyjaciółmi.

Pan mówi, że dzisiaj te dokumenty nie mają żadnej wartości, ale zaledwie część z nich została ujawniona na razie, a jest ich znacznie więcej. Co będzie, jeśli okaże się, że jednak nie ma pan racji?

Panie redaktorze, wrócę do tego, co już mówiłem dwa razy i powiem po raz trzeci: całe departamenty pracowały tylko na to, żeby dyskredytować mojego ojca. Dlatego ja mówię o tym, że one nie mają żadnej wartości. W tej chwili nie wiem, kto byłby w stanie stwierdzić, który dokument jest rzetelny, który dokument jest prawdziwy, a który nie jest.

Pana ojciec się broni i mówi: TW "Bolek" to nie byłem ja. To była zupełnie inna osoba. Wie pan, o kogo może chodzić?

Z tego, co mi wiadomo, trochę o tym czytałem, to "Bolków", czy tych kryptonimów było nawet kilkanaście, także to może być ktokolwiek. To, co w tej chwili robi się mojemu ojcu, to, że się go czołga przez bagno, przez naprawdę najgorsze łajno, to jest niewybaczalne. Mamy bohatera narodowego, mamy ojca naszej wolności, niekwestionowanego lidera "Solidarności", który doprowadził nas do wolnej Polski, tymczasem to jakoś się zapomina. Mój ojciec dla wielu już takim nie jest. On jest osobą dwuznaczną - słyszę, on jest osobą może z aparatu, może tym tajnym współpracownikiem. Zapominamy o bardzo prostym fakcie - to był lider "Solidarności", człowiek, który stał się symbolem naszej walki o wolność i to jest niezaprzeczalne. Szanujmy naszych bohaterów. Naprawdę, proszę, szanujmy naszych bohaterów. W Polsce to jest chyba taka nasza przypadłość narodowa, że nie potrafimy szanować naszych bohaterów. Piłsudski przechodził przez to samo, w tej chwili mój ojciec przechodzi przez to samo. Może dopiero po jego śmierci postawimy kilka zasłużonych pomników mojemu ojcu. On w tej chwili, zamiast cieszyć się z tego dorobku, musi się bronić. Najgorsze jest to, że esbecja, jeszcze zza grobu w naszym ciągu próbuje osiągnąć to, co nie udało jej się w latach 80. To jest niebywałe, że logiczna ciągłość tego postępowania nie jest jakoś zachowana.