Z dalekiej Moskwy słyszę o autorytarnym państwie, łamaniu demokracji, zamachu stanu... I chociaż powinna bawić mnie ta groteska, to wcale nie bawi.

Zdj. ilustracyjne /Marcin Obara /PAP

Rozumiem, że odcinani od koryta wyją i jęczą. Nie chodzi o żadną demokrację, lecz o pieniądze. Wielu ludzi nie ma pojęcia, że taki obecnie protestujący profesor zarabiał krocie na ekspertyzach pisanych dla władzy. A teraz pewnie już nie zarobi. Reżyserzy z kolei boją się, że nie będzie już dotacji na ich słabe filmy czy sztuki. Paru właścicieli banków i międzynarodowych koncernów obawia się zaś, że dali łapówki, a ich ludzie przerżnęli wybory, więc i wpływy się skończą. W tle jeszcze działają ludzie służb, i to nie tylko polskich.

Będzie ciężko, będzie permanentna awantura, ale mam nadzieję, że uda się rozbić postkomunistyczny układ elit, który z Polaków uczynił tanią siłę roboczą, pozbawił nas de facto przyszłych emerytur i opowiada o wielkim sukcesie Polski. Kraju, który nie produkuje ani swoich rodzimych samochodów, ani samolotów pasażerskich, ani śmigłowców, o satelitach i rakietach nie wspomnę. Chyba nawet wózków widłowych własnych nie produkujemy. 

Sukces Polski to jeden Polak w Kosmosie - dzięki Sowietom i drogi wybudowane dzięki dotacjom Unii Europejskiej. Bez tej kasy Polska utonęłaby w beznadziei i żadnego wzrostu PKB by nie było. Był jeszcze papież-Polak, ale to inna sfera. Polscy generałowie, którym płacimy za obronę kraju przyznają, że Moskwa - jeśli zechce - w trzy dni zajmie Warszawę i generalnie nakryją nas czapkami. To jest ten sukces Polski?

Niebawem zaczną być zadawane w Polsce fundamentalne pytania. W Moskwie spece, a są to lepsi spece niż nad Wisłą, już są pewni, że Unia Europejska się rozpada. Polska znajdzie się w dramatycznie niekorzystnej sytuacji geopolitycznej. Omawiane w Moskwie warianty przewidują, że będziemy zapleczem i kolonią Berlina, bez żadnego wpływu na sytuację na wschód od Bugu albo wrócimy pod skrzydła Moskwy. Wbrew pozorom Niemcy bardzo nie chcą i boją się tego drugiego wariantu. Polska podległa Moskwie, ale już nie ideologicznie, to zagrożenie dla Berlina. Wówczas oś zostałaby przełożona do Paryża, i to Niemcy musiałyby wypełniać polecenia, a nie je wydawać. 

W tych rosyjskich koncepcjach jest jeszcze jedno ważne założenie, że USA będą słabły i traciły wpływy w Europie. Fantastyka, fantazje? Nie wiem tego, ale wiem, że Słowacy, Węgrzy i Czesi  spodziewają się dużych zmian i nie mówią "NIET" współpracy z Moskwą. Może mają więcej realizmu niż Polacy, którzy wierzą, że USA czy inny zachodnioeuropejski kraj ruszy nam z pomocą narażając się na starcie militarne z Rosją.

Jeżeli Rosjanie wejdą jutro do Estonii "dla obrony" licznej tam mniejszości rosyjskiej, a nie będą masakrować i zrzucać bomb, a tylko wjadą, to NATO wyrazi zaniepokojenie i nic więcej. Moskwa o tym wie. W przypadku Polski pojawiłoby się bardziej stanowcze oburzenie i embargo na rosyjski kawior? Rosji nie stać na razie na agresję z powodu cen ropy i tylko dlatego nie ma eskalacji wojennej i odzyskiwania wpływów - np. w Mołdawii. Zachód odda Putinowi wszystko, co ten zażąda, a on dąży cały czas - mimo słabości - do nowej Jałty, czyli podziału Europy. W Polsce o tym cicho, ale z Putinem rozmawiają i przedstawiciele Niemiec, i Włoch, i Amerykanie, i Francuzi. Jak ktoś chce, niech przypomni sobie memorandum budapesztańskie w sprawie Ukrainy. Były gwarancje, a jak przyszło do czego, to pozostały słowa wsparcia. Tylko Polacy nie rozmawiają, bo Rosjanie nas ignorują. Tusk nie uzyskał żadnej rozmowy z przedstawicielem Moskwy, chociaż jego poprzednik był traktowany przez Kreml poważnie. Teraz Tusk dla nich nie istnieje. 

Jest także element pozytywny. Rosyjski budżet zdycha z powodu cen ropy. Rok takich cen jeszcze, i Putina obalą być może sami Rosjanie, którzy przez 12 miesięcy już zbiednieli dwukrotnie. Jednak nie zwalnia nas to z obowiązków polskich, czyli obawy o to, co dalej. Po Putinie przyjdzie bowiem najprawdopodobniej jakiś szaleniec komunistyczno-narodowy i tego Zachód boi się bardziej niż aneksji Krymu i wojny w Donbasie. 

Nie możemy zapominać, że Polska niestety jest bramą do Moskwy, jest i zawsze będzie strategicznym zagrożeniem dla Rosji. Rosjanie uważają, że Polskę należy podporządkować, bądź zlikwidować, by znowu z tej strony nie ruszyli na nich najeźdźcy.