„Pan premier Morawiecki przyjechał tutaj do Londynu w grudniu. Spotkałem się z panem premierem i on powiedział do Polonii: ‘Mam nadzieję, że wrócicie do Polski. Polska potrzebuje was’. My chcemy, żeby Polacy nie słuchali pana premiera. Polacy są bardzo mile widziani tutaj w Wielkiej Brytanii. Ludzie bardzo lubią Polaków, lubią pracować z nimi i to jest dla nas idealny imigrant - pracowity, wykształcony, integruje się” – mówił w Porannej rozmowie w RMF FM poseł do Izby Gmin Daniel Kawczyński. „Jestem bardzo dumny, że jestem pierwszym Polakiem wybranym do Izby Gmin. Ale jak zaczynałem kandydować, to ktoś do mnie powiedział: "Ty nigdy nie zostaniesz posłem, bo masz takie nazwisko. Nikt nie będzie mógł tego wymówić. Musisz zmienić nazwisko". Wszyscy zmieniali nazwiska, żeby tak wyglądać bardziej brytyjsko. A ja z kolei dostałem od mojego dziadziusia, świętej pamięci, Romana Kawczyńskiego, niesamowitą miłość do ojczyzny. On mnie tego nauczył” – opowiadał polityk.

REKLAMA

Czy jest możliwe "odwrócenie" brexitu? "Mieliśmy referendum i 17,5 mln obywateli głosowało za brexitem. Nie możemy mieć referendum co trzeci czy czwarty rok. Tak było w Quebecu (...) Jak jedna grupa przegrała, to od razu zmusiła i walczyła, żeby było następne referendum. Następna strona przegrała, i następne referendum" - mówił Kawczyński. "My mamy nadzieję, że ta umowa będzie w przyszłym tygodniu, że premier będzie miała wystarczająco głosów, żeby umowa była uzgodniona wreszcie, trzeci czy czwarty raz. Pierwszy, drugi raz nie mogła dostać głosów, żeby przeszła, może trzeci albo czwarty raz się uda. Ale nie będziemy mieć następnego referendum. Chcemy wyjść z Unii" - dodał.

Czy Daniel Kawczyński zostanie ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce? "Chcę robić to, co mogę, żeby relacje między Warszawą a Londynem były coraz bliższe. Wydaje mnie się, że po brexicie Warszawa będzie niesamowicie ważnym mostem między Londynem a Brukselą. Bo Anglicy bardzo lubią Polaków, Wielka Brytania musi współpracować z Polską w NATO. My teraz chcemy, by była baza brytyjska w Suwałkach i pracujemy nad tym" - mówił poseł do Izby Gmin. "Oczywiście w przyszłości chciałbym zostać brytyjskim ambasadorem w Warszawie, ale zanim to się stanie, ja muszę lepiej mówić po polsku. Ja już dwa lata uczę się tego języka. To jest najtrudniejszy język na świecie. Te nie do wyobrażenia, jak trudne są te końcówki" - mówił.

Nasz gość podkreślił, że ważna jest dla niego także historia naszego kraju. "Jak ja jadę do Warszawy z posłami, to pierwszą rzecz, gdzie ja ich prowadzę, to jest do Muzeum Powstania Warszawskiego. Zanim mamy spotkanie w Sejmie, czy w Senacie, zawsze pierwszy pobyt jest w Muzeum Powstania Warszawskiego. I ja chciałbym powiedzieć, że brat mojego dziadka został zastrzelony przez Niemców, jego córka, która miała 12 lat, jego żona, wszyscy zostali zamordowani przez Niemców, bo ukrywali Żydów" - mówił Kawczyński.

"Do końca życia będę walczył, żeby Polska zawsze zatrzymała złotówkę. Bo bez własnej waluty nie ma suwerenności" - podkreślił gość Roberta Mazurka.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Gość: Daniel Kawczyński

Robert Mazurek, RMF FM: Panie Danielu, w środę brytyjski parlament odrzucił wszystkie możliwości wyjścia - tak się przynajmniej nam wydaje - z tej kryzysowej sytuacji. Dzisiaj miał nastąpić brexit. Miała Wielka Brytania wyjść z UE. Ale nie wychodzi.

Daniel Kawczyński: Nie wychodzimy jeszcze do tej pory, bo niestety rozmowy razem z Unią były bardzo trudne. I nie mogliśmy jeszcze uzgodnić takiej umowy, co my w Izbie Gmin moglibyśmy przyjąć.

No tak, tylko że brytyjski parlament nie wie właściwie czego chce. Wie czego nie chce, prawda?

No tak, ale ja byłem przeciwko tej umowie na początku, ale teraz ludzie, którzy są tutaj w Izbie Gmin, bardzo dużo posłów chce odwrócić brexit. Chcą następnego referendum.

A to jest zły pomysł?

Oczywiście.

Dlaczego?

Bo ja głosowałem na brexit, i to przyjdzie do Polski też w naszym życiu, taka debata, taka narodowa debata. Czy chcemy być samodzielnym, suwerennym państwem, czy chcemy w dalszym ciągu być w takiej "supernational state", tak jak my mówimy tutaj. Nie wiem, jak to się mówi po polsku.

Wszystko jasne, tylko skoro było jedno referendum trzy lata temu, 52 proc. Brytyjczyków powiedziało, że "wychodzimy", ale może teraz - a oni to potwierdzą albo odwrotnie, powiedzą "przemyśleliśmy to, zostajemy jednak".

Mieliśmy referendum i 17,5 mln obywateli głosowało za brexitem. Nie możemy mieć referendum co trzeci czy czwarty rok. Tak było w Quebecu. Pan bardzo dobrze pamięta, jak to było w Kanadzie. Jak jedna grupa przegrała, to od razu zmusiła i walczyła, żeby było następne referendum. Następna strona przegrała, i następne referendum.

No rozumiem, że nie może być referendum co chwila. Zostawmy więc sprawę referendum. Proszę nam spróbować jakoś wyjaśnić czym to się właściwie skończy? "Co się odwlecze, to nie uciecze"? I jednak będzie brexit, ale kiedy?

My mamy nadzieję, że ta umowa będzie w przyszłym tygodniu, że premier będzie miała wystarczająco głosów, żeby umowa była uzgodniona wreszcie, trzeci czy czwarty raz. Pierwszy, drugi raz nie mogła dostać głosów, żeby przeszła, może trzeci albo czwarty raz się uda. Ale nie będziemy mieć następnego referendum. Chcemy wyjść z Unii.

Theresa May zapowiedziała, że jeśli poprzecie tę umowę, to ja się dla uspokojenia sytuacji podam do dymisji. Czy Theresa May przestanie być premierem Wielkiej Brytanii?

Tak. Prawdopodobnie 22 maja zaczyna się walka, kto będzie następnym liderem partii konserwatywnej.

Pan popiera Jacoba Rees-Mogga?

Nie, on nie będzie kandydował. Potrzebujemy mieć bardzo mocnego, silnego człowieka, który wierzy w brexit.

Boris Johnson?

Nie. Ktoś jak Dominic Raab, ktoś, kto walczył o brexit w czasie referendum i wierzy w to.

To proszę mi jeszcze powiedzieć, czy będą przyspieszone wybory? Powinny być dopiero za dwa lata, ale może teraz, kiedy sytuacja jest tak chaotyczna, rząd pozbawiony większości właściwie...

Sytuacja jest bardzo szkodliwa i nie wiadomo, co z tego wyjdzie, ale mamy nadzieję, że nie będzie wyborów, bo pan Jeremy Corbin (szef opozycyjnej Partii Pracy - red.) to jest prawie komunista. Nasza ekonomia rośnie teraz bardzo szybko. Mamy najmniej bezrobotnych od 45 lat.

To jest bardzo dobry moment, żeby spytać o losy Polaków na Wyspach. Czy brexit dotknie ich boleśnie? Czy będą musieli wracać?

Pan premier Morawiecki przyjechał tutaj do Londynu w grudniu. Spotkałem się z panem premierem. Pan premier powiedział do Polonii: "Mam nadzieję, że wrócicie do Polski. Polska potrzebuje was". My chcemy, żeby Polacy nie słuchali pan premiera. Polacy są bardzo, bardzo miło widziani w Wielkiej Brytanii. Ludzie tutaj bardzo lubią Polaków. Lubią pracować z nimi i to jest dla nas idealny imigrant: pracowity, wykształcony na wysokim poziomie, integruje się i jest tutaj mile widziany.

Na kogo głosują Polacy? Czy w ogóle Polacy głosują w wyborach, biorą udział w życiu politycznym?

Tak, oczywiście. Mam nadzieję, że niektórzy głosują na moją partię.

Na Partię Konserwatywną.

Ale też głosują na Partię Pracy... Też oczywiście na partię liberalną...

W pańskim okręgu wyborczym są jacyś - pewnie są, bo Polacy są wszędzie.

Są. Mała liczba u mnie w Shrewsbury.

To jest zdumiewające, że polski poseł w Izbie Gmin nie jest wybierany przez Polaków.

Nie, ja już jestem posłem przez 14 lat. Jestem bardzo dumny, że jestem pierwszym Polakiem, który został wybrany do Izby Gmin. Jak zaczynałem kandydować to ktoś mi powiedział: "Ty nigdy nie zostaniesz posłem, bo masz takie nazwisko. Nikt nie będzie mógł tego wymówić".

Tego się nie da wymówić.

Kawczyński... Powiedzieli: "Musisz zmienić nazwisko". Bardzo dużo posłów tutaj też ma korzenie w innych krajach - Francji itp. Wszyscy zmienili nazwiska, żeby wyglądać...

Bardziej brytyjsko.

Tak. Ja z kolei dostałem od mojego dziadziusia śp., Romana Kawczyńskiego, dostałem od niego niesamowitą miłość do Ojczyzny. On mnie nauczył miłości do Ojczyzny.

Przeczytałem w "New Statesman", że pan chce być ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce.

Ja chcę robić to, co mogę, żeby Polska, żeby relacje między Warszawą i Londynem były coraz bliższe. Po brexicie wydaje mi się, że Warszawa będzie niesamowicie ważnym mostem między Londynem i Brukselą. Anglicy bardzo lubią Polaków. Wielka Brytania musi współpracować z Polską w NATO. My teraz chcemy, żeby była baza brytyjska w Suwałkach. Pracujemy nad tym. Oczywiście w przyszłości chciałbym zostać brytyjskim ambasadorem w Warszawie, ale zanim to się stanie, muszę lepiej mówić po polsku. Już dwa lata uczę się tego języka. To jest najtrudniejszy język na świecie.

Radzi pan sobie znakomicie i to nie jest komplement.

Te końcówki są... To nie do wyobrażenia, jak trudne są te końcówki, ale staram się i mam nadzieję, że za kilka lat będę lepiej mówił po polsku.

"W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie".

(śmiech) "Dałby Bóg, żeby buk przepłynął przez Bug"!

Bardzo dobrze. "Ni pies, ni wydra" - tego się pan wczoraj nauczył.

To właśnie moja nauczycielka wczoraj mnie nauczyła - tak. "Ni pies, ni wydra", tak.

Takie nie wiadomo co... Zdaje się, że to w tej chwili znakomite podsumowanie naszej rozmowy. Wielka Brytania jest w tej chwili "ni pies, ni wydra". Nie wiadomo czy w UE czy poza nią.

Ja chciałbym coś bardzo ważnego powiedzieć panu - żaden kraj w Europie nie walczył o niepodległość tak, jak Polska. Jak ja wracam do Warszawy z posłami tutaj, to pierwszą rzeczą, do której ich prowadzę, jest muzeum o Powstaniu Warszawskim. Zanim mamy spotkanie w Sejmie czy Senacie, zawsze pierwszy pobyt jest w Muzeum Powstania Warszawskiego. Żaden kraj - i ja też chciałbym powiedzieć, że brat, mój dziadziuś świętej pamięci - został zastrzelony przez Niemców. Jego córka, która miała 12 lat, jego żona, wszyscy zostali zamordowani przez Niemców, bo ukrywali Żydów w domu.

To są dramatyczne losy wielu w takich przypadkach.

To się stało bardzo wielu Polakom. I Polska bardzo cierpiała. Dla mnie ta suwerenność, o którą dziadziuś świętej pamięci i inni walczyli, musi nasza generacja też o to dbać. I dlatego ja do końca życia będę walczyć, żeby Polska zawsze zatrzymała złotówkę. Bo bez własnej waluty nie ma suwerenności.

Rozmawiałem z najwyższym posłem w Izbie Gmin i najwyższym chyba w Europie.

Ja jestem oficjalnie - nie wiem, jak to się mówi po polsku - "giant".

Gigant.

Bo prawdopodobnie... Ja mam 206 centymetrów wzrostu. I Księga Rekordów Guinnessa mi powiedziała, że prawdopodobnie jestem gigantem.