Sukces „zaszumi w głowie” Idze Świątek? Trener mistrzyni: Ona zawsze gra dla zwycięstw, dla ludzi. Jeżeli będzie tak dalej, nie będzie problemu

Poniedziałek, 12 października (08:02)

"Iga zawsze gra dla zwycięstw, zawsze gra dla ludzi, którzy jej kibicują, uwielbia, kiedy jest doping. To sprawia, że robi to, co lubi, a cała reszta nie ma dla niej znaczenia" - mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM trener Igi Świątek Piotr Sierzputowski. Szkoleniowiec stwierdził, że jeśli Świątek dalej będzie się trzymała swoich zasad, to nie będzie miała problemu z poradzeniem sobie z ogromnym sukcesem, jaki osiągnęła.

Sukces „zaszumi w głowie” Idze Świątek? Trener mistrzyni: Ona zawsze gra dla zwycięstw, dla ludzi. Jeżeli będzie tak dalej, nie będzie problemu /RMF FM

Powiem szczerze, że po tym meczu w sobotę byliśmy bardzo zmęczeni i te wszystkie obowiązki, które są po meczu i ta cała otoczka, to że jesteśmy tak naprawdę na nogach od rana do nocy przez 13 dni z rzędu i codziennie są te emocje, to się tak wydaje. Ja na kort nie wychodzę, ale z boku,  wierzcie mi, interwały niezłe przechodzę. Mam zegarek na sobie, który czasem nawet wskazuje tętno 150, tak. To nie jest przypadek i jesteśmy wszyscy strasznie zmęczeni, więc w sobotę to było szybkie (świętowanie - przyp. RMF FM). Dobra kolacja i szybkie lulu - tak o celebrowaniu zwycięstwa w French Open opowiadał Piotr Sierzputowski.

Sukces „zaszumi w głowie” Idze Świątek? Trener mistrzyni: Ona zawsze gra dla zwycięstw, dla ludzi. Jeżeli będzie tak dalej, nie będzie problemu



"Do Paryża przyjechaliśmy bez żadnych założeń, bez żadnego nastawienia na wynik"

Powiem tak: jest tutaj bardzo dużo czynników, które się nakładają i tak samo np. uważam, że Agnieszka Radwańska gdzieś w całej swoje karierze po prostu miała trochę pecha, nie miała takiego szczęścia, które nam się zdarzyło. Nakłada się na to bardzo dużo czynników. Rzeczywiście do czasu Rolanda Garrosa w Paryżu Idze nie szło za dobrze (...). Po pierwsze, Iga nie czuła się komfortowo, choć zrobiła świetny okres przygotowawczy, super trenowała, wiedziała, że to jest pierwszy raz w życiu, kiedy zrobiła taką robotę, więc nałożyła na siebie pewne oczekiwania. Na szczęście udało nam się zrobić reset, wrócić do domu po tych słabszych turniejach, pomyśleć trochę, porozmawiać, przedyskutować to wszystko  - tak na pytanie o to, co spowodowało szybki wzrost formy Igi Świątek mimo trudnych początków sezonu, odpowiadał w Porannej rozmowie w RMF FM Piotr Sierzputowski. Trener mistrzyni dodał: Przyjechaliśmy tutaj (do Paryża - przyp. RMF FM) bez żadnych założeń, bez żadnego nastawienia na wynik. Stwierdziliśmy, że i tak tych punktów nie traci ze względu na całą sytuację pandemiczną ten turniej dodatkowo tylko może się liczyć do rankingu, nie może już nic stracić. Przyjechaliśmy na luzie, potrenowaliśmy.

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek pytał swojego gościa o to, czy sukces w Roland Garros nie "zaszumi w głowie" Idze Świątek. To jest bardzo trudne, ale dla Igi to wbrew pozorom będzie bardzo proste - odpowiadał trener tenisistki Piotr Sierzputowski. Natomiast będzie praca do zrobienia - przyznał. Iga zawsze gra dla zwycięstw, zawsze gra dla ludzi, którzy jej kibicują, uwielbia, kiedy jest doping. To sprawia, że robi to, co lubi, a cała reszta nie ma dla niej znaczenia - powiedział. Według niego, jeżeli Świątek "będzie się tym kierować dalej w życiu, (...) nie będzie z tym problemu".

Kiedy następne starty zawodniczki z Polski? Prawdopodobnie Australia (i Australian Open - red.). (...) To jest nasz okres przygotowawczy, w tym momencie będziemy trenować, szykować się do następnego sezonu, który mam nadzieję, będzie już pełnowymiarowy - stwierdził Sierzputowski. Z tego, co słyszałem, to plany są takie, że mamy już tam być 14 grudnia na kwarantannie dwutygodniowej, żeby być gotowi do startu na początku stycznia. To jest przed nami pewne wyzwanie - mówił. Oznacza to, że ekipa Świątek spędzi Boże Narodzenie poza domem. Nie pierwszy raz święta poza domem i na pewno nie ostatni - stwierdził gość Roberta Mazurka.

Sukces „zaszumi w głowie” zwyciężczyni Roland Garros? /RMF FM


PRZECZYTAJ CAŁĄ ROZMOWĘ ROBERTA MAZURKA Z PIOTREM SIERZPUTOWSKIM

Robert Mazurek: Panie Piotrze, gratulacje.

Piotr Sierzputowski: Dziękujemy bardzo.

Robert Mazurek: Iga twierdzi, że spała 4 godziny w nocy z soboty na niedzielę. Rozumiem, że teraz jeszcze śpi?

Raczej na pewno. Nie chciałbym tego sprawdzać, bo mogłoby to się źle dla mnie skończyć.

Sierzputowski: "Świątkomania"? Tenis to sport dla przegranych /RMF FM


Robert Mazurek: Pan się jakoś przebudził. Dziękujemy bardzo serdecznie. Jak długo się w ogóle odsypia taki turniej?

O, czasami długo. Naprawdę długo. Jeszcze mamy to szczęście, że jesteśmy w Europie, ale jak są wyjazdy, gdzie jest zmiana czasu, to czasem dwa tygodnie dochodzimy do siebie.

Wszyscy oczywiście się strasznie cieszymy i w ogóle tak poza tym, to powinienem zacząć od tego, co powiedziałem też naszym słuchaczom: strasznie cieszę się, że Iga wygrała. Przynajmniej nie musimy rozmawiać o koronawirusie. Chociaż ten turniej też dla was jest taki nieoczywisty. Po pierwsze, Roland Garros w październiku, a nie wiosną. A po drugie, rzeczywiście na trybunach pustawo.

Ale i tak już z jakimiś kibicami, co jest fajną odmianą, bo wcześniej na turniejach nie było absolutnie nikogo. Natomiast no rzeczywiście jest inaczej, trzeba się do tego przyzwyczaić, trzeba sobie z tym popracować i być na to gotowym.

Iga w fenomenalnym stylu wygrała ten turniej. Przepraszam bardzo, muszę o to spytać. Jak żeście świętowali? Iga twierdzi, że w japońskiej restauracji, ale tylko tyle? Krótkie sushi i idziemy spać?

De facto tak. Nic więcej nie robiliśmy. Powiem szczerze, że po tym meczu w sobotę byliśmy bardzo zmęczeni i te wszystkie obowiązki, które są po meczu i ta cała otoczka, to że jesteśmy tak naprawdę na nogach od rana do nocy przez 13 dni z rzędu i codziennie są te emocje, to się tak wydaje. Ja na kort nie wychodzę, ale z boku,  wierzcie mi, interwały niezłe przechodzę. Mam zegarek na sobie, który czasem nawet wskazuje tętno 150, tak. To nie jest przypadek i jesteśmy wszyscy strasznie zmęczeni, więc w sobotę to było szybkie. Dobra kolacja i szybkie lulu.

Ja potrafię sobie wyobrazić, że pan się tam potwornie denerwuje. Co jest najgorsze, że nie może pan krzyknąć, podpowiedzieć, nie wiem, albo sam wyskoczyć i pokazać, jak to zrobić?

Teraz czasy się troszeczkę zmieniają, ale w Wielkich Szlemach dalej nie można podpowiadać, gdzie w turniejach WTA jest to już możliwe, natomiast tak, ale też nie do końca, bo jeżeli zawodniczka... Najbardziej się denerwuję, jeżeli Iga nie szuka rozwiązań i to jest jak największy problem. Jeżeli ma otwartą głowę, jest wyluzowana, to wiem, że zawsze znajdzie drogę. Zresztą każdy by znalazł, kto czuje się komfortowo i ma narzędzia do tego, żeby to robić.

A propos narzędzi. Wie pan, Iga Świątek. Rozumiem, że we wrześniu też potrafiła grać w tenisa, prawda?

Tak.

Kiedy następne starty Igi Świątek? Sierzputowski: Prawdopodobnie Australia /RMF FM


A jednocześnie 6 września odpada trzeciej rundzie z Azarenką. W Australian Open - to było w styczniu - przegrywa w czwartej rundzie z Estonką Kontaveit. To nie o to chodzi, one były obie wyżej notowane od Igi, ale co takiego się stało, że miesiąc temu przegrywa ze wschodzącą Azarenką, a teraz rozbija wszystkich i to w takim stylu, jakby nic innego nie robiła od lat.

Powiem tak: jest tutaj bardzo dużo czynników, które się nakładają i tak samo np. uważam, że Agnieszka Radwańska gdzieś w całej swoje karierze po prostu miała trochę pecha, nie miał takiego szczęścia, które nam się zdarzyło. Nakłada się na to bardzo dużo czynników. Rzeczywiście do czasu Rolanda Garrosa teraz w Paryżu Idze nie szło za dobrze. Co prawda ten wynik, trzecia runda Wielkiego Szlema, to jednak jest wejście do 32 najlepszych zawodniczek na świecie w US Open. Więc to był wynik dobry, ale jakby kontynuując to. Po pierwsze, Iga nie czuła się komfortowo, zrobiła świetny okres przygotowawczy, super trenowała, wiedziała, że to jest pierwszy raz w życiu, kiedy zrobiła taką robotę, więc nałożyła na siebie pewne oczekiwania. Na szczęście udało nam się zrobić reset, wrócić do domu po tych słabszych turniejach, pomyśleć trochę, porozmawiać, przedyskutować to wszystko. Przyjechaliśmy tutaj bez żadnych założeń, bez żadnego nastawienia na wynik. Stwierdziliśmy, że i tak tych punktów nie traci ze względu na całą sytuację pandemiczną ten turniej dodatkowo tylko może się liczyć do rankingu, nie może już nic stracić. Przyjechaliśmy na luzie, potrenowaliśmy.

Pan mówi tak na luzie: "zrobiliśmy reset". Ja nie bardzo wiem, co to znaczy "zrobiliśmy reset". Dla mnie to wygląda trochę tak, jak ze skoczkami narciarskimi. Oni skaczą, skaczą, są świetni i nagle fruu, jeden odfruwa wszystkim. Nie bardzo wiadomo, dlaczego. Iga była tą samą Igą, co miesiąc wcześniej.

Zgadza się. Ta sama Iga miała te same umiejętności. Ja jej tenisa w miesiąc nie nauczyłem grać. Szczególnie w te 3 dni przerwy, które mieliśmy, bo ona już to umiała, tak? Tutaj kluczem dla mnie jest to, że ona lubi tu być, lubi to miejsce, czuje się tu komfortowo i pewnie. I tyle.

Musze zadać pytanie o stan pańskiego owłosienia. Pytam dlatego, że 30 lipca pan... Pan się już śmieje. Tak. Założył się pan, że jeśli Iga wygra jakiś turniej, to się wydepiluje pięknie.

Niestety. Albo i stety tak się założyłem. Jestem znany z tego, że noszę sweter nawet bez koszulki. Zawodniczka gdzieś zawsze mi tam docinała z tego powodu. Wiedziałem, jakie turnieje mamy zaplanowane i to naprawdę są jedne z największych turniejów na świecie w świecie tenisa.

Więc był pan zupełnie spokojny o swoje owłosienie, zakładając się.

Absolutnie nie, właśnie wręcz miałem takie przeczucie, że to się może wydarzyć. Natomiast po tych pierwszych startach całkowicie o tym zapomniałem, bo wydarzyło, jak się wydarzyło. Mówiłem: no dobra, było, minęło. Teraz niestety. Albo i stety.

No dobrze. Niestety albo i stety... Co?

No muszę się umówić do jakiegoś eleganckiego salonu i się tego pozbyć. Nawet nie wiem nie mam tego szukać.

Piotr Sierzputowski przegrał zakład z Iga Świątek. Co będzie musiał zrobić? /RMF FM


Na pewno nie w Gruzji. Tam wszyscy wyglądają jak niedźwiedzie. Proszę próbować. Rozumiem, że to jest zakład między panem a pańską zawodniczką. Przepraszam, to jest głupie pytanie i dość banalne, ale muszę je zadać. Pan nie był wybitnym tenisistą, więc jak to jest. Jak pan trenuje jedną z najlepszych w tej chwili zawodniczek na świecie, jak pan ją uczy? Na czym to polega właśnie? Co może jej pan dać i pokazać?

Myślę, że przede wszystkim trzeba rozdzielić to, i to w każdym sporcie jest nie od dziś wiadomo, że to, że ktoś był dobrym zawodnikiem, wcale nie znaczy, że będzie dobrym trenerem. Ja nie mówię, że jestem dobrym trenerem, ale wydaje mi się, że mam na to jakiś pomysł, jakiś plan i na razie realizujemy go wyśmienicie i przyszło to dużo szybciej, niż się spodziewałem. Zakładałem, że takie wyniki to gdzieś będą możliwe za rok, za dwa, za trzy. Iga zrobiła to to świetnie w tym tygodniu. Aczkolwiek jest to na pewno wielka pułapka. Natomiast głównie myślę, że to wszystko się opiera na planowaniu i przewidywaniu, dopasowywaniu się do aktualnej sytuacji, która jest.

A liczy się pan z tym, że teraz wybuchnie w Polsce "świątkomania"? "Wie pan, "małyszomania" wybuchła od tak, po prostu. Tutaj wielka gwiazda światowego formatu - Iga Świątek.

Zgadza się. Trochę się tego boję, ale nie boję się ze względu na Igę, tylko bardziej boję się odbioru społeczeństwa, ponieważ nie każdy rozumie - w szczególności laik - że tenis to jest sport dla przegranych. I tak naprawdę, jeżeli w ciągu roku wygramy 2-3 turnieje, to w ogóle to jest jakiś absurd już niewiarygodny. A startujemy w 20-25, więc przegrywamy co tydzień. Do tego trzeba się przyzwyczaić, nie.

Artykuł pochodzi z kategorii: Poranna rozmowa w RMF FM

Karol Pawłowicki

Nicole Makarewicz

Robert Mazurek