Paweł Soloch: Komuniści w BBN? "Informacyjna wojna hybrydowa w rosyjskim stylu"

Poniedziałek, 2 października 2017 (08:02)

​"Mamy telenowelę, informacyjną wojnę hybrydową w rosyjskim stylu" – tak Paweł Soloch komentuje kolejny artykuł w "Gazecie Polskiej Codziennie" o komunistach w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. "Jeśli chodzi o ludzi, którzy mają przeszłość związaną ze służbami PRL-u, ze szkołami ukończonymi w Moskwie w czasach Związku Radzieckiego – to jest problem, który występuje we wszystkich instytucjach, również w MON, również w MSZ, również w służbach" – mówi gość Porannej rozmowy w RMF FM Paweł Soloch. "Rozróżnijmy ludzi, którzy mają moskiewskie szkoły od tych, którzy mają PZPR w życiorysach" – dodał szef BBN, odnosząc się w ten sposób do zatrudnienia b. oficera politycznego Mirosława Wiklika na stanowisku dyrektora swojego gabinetu. "Oficerowie, którzy mają PZPR w życiorysie, przeszli weryfikację po 89’ roku. Liczy się to, co przez 30 lat robili dla Polski" – dodał szef BBN. "W obozie dobrej zmiany też mamy ludzi z PZPR-owskimi życiorysami" – podkreślał gość Porannej rozmowy w RMF FM.

Soloch: Komuniści w BBN? "Informacyjna wojna hybrydowa w rosyjskim stylu" /Karolina Bereza, RMF FM

Posłuchaj rozmowy Roberta Mazurka z Pawłem Solochem

Robert Mazurek: Państwa i moim gościem jest Paweł Soloch, szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Paweł Soloch: Dzień dobry.

Panie ministrze, podaje się pan dzisiaj do dymisji?

Nie, nie podaję się do dymisji.

A jednak zbierają się nad panem czarne chmury, od dobrych paru dni. "Gazeta Polska Codziennie", pismo zbliżone do Antoniego Macierewicza, atakuje pana i znajduje panu kolejnych komunistów w Biurze.

Nie wiem, na ile to pismo jest zbliżone do pana ministra, ale rzeczywiście mamy pewną telenowelę robioną niestety według scenariuszy nasuwających skojarzenia z informacyjną wojną hybrydową w rosyjskim stylu.

Soloch: Mamy telenowelę, wg scenariuszy nasuwających skojarzenia z informacyjną wojną hybrydową w rosyjskim stylu /RMF FM

Czyli chce pan powiedzieć, że "Gazeta Polska Codziennie" stosuje wobec pana wojnę hybrydową?

Nie chcę nic powiedzieć.

Jak to?

Oczekuję rzetelnych informacji do instytucji, które zajmują się ochroną kontrwywiadowczą, informacyjną Biura. Od części takich instytucji otrzymuję takie informacje.

Panie ministrze, porozmawiajmy konkretnie. Najpierw znaleźli panu płka. Czesława Juźwika, który był wicedyrektorem departamentu w BBN-ie...

... od pewnego czasu już nie był, chociaż nie ze względu na swoją przeszłość, bo ta przeszłość była mi nieznana. 

A jego przeszłość była tak, że służył w Wojskowych Służbach Wewnętrznych, jeszcze za komuny.

Panie redaktorze, żeby była jasność - jeśli chodzi o osoby, które mają przeszłość związaną ze służbami bezpieczeństwa w PRL-u, ze szkołami ukończonymi w Moskwie w czasach Związku Radzieckiego i później, z różnymi tego typu powiązaniami - to jest problem, który występuje we wszystkich instytucjach, również w MON-ie, również w MSZ-cie, również w służbach i obóz dobrej zmiany, którego jesteśmy częścią, wobec tych osób podejmuje decyzje kadrowe, zgodnie z przepisami.

"Podejmuje decyzje kadrowe". Czy pan byłby łaskaw powiedzieć nam, o co chodzi? Czy wy ich ukrywacie, czy po prostu wyrzucacie z roboty?

Wyrzucanie z roboty wchodzi w grę zgodnie z przepisami kodeksu prawa, również jeśli chodzi o reorganizację przeprowadzoną wewnątrz. Takie działania są podejmowane w miarę dostawania informacji. Ja takie działania podjąłem natychmiast, jak dostałem taką informację.

Tak, jak się pan dowiedział o płk. Juźwiku, to rzeczywiście pan płk stracił pracę w BBN-ie.

Natychmiast. Chciałbym, żeby inne instytucje też tak działały.

To pan 1 maja powołał na stanowisko szefa swojego gabinetu, stanowisko swojego najbliższego współpracownika, pana Mirosława Wiklika, który był przez dwa lata oficerem politycznym.

Tak, ta przeszłość była nam znana już od czasów Lecha Kaczyńskiego, kiedy miałem zaszczyt być doradcą śp. Władysława Stasiaka, który właśnie na stanowisko wtedy dyrektora Departamentu Systemów Obronnych powoływał. Myśmy na ten temat żartowali. To jest problem ludzi, którzy mają PZPR w życiorysie. Powtarzam jeszcze raz - rozróżnijmy ludzi, którzy mają moskiewskie szkoły, Służbę Bezpieczeństwa od ludzi, którzy mają PZPR w życiorysie. Mówimy o ludziach PZPR.

Ale tu problem nie jest taki, że on należał do partii. Był oficerem politycznym.

Na szczeblu kompanii. Przez całe następne 30 lat pan płk Wiklik był w GROM-ie, jednostce, która była forpocztą wprowadzającą nas do NATO, uczestniczył w wielu niebezpiecznych akcjach, ryzykował w stopniu, w jakim niewielu Polaków ryzykowało, życie w imię budowania takiego Sojuszu, który doprowadził do tego, że dzisiaj mamy wojsko amerykańskie na terenie naszego kraju. To ci oficerowie, którzy mają w życiorysie PZPR, a którzy przeszli weryfikację po '89 roku - zresztą, umówmy się, w obozie dobrej zmiany też mamy ludzi z życiorysami PZPR-owskimi.

Soloch: W obozie dobrej zmiany też mamy ludzi z życiorysami PZPR-owskimi /RMF FM

Kogo ma pan na myśli?

Nie będę wymieniał nazwisk.

Ale wrzucę takie nazwisko, każdy kogo dotknie, niech się łapie.

Nie, liczy się to, co ci ludzie przez ostatnie 30 lat robili dla Polski.

"Gazeta Polska Codziennie" od kilku dni lustruje panu ludzi. Pytanie jest, kogo jeszcze znajdą? Kogo pan tam jeszcze ma w szafach?

Ponieważ wcześniejsze rozmowy, bardzo niekonkretne, bo nie padały żadne nazwiska, poza nazwiskiem pana generała Kraszewskiego, nie przyniosły żadnego rezultatu, poprosiłem pana ministra Macierewicza o szczegółowe informacje dotyczące 14...

... ale odpowiedział panu wiceminister Kownacki, mówiąc, że to kompetencja każdej instytucji, żeby zapoznać się z CV i aktami osobowymi. To co, to pan nie czyta akt osobowych, jak kogoś powołuje na stanowisko?

Akta osobowe pana płk. Wiklika podjąłem, jego życiorys w moim przekonaniu - oczywiście przynależność do PZPR nie jest okolicznością chwalebną, natomiast nie jest obciążająca, jak przynależność do tajnych służb PRL-wskich czy studia w Moskwie, zwłaszcza że był weryfikowany przez Lecha Kaczyńskiego i Władysława Stasiaka.

Jak długo, panie ministrze, będzie jeszcze trwała wojna ministra obrony z prezydentem o armię?

To jest oczywiście kwestia osobowościowa. To na pewno nie służy bezpieczeństwu państwa. Jest też pewna kwestia systemowa, bo prezydent już zadał to pytanie publicznie, podnosząc kwestię referendum konstytucyjnego, jednocześnie kwestię prerogatyw prezydenckich.

Ale nie rozmawiamy o tym, co być może będzie kiedyś, tylko o tym, co jest dzisiaj. Jeżeli z jednej strony pan minister Macierewicz zabrania najważniejszemu doradcy ds. wojska w BBN, panu gen. Kraszewskiemu, dostępu do informacji tajnych, a z drugiej strony wy, w ramach retorsji, nie mianujecie nowych generałów, to wojna jest na całego, to wiedzą wszyscy.

Jeśli chodzi o gen. Kraszewskiego - rzeczywiście, przedłużanie tej procedury przywodzi skojarzenia z czasów, kiedy w ten sam sposób blokowany był zastępca szefa BBN Władysława Stasiaka pan Witold Waszczykowski przez ówczesne ABW. Zresztą pan Macierewicz padł ofiarą tego typu praktyk, kiedy w 2008 roku odmówiono mu dostępu do informacji niejawnych.

Czyli wie, jak to robić.

Nie, ja tego nie przesądzam. Panie redaktorze, żeby była jasność - jeżeli są jakiekolwiek okoliczności obciążające gen. Kraszewskiego, to pan prezydent do dzisiaj nie otrzymał żadnej informacji w tym względzie. I taka sytuacja rzeczywiście budzi takie skojarzenia, jakie budzi.

Ale ja nie chciałbym, żebyśmy całą naszą rozmowę poświęcili na roztrząsanie indywidualnych przypadków.

Jasne.

Pytanie jest bardzo ważne i ja do niego wrócę. Jak długo będzie trwała wojna między ministrem obrony a zwierzchnikiem sił zbrojnych? Wojna o armię?

To zależy od pana ministra.

Jak się ukorzy, to wtedy łaskawie mianujecie mu generałów?

Nie ukorzy, dlaczego ukorzy? Nominacje generalskie są związane z czym innym. Są związane z kwestią "skidu" - systemu kierowania i dowodzenia. I tutaj muszę powiedzieć, panie redaktorze, bo nie chciałbym stwarzać takiego wrażenia, że wojna jest na całego - mamy z pewnymi współpracownikami pana ministra dobre kontakty, kontynuujemy pewne prace. To nie jest tak, że zajmujemy się tylko i wyłącznie wojną.

Czy jeszcze w tym roku będą nominacje generalskie?

To rozstrzygnie pan prezydent i to...

A co pan, jako szef BBN, będzie mu w tej sprawie doradzał?

Mamy złożone wnioski jeszcze z 15 sierpnia...

A chwalić Boga - mamy październik. Dzień dobry.

Nie, nie. Ale umówmy się - to są pewne procesy, które nie wymagają takich... Przedłużenie pewnych procesów o miesiąc, dwa, trzy...

Panie ministrze, do puenty. Będą te nominacje generalskie czy nie?

Tutaj decyzję ostateczną podejmie pan prezydent.

To już pan mówił, pytanie czy pan będzie mu to doradzał?

Stosowną radę złożę mu w momencie, kiedy rozstrzygniemy, wyklarujemy pewne sytuacje związane z systemem kierowania i dowodzenia. W tej sprawie mamy korespondencję niejawną.

Soloch: Będziecie płakać przy utracie stanowiska przez Macierewicza? Generalnie chłopaki nie płaczą

„Gdyby w wyniku rekonstrukcji rządu Antoni Macierewicz stracił stanowisko, płakalibyście?” – pytał w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek. „Generalnie chłopaki nie płaczą” – odpowiedział Paweł Soloch. Szef BBN zastrzegał, że „na dzień dzisiejszy nic nie wiem o tym, żeby prezydent żądał dymisji szefa MON”. Unikał odpowiedzi na pytanie o to, kiedy zostaną wręczone nominacje generalskie. „Są pewne rzeczy do uzgodnienia (z resortem obrony – red.), jeśli chodzi o system kierowania i dowodzenia. Od tego uzależnił swoją decyzję pan prezydent” – stwierdził gość RMF FM. „Będę radził prezydentowi, żeby decyzję podjął stosownie do tego, jakie ustalenia w sprawie systemu kierowania i dowodzenia uzgodnimy z MON. Mamy jeszcze troszeczkę czasu, niedużo” – stwierdził.

Będziecie płakać przy utracie stanowiska przez Macierewicza? Soloch: Generalnie chłopaki nie płaczą /Karolina Bereza, RMF FM

Soloch: Na dzień dzisiejszy nic nie wiem o tym, żeby prezydent żądał dymisji szefa MON /RMF FM


Artykuł pochodzi z kategorii: Poranna rozmowa w RMF FM