Bortniczuk: Nie jesteśmy żadnym ogonem. Nie mamy zamiaru merdać

Czwartek, 24 września (08:02)
Aktualizacja: Czwartek, 24 września (12:05)

"Nie jesteśmy żadnym ogonem. Nie mamy zamiaru merdać niczym" - stwierdził w Poranej rozmowie w RMF FM poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk, odnosząc się do kryzysu w Zjednoczonej Prawicy. "Znamy proporcje polityczne. Wiemy, że Prawo i Sprawiedliwość jest największym podmiotem w naszej koalicji i nie mamy zamiaru narzucać głównych kierunków Prawu i Sprawiedliwości" - zapewnił.

Bortniczuk: Nie jesteśmy żadnym ogonem. Nie mamy zamiaru merdać /RMF FM

Z tego, co wiem, Jarosław Gowin podjął decyzję o powrocie do rządu - przyznał w Porannej rozmowie w RMF FM poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk. Jest sporo prawdy w informacjach, że chodzi o resort gospodarki - dodał, pytany o to, jakim ministerstwem miałby pokierować lider Porozumienia. 

Bortniczuk: Nie jesteśmy żadnym ogonem. Nie mamy zamiaru merdać

To, że Jarosława Kaczyńskiego nie było w rządzie przez 5 lat było wypadkową tylko i wyłącznie jego decyzji. Jeżeli zmienił tę decyzję to bardzo dobrze dla stabilności rządu byłoby - ocenił w Porannej rozmowie w RMF FM poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk. Dzisiaj jest szeregowym posłem, a i tak wszyscy wiedzą, że większość ważnych decyzji zapada właśnie w zapleczu parlamentarnym rządu - dodał. Dlaczego Jarosław Kaczyński ma być wicepremierem a nie premierem? Zapewne wynika to z jego decyzji. Być może chodzi o kwestie kondycji, stanu zdrowia. Premierostwo to jednak jest kawał ciężkiej, fizycznej roboty - tłumaczył Bortniczuk w RMF FM. 

Bortniczuk: Dlaczego Kaczyński ma być wicepremierem? Być może chodzi o kondycję /RMF FM

Tworzymy nowy program w związku z tym, że czasy się zmieniają i jest kryzys związany z koronawirusem, więc musimy nieco przebiegunować priorytety - powiedział w Porannej rozmowie w RMF FM poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk. Niedługo będziemy go publikować - stwierdził i zdradził, że jest jego współautorem Odpowiadam za program dotyczący młodzieży i sportu - mówił.

Bortniczuk: Tworzymy nowy program Porozumienia /RMF FM



 Robert Mazurek przepytywał swojego gościa z deklaracji programowych składanych przed laty przez liderów partii Gowina. Wśród nich był m.in. likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Z programem partii Porozumienie w absolutnej większości się zgadzam, ponieważ jestem jednym z jego współautorów - mówił Bortniczuk, zastrzegając, że nie jest zwolennikiem likwidacji partyjnych subwencji. Jak argumentował, "jedynym rozwiązaniem, które by wygrywało z tym rozwiązaniem bezpośrednio z budżetu byłby odpis podatkowy na zasadzie odpisu na Kościół w Niemczech". Idealnie byłoby, gdyby Polacy mogliby zrobić odpis podatkowy na rzecz partii, którą popierają - tłumaczył gość RMF FM.

Pełny tekst rozmowy:

Robert Mazurek, RMF FM: To jest dobry pomysł, by Jarosław Kaczyński został wicepremierem?

Kamil Bortniczuk: Myślę, że dobry. Co do zasady wiemy, że w partii koalicyjnej, jeżeli wchodzą do rządu, to tylko od decyzji liderów de facto zależy to, czy liderzy wchodzą do rządu też, czy nie. To, że Jarosława Kaczyńskiego przez 5 lat nie było w rządzie, było wypadkową tylko jego decyzji. Jeżeli zmienił tę decyzję, to bardzo dobrze myślę, że dla stabilności rządu - byłoby.

Ale może w takim razie powinien jednak zostać premierem, skoro już chce być w rządzie, to jako lider obozu Zjednoczonej Prawicy, jak to nazywacie, powinien być premierem. Bo jaka to będzie sytuacja na posiedzeniu rządu? Będzie podlegał premierowi Morawieckiemu, a jak wyjdą z gabinetu, będzie jako szef partii wydawał polecenia jako wiceszefowi partii?

Dzisiaj jest - można powiedzieć - szeregowym posłem, a i tak wszyscy wiedzą, że większość ważnych decyzji zapada właśnie w zapleczu parlamentarnym rządu, czyli w szefostwie głównej partii, PiS. Nic w tym dziwnego nie ma. Natomiast dlaczego Jarosław Kaczyński ma być wicepremierem a nie premierem? Ja tego nie wiem, ale zapewne wynika to z jego decyzji. Być może chodzi już o kwestie kondycji, stanu zdrowia. Premierostwo to jednak jest kawał ciężkiej fizycznej roboty.

Moim zdaniem powinien objąć rolnictwo. Resort się właśnie opróżnia, bo minister Ardanowski jest już na wylocie. A Jarosław Kaczyński - a tego akurat jestem pewien - poradziłby sobie z wściekłymi dzikami.

To poproszę sondować tę ewentualność. Może ktoś uwzględni pana redaktora...

Jarosław Kaczyński będzie ministrem, a ja wiceministrem rolnictwa. Tak to planuję.

 (śmiech)

Czy toczą się jakieś rozmowy z Jarosławem Gowinem?

Z tego, co wiem, szefowie partii koalicyjnych są w kontakcie na bieżąco. Oczywiście w tych wczorajszych rozmowach, najbardziej gorących, liderów PiS i Solidarnej Polski Jarosław Gowin nie uczestniczył, ale i z jednym, i z drugim liderem jest w stałym kontakcie.

A to już jest pewne, że Jarosław Gowin wraca do rządu i będzie tam ministrem oraz wicepremierem?

To jest analogiczna sytuacja i odpowiedź analogiczna do pytania o rolę w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Jeżeli Porozumienie znajdzie się w rządzie, to tylko od decyzji szefa Jarosława Gowina zależy to, czy on też w rządzie się znajdzie. Z tego co wiem, Jarosław Gowin podjął decyzję o powrocie do rządu.

W takim razie, który resort miałby objąć Jarosław Gowin?

Nie będziemy informować, bo ja też nie jestem upoważniony do tego... Negocjacje są dzisiaj zawieszone. Takie konkretne negocjacje o umowie koalicyjnej, dopóki nie zostaną zakończone i zostanie ich efekt zaprezentowany przez liderów partii koalicyjnej, zapewne przy udziale również premiera Mateusza Morawieckiego, to ja nie jestem upoważniony do tego, żeby kogokolwiek o przebiegu tych negocjacji informować, ale w informacjach, które państwo posiadacie, jest sporo prawdy jeśli chodzi o resort tzw. gospodarki.

Czyli resort gospodarki. Jeśli ja dobrze liczę, to jest trzeci, a właściwie niemalże czwarty resort, który miałby objąć Jarosław Gowin. Mówię: niemalże, bo miał być przecież ministrem obrony, a był już ministrem sprawiedliwości oraz ministrem nauki. Naprawdę, chylić czoła przed takim talentem.

Nie wiem, czy pan redaktor chce ujmować interdyscyplinarności filozofom.

Nie chciałbym, broń Boże. Cieszę się, że mamy takich, tak doskonale przygotowanych do pełnienia każdej, zupełnie każdej, funkcji, polityków. A proszę mi w takim razie powiedzieć, co z Jadwigą Emilewicz.

To się okaże. To jest też przedmiot negocjacji rządowych. W zależności od tego, ile ministerstw przypadnie Porozumieniu, będzie można rozmawiać również o przyszłości Jadwigi Emilewicz. Jeśli więcej niż jedno ministerstwo...

Pan ma jakieś wątpliwości, że więcej niż jedno?

To wszystko zależy od tego, ile będzie ministerstw ogółem. Negocjacje też w tym kierunku zmierzają. Jeżeli będzie ostre cięcie liczby ministerstw, to siłą rzeczy przypadnie nam zapewne jedno. Jeżeli do tego cięcia nie dojdzie, to pewnie będziemy rozmawiali o dwóch. Jeżeli przypadnie nam jedno jako Porozumieniu i szef naszej partii podejmie decyzję o powrocie do rządu, to jest oczywiste, że ma do tego pierwszeństwo. Inaczej oznaczałoby to, że nie ma poparcia we własnej partii, a tak nie jest.

Ja nie pytałem o szefa, tylko pytałem o Jadwigę Emilewicz. I co z nią dalej?

Myślę, że jak skończymy negocjacje i będzie zaprezentowany pełen kształt rządu, to również będzie okazja wtedy, żeby bardzo konkretnie porozmawiać...

Czyli nic dla niej. Rozumiem, a proszę w takim razie powiedzieć, czy Jadwiga Emilewicz była wzywana na dywanik, jak twierdziła prasa? Na dywanik w Porozumieniu, jeśli w ogóle macie jakieś dywaniki.

Nie.

Nie macie dywaników?

Dywanik by się znalazł jakiś, to zawsze można rozłożyć, jak jest taka potrzeba, ale absolutnie nie jest prawdą, żebyśmy wyciągali jakieś konsekwencje czy były prowadzone jakiekolwiek rozmowy dyscyplinujące z posłami, którzy głosowali tak czy inaczej, ponieważ nie ustaliliśmy dyscypliny przed głosowaniem.

Jak to nie ustalaliście dyscypliny, skoro wszyscy się wstrzymaliście? To chyba jednak była jakaś dyscyplina.

Nie wszyscy, bo...

Niemalże.

...dwóch moich kolegów zagłosowało "przeciw" i Jadwiga Emilewicz zagłosowała "za". I my to wszystko wiedzieliśmy przed głosowaniem, ponieważ zrobiliśmy sobie taką krótką odprawę, na której każdy powiedział, jak będzie głosował i czym swoje głosowanie motywuje. My uznaliśmy, że to jest głosowanie zawierające bardzo ważny element światopoglądowy, a w głosowaniach zawierających elementy światopoglądowe dyscypliny nie wprowadzamy.

Zna pan oczywiście lekiem takie powiedzenie, które stało się modne, bo rozpropagowali je ostatnio posłowie PiS-u, że "ogon merda psem". Nie ma pan takiego wrażenia, że można by to przełożyć również na relacje koalicyjne, gdzie psem będzie PiS, a tym ogonem, który próbuje nim merdać, m.in. Porozumienie?

Po pierwsze, my nie jesteśmy żadnym ogonem. Po drugie, nie mamy zamiaru merdać niczym. Znamy proporcje polityczne. Wiemy, że PiS jest największym podmiotem w naszej koalicji i nie mamy zamiaru narzucać...

Chyba nie do końca znacie te proporcje.

Ale też nie jesteśmy ogonem na tej zasadzie, że nie pozwalamy nikomu sobie merdać, albo chować się pod kogoś, albo merdać, nie merdać, wznosić, opadać. Jesteśmy samodzielnym bytem politycznym. Panie redaktorze, widział pan kiedyś psa bez ogona?

Widziałem.

A co temu psu widać?

Panie pośle, trzymając się pańskiego barwnego porównania, moglibyśmy zajść w rejony, w które nie powinniśmy zachodzić, mam takie wrażenie, niemniej jednak, a propos waszego samodzielnego bytu politycznego. Myśmy policzyli. 18 posłów Porozumienia dostało razem w tych wyborach 260 000 głosów. To jest potęga.

Nie ma to znaczenia.

Sam Jarosław Kaczyński dostał tyle samo. Mniej więcej.

Nie ma to znaczenia, panie redaktorze. Pan doskonale wie o tym, że w sytuacji, kiedy na liście w każdym okręgu mieliśmy wystawionego jednego kandydata, no to sumowanie tych głosów jest absolutnie bez sensu. Bo to jest sumowanie jednego kandydata z dwudziestokilkuosobowej listy Porozumienia do dwudziestu kilku kandydatów naszych koalicjantów. Tak naprawdę, my bylibyśmy w stanie zważyć to, ile ważymy, ocenić to, ile ważymy realnie w polityce, kiedy startowalibyśmy pod własnym szyldem i prowadzilibyśmy kampanię wyborczą.

Pan by akurat na tej walce nie stracił, bo pan dostał więcej głosów niż Jarosław Gowin.

Jest mi miło z tego powodu i wszystkim z moich kilkunastu tysięcy wyborców dziękuję przy tej okazji, z Głuchołaz.

Ale wracając jednak do waszej wagi. Może jednak jest coś na rzeczy w tym, co mówi Joachim Brudziński, że skoro chcecie rządzić, to wygrajcie wybory.

To panie redaktorze, ja mówię jeszcze raz, że my akceptujemy proporcje, które występują w Zjednoczonej Prawicy. Ale ktoś złośliwy od nas mógłby odwrócić pytanie i powiedzieć tak samo: skoro chcecie rządzić, to wygrajcie wybory. Bo wcześniej to się nie udawało.


Artykuł pochodzi z kategorii: Poranna rozmowa w RMF FM

Edyta Bieńczak

Maciej Nycz

Karol Pawłowicki

Robert Mazurek

Jonasz Jasnorzewski