"Z Putinem o zakończeniu wojny rozmawiać nie można, dlatego że do tanga trzeba dwojga. On nie jest zainteresowany negocjacjami i rozwiązaniem kompromisowym. Stanowisko Putina jest nie do przyjęcia ani dla Ukrainy, ani dla Zachodu, bo polega na przejęciu części wschodniej Ukrainy, a najlepiej w ogóle zdominowaniu całej Ukrainy" - mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF FM prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych dr Małgorzata Bonikowska. Podkreśliła, że do zakończenia konfliktu konieczne jest pokazanie Rosjanom, że nie mogą tej wojny wygrać. "Dopiero przesądzenie na polu walki, ewidentne sukcesy armii ukraińskiej, mogą dać do myślenia Rosjanom, a zwłaszcza wierchuszce na Kremlu, że po prostu tej wojny nie da się wygrać, bo oni do tej pory nie przyjmują tego do wiadomości" - mówiła.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Bonikowska: Z Putinem o zakończeniu wojny rozmawiać nie można, bo do tanga trzeba dwojga

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Bonikowska: Z Putinem o zakończeniu wojny rozmawiać nie można, bo do tanga trzeba dwojga

Doktor Bonikowska mówiła także, że Zachód zaczyna coraz częściej mówić o możliwości skrócenia konfliktu. Konieczne jest jednak doprowadzenie do sytuacji, w której przystopowane będą imperialistyczne ambicje Rosji. "Zachód chce też dać sygnał światu, że nie ma zgody na taką politykę nigdzie indziej. Gramy więc o ogromną stawkę - o to, by w tym roku nie doszło do przesilenia na stronę Rosji, ale najlepiej, jakby doszło do przesilenia militarnego, przesądzenia wojny, po stronie ukraińskiej" - mówiła.

Zachód nie chce także dojść do momentu, gdy nie będzie w stanie przekazywać Ukrainie więcej broni. "Przemysł zbrojeniowy Zachodu ledwo zipie i po prostu nie jest w stanie dostarczyć tego wszystkiego na front natychmiast, na to potrzeba czasu" - mówiła, podkreślając, że część krajów nie będzie chciała się pozbywać sprzętu dla własnego bezpieczeństwa.

Wskazała także, że najbliższe dni będą bardzo istotne, chociażby ze względu na rocznicę wybuchu wojny. "Rosjanie bardzo lubią rocznice i na pewno dla nich 24 lutego to jest moment ważny, dla Putina osobiście, bo to też jest jego wojna, jego autorytet zaangażowany w to. On niewątpliwie będzie chciał, by Rosjanie czuli się dumni, żeby nie mieli żadnej wątpliwości, że jednak oni wygrywają, choć to nie jest prawda. Jednocześnie myślę, że to jest wewnętrzne konsolidowanie wokół niego obozu władzy. On gra o wszystko, on nie może tej wojny przegrać" - podkreślała rozmówczyni Piotra Salaka.

Dr Bonikowska: Społeczeństwa europejskie stoją murem za Ukrainą

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Piotr Salak pytał o nastawienie społeczeństw: europejskiego i amerykańskiego do wojny w Ukrainie - czy po roku nastąpiły jakieś zmiany? "Myślę sobie, że ludzie swoją mądrość mają i np. badania Eurobarometru nie wskazują na to, żeby europejska opinia publiczna miała jakiekolwiek zaburzenia poznania. Ludzie wiedzą dokładnie o co chodzi i stoją murem dalej za Ukrainą" - przekonywała ekspertka.

Przyznała zarazem, iż zarówno w Europie, jak i w USA, ludzie obawiają się eskalacji konfliktu w Ukrainie. "W tym sensie propaganda rosyjska odnosi sukcesy, dlatego, że to, iż Rosja jest mocarstwem nuklearnym, i to, że się mówi, iż Putin może być zdesperowany, przyciśnięty do muru - nie wiadomo co taki wariat zrobi, to działa. Ludzie rzeczywiście boją się, że to może być III wojna światowa" - tłumaczyła Bonikowska.

W związku z tym - jak dodała - społeczeństwa zachodnie mogą wywierać presję na rządy swych krajów, aby starać się zakończyć wojnę.

Dr Bonikowska: Społeczeństwo niemieckie jest bardziej proukraińskie niż kanclerz Olaf Scholz

Zwróciła jednocześnie uwagę, że w niektórych krajach - choćby w Niemczech - społeczeństwo jest bardziej proukraińskie niż kanclerz. "Tu akurat jest odwrotna presja (...) Niemcy są bardzo krytyczni wobec swojego kanclerza, nie wiedzą dlaczego on tak bardzo się upiera" - dodała prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Bardziej skomplikowana jest - według niej - sytuacja w USA. "Tam nie tyle jest na szali poparcie dla Ukrainy, ile skala zaangażowania. Stany Zjednoczone zaangażowały gigantyczne środki finansowe i oczywiście uzbrojenie, ale przede wszystkim te miliardy dolarów. I tutaj Amerykanie mogą się po pierwsze różnić w ocenie skali - czy to jest potrzebne w takiej skali, a po drugie Ukraina jest jednak daleko, a w USA - bardzo duże potrzeby" - tłumaczyła Bonikowska.

Dr Bonikowska: Biden zapowiadał: "America is back" i to się sprawdziło w obliczu konfliktu w Ukrainie

W ocenie dr Bonikowskiej w konflikcie w Ukrainie nadspodziewanie sprawdziła się prezydentura Joe'go Bidena. "Biden stanął na wysokości zadania" - powiedziała ekspertka. Przypomniała, że na początku kadencji obecnego prezydenta USA postrzegano jako wiekowego polityka, u schyłku kariery, pozbawionego charyzmy. "Doświadczenie Bidena - 40 lat w Senacie, także jego wiceprezydentura (przy Baracku Obamie - przyp. red.) bardzo pomogły w chłodnej ocenie sytuacji i bardzo jasnym przyjęciu przywództwa świata zachodniego. To, co Biden zapowiadał - 'America is back' i to się sprawdziło. Ameryka rzeczywiście wróciła" - zaznaczyła prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Dr Bonikowska: Komisja Europejska stanęła na wysokości zadania

Piotr Salak poprosił też o ocenę funkcjonowania Unii Europejskiej w obliczu wojny w Ukrainie. "Myślę, iż znacznie gorzej by nam poszło, gdyby nie przywództwo amerykańskie. Unia Europejska jest z definicji takim projektem, gdzie żaden z krajów ma nie odgrywać pierwszoplanowej roli i to jest pewna słabość projektu europejskiego, nad którą musimy się zastanowić. 27 krajów to bardzo dużo (...), więc skoordynowanie tego jak myślą poszczególne stolice co zrobić w danej sytuacji jest bardzo trudne" - zauważyła dr Bonikowska.

Jej zdaniem jednak, w obliczu wojny na wysokości zadania stanęła Komisja Europejska. "Wszystkie pakiety sankcji proponowane przez Komisję Europejską udało się uzgodnić, co - podkreślam - wymaga jednomyślności" - przypomniała ekspertka. Jak dodała, po raz pierwszy w historii UE dokonała zakupów sprzętu wojskowego. "Tu z kolei przydało się doświadczenie z pandemii, gdzie zarówno w obszarze zdrowia, jak i obronności Unia nie ma kompetencji. Wykorzystała jednak pewne mechanizmy" - zaznaczyła dr Bonikowska.

W Popołudniowej rozmowie w RMF FM padło też pytanie dlaczego w Polsce wciąż nie ma stałych baz NATO. Dr Bonikowska zwróciła uwagę, iż USA, od wielu lat zresztą, nie palą się do bycia "policjantem świata" i starają się zachęcić partnerów w Europie do zwiększenia zaangażowania na rzecz swego bezpieczeństwa. "Amerykanie spodziewają się ponadto, iż pomimo tragizmu tych wydarzeń, wojna w Ukrainie nie musi być tą ostatnią, którą będą prowadzili i nie musi to też być ten najważniejszy teatr działań" - dodała prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.