Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej pozwą państwo. Czauderna: To będzie największa taka akcja w powojennej Polsce

Środa, 24 lutego (18:02)
Aktualizacja: Środa, 24 lutego (19:59)

„Kilkuset przedsiębiorców z branży gastronomicznej przystąpiło do pozwu zbiorowego przeciwko Skarbowi Państwa. Zamierzamy do końca marca zebrać około tysiąca przedsiębiorców. Pod względem ilości będzie to największy pozew w powojennej Polsce” – powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Jacek Czauderna. "Pierwszy etap pozwu to uznanie niekonstytucyjności zamykania branży gastronomicznej. Jeżeli wygramy ten pierwszy proces w sądzie, wtedy każdy przedsiębiorca przygotuje kalkulator do wyliczenia strat. Mogą być to kwoty idące w miliardy złotych" - dodał prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.

Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej pozwą państwo. Czauderna: To będzie największa taka akcja w powojennej Polsce /RMF FM

Problemy branży gastronomicznej były tematem Popołudniowej rozmowy. Marcin Zaborski gościł w studiu RMF FM Jacka Czaudernę, prezesa Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. Nasz rozmówca przyznał, że nie rozumie decyzji o zamykaniu lokali gastronomicznych w Polsce. 

Czauderna powiedział ponadto, że w pozwie zbiorowym, który izba przygotowuje, nie chodzi tylko o odszkodowania. 

Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej pozwą państwo. Czauderna: To będzie największa taka akcja w powojennej Polsce


Rząd robi z nami, co chce, bo nie mówimy jednym głosem. Więc nasz cel w czasie pandemii to jest silna integracja przedsiębiorców, praca razem nad wypracowaniem przyjaznego podatkowo państwa dla przedsiębiorców - oświadczył.

„Do 31 marca chcemy zebrać 650 przedsiębiorców do pozwu zbiorowego. Rząd robi z nami, co chce. Musimy się zintegrować” /RMF FM

Stwierdzenia rządu, że gastronomia czy np. branża fitness jest przyczyną zachorowań, nie jest do końca prawdą. Gastronomia nie działa w 80 procentach - zaznaczył Czauderna. 

Proszę zauważyć, że jesteśmy zamknięci w drugim lockdownie od 23 października. Zachorowania rosną i maleją, jest cały czas fluktuacja tych zachorowań, a gastronomia cały czas jest nieczynna - wskazał.

Gość Marcina Zaborskiego odniósł się także do amerykańskich badań, na których rząd oparł swoją decyzję o zamknięciu restauracji i barów. 

Amerykańskie badania pokazują zachorowania w amerykańskiej gastronomii, gdzie konsumpcja poza domem to jest około 70-80 proc. Taka konsumpcja Polsce to jest niecałe 10 proc. Porównujemy trochę jabłko do gruszki i mówimy, że tak samo smakuje. Nie porównywałbym kompletnie mechaniki zakażeń koronawirusem w Ameryce do Polski - skomentował Czauderna. 

"Hekatomba gastronomii jest faktem"

Hekatomba gastronomii jest już faktem. Według naszych szacunków, ok. 5-6 tys. lokali gastronomicznych już zamknęło swoją działalność na stałe. I ta tendencja będzie rosła - powiedział Czauderna. 

„Hekatomba gastronomii jest faktem. Według GUS ponad 60% lokali gastronomicznych jest w zapaści finansowej” /RMF FM


Myślę, że nie ma paniki. Bardziej jest już teraz zniechęcenie i depresja. Ludzie po prostu nie widzą przyszłości. Brak dialogu z rządem i pokazywania pewnych mechanizmów, dzięki którym możemy krok po kroku odmrażać gastronomię, powoduje z jednej strony zrozpaczenie, a z drugiej wściekłość przedsiębiorców, bo obserwują pewne branże gastronomiczne, które świetnie funkcjonują - dodał prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. 

„Nie ma paniki. Jest zniechęcenie i depresja” /RMF FM


Czauderna doprecyzował też, że chodzi o przedsiębiorstwa gastronomiczne, w których udziały ma państwo. 

Ani jednego dnia nie była zamknięta restauracja na kółkach, znana w całej Polsce pod marką Wars. Funkcjonuje cały czas, gdzie zachowanie dystansu półtora metra jest niemożliwe - przyznał w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Jacek Czauderna.

Na pytanie do pani wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olgi Semeniuk, dlaczego Wars cały czas działa, pani Semeniuk była bardzo zdziwiona i powiedziała, że to sprawdzi. Ta rozmowa była między nami chyba około dwa i pół miesiąca temu - dodał prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.

„Wars” nie był zamknięty nawet na jeden dzień. Działają wszystkie biznesy, gdzie monopol ma państwo /RMF FM

Kolejna sprawa: działały większość czasu kasyna. Działa też gastronomia na promach. Czyli wszystkie biznesy, w których monopol państwa ma udział albo jest właścicielem, działają i nic wielkiego tutaj się nie dzieje - zaznaczył gość Marcina Zaborskiego. 

Przeczytaj rozmowę Marcina Zaborskiego z Jackiem Czauderną

Marcin Zaborski, RMF FM: "To będzie największy pozew zbiorowy przeciwko skarbowi państwa w historii powojennej Polski" - tak przynajmniej mówicie. I szykujecie się na sądową batalię - restauratorzy kontra państwo. Największy pozew, dlatego że będzie najwięcej firm, czy dlatego, że będziecie walczyć o największe pieniądze?

Jacek Czauderna: Proszę państwa, na pewno będzie bardzo dużo przedsiębiorców, którzy przystąpią do pozwu. Na chwilę obecną mamy już kilkuset przedsiębiorców, którzy do pozwu zbiorowego przystąpili. Zamierzamy do końca marca zebrać około 1000 przedsiębiorców, którzy przystąpią do pozwu zbiorowego, więc niewątpliwie pod względem ilości będzie to największy pozew zbiorowy w powojennej Polsce.

I o jakie pieniądze zamierzacie walczyć w sądzie?

Pierwszy etap pozwu to jest generalnie uznanie co do zasady niekonstytucyjności zamykania branży gastronomicznej. Jeżeli wygramy ten pierwszy proces w sądzie, wtedy każdy przedsiębiorca przygotuje kalkulator, wyliczenia straty. O jakich pieniądzach mówimy? No mogą być to kwoty idące w miliardy złotych. Ja myślę, że branża gastronomiczna w grupie przedsiębiorców wykluczonych, czyli tych przedsiębiorców, którzy otworzyli swoje biznesy tuż przed pandemią i przedsiębiorcy, można powiedzieć pominięci teraz poprzez manipulacje klasyfikacją działalności gospodarczej, mówię tutaj o tarczy PFR 2, to też jest kilkanaście tysięcy przedsiębiorstw, które nie mogły liczyć na żadną pomoc w tej drugiej subwencji PFR-u. Mówimy o kilkunastu miliardach złotych.

Chcecie, żeby państwo zapłaciło za, cytuję z waszej strony, "utracone korzyści oraz koszty działań dostosowujących przedsiębiorstwo do funkcjonowania w ramach wprowadzonych ograniczeń epidemicznych". To znaczy, że zgodnie z waszym pomysłem firmy gastronomiczne miałyby dostać tyle pieniędzy, ile by zarobiły, gdyby epidemii nie było. To brzmi trochę tak, jakbyście chcieli być wciąż piękni, młodzi i bogaci, mimo wszystko, niezależnie od tego, co się dzieje na świecie.

Ja myślę, że pierwszy temat, który jest poza sporem, a który będzie rozstrzygał oczywiście niezawisły sąd, to jest temat nie tyle utraconych korzyści, co straty, jakie poniosła gastronomia w wyniku zamknięcia. Nie rozumiemy zamykania gastronomii. Proszę zauważyć, że jesteśmy zamknięci w drugim lockdownie od 23 października. Zachorowania rosną, maleją, jest cały czas fluktuacja tych zachorowań, a gastronomia cały czas jest nieczynna. Więc stwierdzenia obecnego rządu, że gastronomia jest przyczyną zachorowań, czy np. branża fitness, hotele otwierane, zamykane nie jest chyba do końca prawdą. Ponieważ gastronomia nie działa w 80 proc. z 76 tys. lokali gastronomicznych, które były otwarte przed pandemią.

Nie, no rząd mówi, że, gdybyście byli otwarci, gdyby restauracje, kawiarnie, bary były otwarte, to byłoby jeszcze gorzej, niż jest teraz.

A skąd takie stwierdzenia, panie redaktorze?

Rząd odsyła do amerykańskich badań m.in., sprzed roku, mniej więcej, które to pokazywały.

Amerykańskie badania, czy teorie na podstawie raportu konsultingowej firmy przede wszystkim pokazują zachorowania w amerykańskiej gastronomii, gdzie konsumpcja poza domem to jest około 70-80 proc., czyli tylu konsumentów, tylu ludzi wychodzi i konsumuje poza domem. Konsumpcja poza domem w Polsce to jest niecałe 10 proc. Porównujemy troszeczkę jabłko do gruszki. Mówimy, że tak samo smakuje. Nie porównywałbym kompletnie mechaniki zachorowania na koronawirusa Ameryki do Polski.

To zamykając ten wątek, wątek pozwu. Panie prezesie, ten pozew będzie naprawdę, czy to jest tylko taki chwyt marketingowy, chwyt piarowski, żeby ściągnąć do was, do Izby Gospodarczej kolejnych przedsiębiorców z branży?

To nie jest żaden marketingowy chwyt. Gastronomia Polska podpisała umowę z kancelarią "Jacek Dubois i prawnicy". Musimy zebrać minimum 650 przedsiębiorców, żeby opłacić wszystkie koszty związane z przystąpieniem do pozwu. Powiem więcej, gdyby tak się wydarzyło, że będzie uchwalona ustawa o odszkodowaniach, tak - wtedy tego pozwu nie złożymy, ale pieniądze wpłacone przez przedsiębiorców na ten pozew zostaną im zwrócone. Jest to niewielka kwota, bo jest to 650 zł od firmy, która przystępuje do pozwu zbiorowego. Ale nawet i te pieniążki zostaną zwrócone do przystępujących do pozwu.

Czy wasza Izba Gospodarcza popiera tych, którzy otwierają restauracje, bary kawiarnie, mimo rządowych obostrzeń, restrykcji, ograniczeń?

Wydaliśmy oświadczenie, które formułuje jasno, że przedsiębiorcy, którzy nie dostali złotówki od państwa, bo byli właśnie tymi firmami wykluczonymi albo przedsiębiorcy, którzy jak my wszyscy - ja mam też swoje restauracje - zostaliśmy zamknięci w drugim lockdownie bez PKD, a teraz przydziela się pomoc po PKD, uważam, że mają pełne prawo do otwierania swoich biznesów.

I pan chodzi do takich restauracji, które się otwierają i oferują miejsca przy stolikach

Myślę, że jak byśmy, powiedzmy dzisiaj obserwowali, co się dzieje w Polsce i na świecie, wiele rynków europejskich i nie tylko, otworzyło gastronomię. Nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby otworzyć gastronomię na świeżym powietrzu.

Ale ja pytam o to, czy pan chodzi do restauracji i siada przy stoliku, żeby zjeść obiad, kolację - tam, gdzie to jest możliwe, bo właściciel się na to zdecydował?

Tak, jeżeli właściciel się na to zdecydował i trzyma reżim sanitarny, który sobie, za przeproszeniem sam wymyślił, niech to robi, bo może co trzeci stolik otworzyć. I będzie zachowany dystans.

Pytanie, ile jest takich miejsc, ile jest takich firm, bo o tych liczbach chciałbym krótko porozmawiać. Bo wasza izba twierdziła, że mimo zakazu w styczniu otworzyło się 20 tys. różnych lokali w całej Polsce. Wyście to naprawdę policzyli, czy wzięliście tę liczbę z kapelusza?

Były to szacunki, panie redaktorze. Pod uwagę były wzięte lokale, które prowadziły na wynos, wywozy czy odbiory własne.

Nie, nie. To była mowa o lokalach, które otworzyły się mimo obostrzeń, po to, żeby przyjąć u siebie klientów, w środku, w lokalu.

Wie pan, były takie szacunki, kiedy były wielkie strajki w wielu regionach Polski. Czy tak dokładnie było, nie mogę powiedzieć, bo nie policzyliśmy precyzyjnie wszystkich lokali.

Sekretarz generalny zarządu waszej Izby podawał taką liczbę. Mówił o 20 tys. otwartych lokali, wtedy, kiedy ministerstwo mówiło, że 150 może 200 firm postanowiło się otworzyć.

Myślę, że otworzyło się na pewno więcej niż 200 firm w Polsce. Powiem więcej, ani jednego dnia nie była zamknięta restauracja na kółkach, znana w całej Polsce pod marką "Wars". Funkcjonuje cały czas, gdzie zachowanie 1,5 m dystansu jest niemożliwe. Kolejna sprawa - działały znakomitą większość czasu kasyna, i z tego, co wiem, działają teraz też. Działa też gastronomia na promach. Czyli wszystkie biznesy, w których monopol państwa ma udziały albo jest właścicielem działają, funkcjonują i nic wielkiego tutaj się nie dzieje. Na pytanie do pani minister Semeniuk, dlaczego "Wars" cały czas działa, pani Semeniuk była bardzo zdziwiona i powiedziała, że sprawdzi. Ale ta rozmowa była między nami, no chyba dwa i pół miesiąca temu. 






   

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Popołudniowa rozmowa w RMF FM

Malwina Zaborowska

Marcin Zaborski

Karol Pawłowicki

Jonasz Jasnorzewski

Katarzyna Wójcik