Marcin Przydacz o wizycie Bidena w Polsce: To nie jest ten etap, na którym należy decydować o datach

Środa, 20 stycznia (18:02)
Aktualizacja: Środa, 20 stycznia (18:39)

"Jest potrzeba, żeby ta administracja okrzepła, zasiadła w swoich biurkach. To nie jest ten etap, na którym należy decydować o datach przyszłych wizyt" - mówi wiceszef MSZ Marcin Przydacz, pytany o to, czy ekipa premiera Morawieckiego lub też prezydenta Dudy zabiegała już o spotkanie z nowym prezydentem USA Joe Bidenem. Gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM dodał, że "jeśli będą ku temu potrzeba i wola, to zaproszenie (dla Joe Bidena – red.) będzie raz jeszcze wysłane".

Marcin Przydacz o wizycie Bidena w Polsce: To nie jest ten etap, na którym należy decydować o datach /RMF FM

Wiceminister Przydacz podkreślił także, że nie ma żadnych powodów, by podważać wynik wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. "Wybory były uczciwe, prezydentem jest Joe Biden" - oświadczył. W ten sposób odniósł się do słów byłego szefa polskiej dyplomacji Witolda Waszczykowskiego, który mówił o "bagażu nieuczciwych wyborów". "Europoseł Witold Waszczykowski jest politykiem. Ma prawo do swoich własnych opinii. Nie jest to stanowisko polskiego rządu" - stwierdził.    

Marcin Przydacz o wizycie Bidena w Polsce: To nie jest ten etap, na którym należy decydować o datach

Dziennikarz RMF FM Marcin Zaborski w dalszej części rozmowy poruszył temat szczepionek przeciw Covid-19, jakie Polska miała kupić od USA. Dostawę szczepionek obiecał były już prezydent Donald Trump w trakcie rozmowy z głową państwa polskiego Andrzejem Dudą. "Rozmowy prowadził sam prezydent w czasie jego wizyty (w Waszyngtonie - red.) oraz kancelaria prezydenta, odpowiedzialna za politykę międzynarodową. Całość tej rozmowy to jest aktywność prezydenta Andrzeja Dudy i osób, które odpowiadały za realizację tej wizyty" - oświadczył wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych.  

Przydacz: Rozmowy z Amerykanami o szczepionkach dla Polski prowadził sam pan prezydent Duda /RMF FM

To była tylko zagrywka przed I turą wyborów prezydenckich w Polsce? - dopytywał nasz dziennikarz. "Nie. To jest zbyt duże uproszczenie" - mówił Przydacz, argumentując, że dyskusja z Amerykanami stała się bezprzedmiotowa w momencie, kiedy Polska przystąpiła do zakupu szczepionek w ramach umów podpisywanych przez Unię Europejską.  

Przydacz: Ostatnie decyzje w relacjach polsko-amerykańskich zostaną utrzymane

"Te decyzje, które zostały podjęte w ostatnim czasie w relacjach polsko-amerykańskich, zostaną utrzymane" - mówił Marcin Przydacz w internetowej części Popołudniowej rozmowy RMF FM, odpowiadając na pytanie, czy po zmianie prezydenta USA Polska może być nadal pewna, że kontyngent żołnierzy amerykańskich zostanie zwiększony tak, jak zapowiadał to Donald Trump.

Decyzje o obecności wojsk amerykańskich w Polsce podjęte ostatnio, zostaną utrzymane /RMF FM

Wiceminister zastrzegł jednak, że do Polski wcale nie muszą trafić żołnierze wycofywani z Niemiec: "Nie było nigdy takiej dyskusji, żeby te konkretne jednostki, ci konkretni żołnierze i oficerowie mieli z Niemiec przejeżdżać do Polski. Równie dobrze mogą to być żołnierze, którzy przyjadą z innych części świata, z samych Stanów Zjednoczonych".

"Grupa ambasadorów ma mieć charakter polityczny. Tak, żeby to politycznie decydowano o konieczności wysłania ambasadora. On będzie też ponosił odpowiedzialność polityczną za zrealizowanie interesów Rzeczypospolitej" - mówił o projekcie ustawy o służbie zagranicznej wiceminister spraw zagranicznych. Na pytanie, dlaczego ten rządowy projekt nie doczekał się konsultacji, Przydacz odparł: "Posłowie będą mieli możliwość doprecyzowania wszelkich przepisów. Jeśli ten projekt nie spotka się z akceptacją większości w parlamencie, z całą pewnością będzie zmieniany." 

Według projektu ustawy o służbie zagranicznej ambasador nie musi mieć wyższego wykształcenia. Dlaczego? /RMF FM

(...)

Marcin Zaborski: Panie ministrze, czy MSZ pracuje nad wizytą premiera Morawieckiego albo prezydenta Dudy w Białym Domu, u prezydenta Bidena?

Marcin Przydacz: Panie redaktorze, przed momentem został zaprzysiężony nowy prezydent Stanów Zjednoczonych. Jest potrzeba, żeby ta administracja okrzepła, zasiadła w swoich biurkach. My w tzw. międzyczasie, oczywiście aktywnie z nimi nawiązywaliśmy kontakty, zarówno w bezpośrednim otoczeniu Joe Bidena, jak i w takim jego dalszym, eksperckim otoczeniu.

No właśnie, czy na tym etapie zabiegaliśmy o spotkanie z Joe Bidenem?

To nie jest ten etap, na którym już należy decydować o datach przyszłych wizyt. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z wielkim, naszym globalnym wyzwaniem, jakim jest walka z pandemią. Oczywistym jest, że do jak najszybszych kontaktów bezpośrednich naszych decydentów politycznych chcielibyśmy, aby doszło.

I czy to znaczy, że za chwilę wyślemy oficjalne zaproszenie dla prezydenta Joe Bidena do odwiedzenia Polski?

Z tego co pamiętam, w korespondencji gratulacyjnej, jaką przesłał pan prezydent Andrzej Duda, pośród szeregu takich podsumowujących rzeczy, dotyczących polsko-amerykańskich stosunków, pośród planów na przyszłość, tak jak je widzi pan prezydent Duda, również znalazło się zaproszenie. Więc to zaproszenie dla prezydenta Stanów Zjednoczonych w zasadzie jest zawsze otwarte.

Jasne, ale teraz jest już prezydentem, nie tylko prezydentem elektem. Jest już prezydentem Stanów Zjednoczonych, zaprzysiężonym. Rozumiem, że w dyplomacji takie potwierdzenie, ponowienie zaproszenia następuje, jak najbardziej?

To już będzie oczywiście decyzja pana prezydenta Andrzeja Dudy, w jakiej formule będzie realizował to ponowienie zaproszenia. Ale jeśli będą ku temu - potrzeba i wola, a jest taka oczywiście potrzeba i wola, obiektywna, to oczywiście to zaproszenie będzie raz jeszcze wysłane.

Jest taka potrzeba i wola, żeby Polskę odwiedziła też np. wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Kamala Harris?

To już będzie decyzja samych Amerykanów, czy administracji amerykańskiej, w jakiej formule. Oczywiście pierwszym kontaktem powinien być zawsze szef administracji, czyli prezydent. Wiceprezydent jest tylko zastępującym prezydenta. Więc tak, jak pierwszą wizytę złożył Donald Trump w Polsce, a Mike Pence tylko w wypadku, w którym Donald Trump tej wizyty złożyć nie mógł...

Odwołał. I dlatego przyjechał wtedy wiceprezydent.

...tak myślę, że tutaj w pierwszej kolejności powinniśmy zabiegać o wizytę samego Joe Bidena.

A czy Joe Biden, pana zdaniem, wygrał w uczciwych wyborach?

Nie mam żadnych informacji ani dowodów świadczących, czy w jakikolwiek sposób podważających uczciwość tych wyborów. W moim przekonaniu i myślę, że w przekonaniu całości polskiego rządu wybory w Stanach Zjednoczonych były uczciwe. Prezydentem, już dziś zaprzysiężonym, jest Joe Biden.

Ale są politycy w pana otoczeniu, pana koledzy polityczni, którzy mówią coś zupełnie innego. Jedną z takich osób, która mówi o tym, że ten bagaż, ciężar nieuczciwych wyborów będzie się ciągnął za Joe Bidenem, jest Witold Waszczykowski, były szef MSZ-u. Dziś europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

Bardzo się cieszę, że pan redaktor podkreśla, że to jest były szef MSZ-u. Tak, jak powiedziałem, stanowisko polskiego rządu jest jasne - nie ma żadnych podstaw do tego, aby podważać wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych. Pan minister, pan europoseł Witold Waszczykowski jest politykiem, ma prawo do swoich własnych opinii.

I pana zdaniem on się myli, po prostu.

Jeżeli są jakiekolwiek tego typu twierdzenia, to należałoby je udowodnić, czy przynajmniej wskazać jakieś przyczyny. Z tego, co słuchałem w dzisiejszym wywiadzie pana europosła Waszczykowskiego, mówi, że sam nie zna takich dowodów, ale takie ma przypuszczenie.

No, mówi o tym także Donald Trump, panie ministrze. Rozumiem, że pana były prezydent Stanów Zjednoczonych nie przekonał, że te wybory nie były uczciwe?

Cały czas powtarzam, panie redaktorze, to są słowa, to są oświadczenia. Rozumiem, że wynikające z jakiegoś takiego przekonania wewnętrznego, ale do jakiejkolwiek dyskusji należałoby mieć jakieś twarde dowody. Ja takich dowodów nie znajduję i ich nie widziałem. W związku z tym ta dyskusja jest w ogóle bezprzedmiotowa.

Panie ministrze, w takim razie idźmy dalej. Kto w Ministerstwie Spraw Zagranicznych prowadził rozmowy, negocjacje z Amerykanami na temat zakupu, dostaw szczepionek, które obiecywał nam Donald Trump?

Tak, jak wskazywał pan prezydent w ostatnim czasie, w trakcie jego wizyty w Waszyngtonie rzeczywiście była dyskutowana możliwość pozyskania szczepionek ze Stanów Zjednoczonych.

To wiemy. Nie o to pytam.

Na późniejszym etapie została podjęta decyzja polityczna w rządzie polskim, żeby tym środkiem, przez który będziemy dokonywać zakupów była Unia Europejska w ramach wspólnej decyzji 27 państw uznaliśmy wspólnie, że to poprzez Unię Europejską będziemy dokonywać zakupów szczepionki.

Świetnie. Ale zanim uznaliśmy, że przez Unię Europejską będziemy dokonywali zakupu, kto prowadził rozmowy z Amerykanami? W MSZ były takie osoby, które negocjowały te dostawy ze Stanów Zjednoczonych?

Rozmowy z Amerykanami tak, jak powtarzam, w kontekście wizyty pana prezydenta prowadził sam pan prezydent, w czasie jego wizyty.

A potem?

Kancelaria pana prezydenta, odpowiedzialna za politykę międzynarodową.

Czyli w MSZ-cie nie znajdę żadnych dokumentów, które potwierdzają, że jakiekolwiek negocjacje w tej sprawie się toczyły?

Tak, jak mówię, całość tej rozmowy z prezydentem Trumpem to jest aktywność pana prezydenta Andrzeja Dudy i tych osób, które odpowiadały za realizację tej wizyty. I ustaleń politycznych wokół tej wizyty.

I to się działo w czasie kampanii wyborczej, kampanii prezydenckiej, tuż przed pierwszą turą wyborów. Jeśli nie było potem żadnych negocjacji, w których MSZ brał udział, mam prawo podejrzewać, że to była tylko taka zagrywka wyborcza?

Nie. Myślę, że to jest zbyt duże uproszczenie. Tak, jak mówiłem. W międzyczasie okazało się, że całość państw Unii Europejskiej, 27 państw Unii Europejskiej, wspólnie dało mandat Komisji Europejskiej do negocjacji z największymi koncernami farmaceutycznymi, mającymi na celu wyprodukowanie szczepionki. I ta droga, decyzją rządu polskiego, ale też w konsultacji z panem prezydentem została wybrana. W związku z tym dyskusja z Amerykanami w tym kontekście stała się już bezprzedmiotowa.

Panie ministrze, dlaczego MSZ chce mieć ambasadorów Polski na świecie, którzy nie mają stopnia magistra i nie znają minimum dwóch języków obcych?

Nie, nie ma takiego wymogu, ażeby ambasador koniecznie nie znał dwóch języków, ani nie miał żadnych ukończonych studiów. Wręcz przeciwnie.

No, nie, nie. Taki zapis znalazł się w projekcie ustawy, przygotowanej w MSZ-cie. W art. 31 tego projektu zapisaliście, że mogą być takie przypadki, że ktoś, kto nie jest magistrem, zostaje ambasadorem Polski na świecie. Naprawdę nie jesteśmy w stanie znaleźć magistrów ze znajomością języków, którzy będą ambasadorami Polski?

Stosuje pan zbyt duże uproszczenie.

Jak zawsze.

Nie ma takiego przepisu w tej ustawie, który mówiłby o wymogu braku studiów wyższych. Mówimy w ustawie o wymogach wobec polskich dyplomatów. I tutaj konieczność znajomości dwóch języków w przypadku dyplomatów zawodowych jest zachowana. Również konieczność przygotowania merytorycznego, łącznie ze skończonymi studiami.

Panie ministrze, wprowadza pan naszych słuchaczy w błąd. Dlatego, że w tej ustawie jest taki podpunkt, który zakłada, że w szczególnie uzasadnionych przypadkach można pozwolić być ambasadorem człowiekowi, który tych wymogów nie spełnia.


Artykuł pochodzi z kategorii: Popołudniowa rozmowa w RMF FM

Joanna Potocka

Marcin Zaborski

Jonasz Jasnorzewski