Dariusz Joński o sprawie Turowa: To problem, który PiS wyhodował sam

Poniedziałek, 20 września (18:02)

„Premier Morawiecki obiecał już w maju, że na poziomie dyplomatycznym dogadamy się z Czechami i nie będziemy musieli tych pieniędzy płacić. Dzisiaj wszyscy jesteśmy zaskoczeni” – mówił Dariusz Joński w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, komentując decyzję TSUE o karach dla Polski za kopalnię w Turowie. Jak dodał, pieniądze, które zapłaci Polska, nie idą do Czechów, ale wspólnego unijnego budżetu, dlatego Czechy również są zainteresowane, aby się dogadać. „Premier Morawiecki powinien wsiąść w samolot i rozmawiać” – stwierdził gość Bianki Mikołajewskiej.

Dariusz Joński o sprawie Turowa: To problem, który PiS wyhodował sam /RMF FM

Dariusz Joński o sprawie Turowa: To problem, który PiS wyhodował sam

To jest problem, który PiS wyhodował sam. Można było tego problemu uniknąć i dużo wcześniej go załatwić. Nie ma teraz innej możliwości - trzeba szukać rozwiązań w dyplomacji - przekonywał poseł.

Joński: Stan wyjątkowy, to zagrywka PiS-u

Bianka Mikołajewska pytała swojego gościa również o komentarz ws. sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. W niedzielę w trzech różnych miejscach przy granicy znaleziono ciała imigrantów. Po stronie polskiej odnaleziono ciała trzech osób, m.in. Irakijczyka - prawdopodobnie ludzie ci zmarli z wychłodzenia. Służby i prokuratura wyjaśniają sprawę.

Z kolei w Gibach na Podlasiu, przy granicy z Litwą, znaleziono grupę trojga obywateli Iraku. Nie wiadomo, jak długo błąkali się po okolicznych lasach. Wskutek skrajnego wychłodzenia jedna osoba zmarła. Pozostałe dwie zostały przetransportowane do szpitali. Teren, na którym znajdowali się migranci, nie jest objęty stanem wyjątkowym.

Wydaje się, że ten stan wyjątkowy jest tylko po to, żeby dziennikarze nie pokazywali tego, co się tam dzieje. Doszło do tego, że cztery osoby zmarły. Mam nadzieję, że niezależna komisja to wyjaśni. Jedna sprawa, to humanitaryzm, a druga to szczelność granic - nie zdaliśmy egzaminu ani z jednego, ani z drugiego - skomentował Dariusz Joński. Zdaniem polityka stan wyjątkowy, to "specjalna zagrywka PiS-u, żeby odciąć dziennikarzy od informacji".

"Nie zdaliśmy egzaminu ani z humanitaryzmu ani ze szczelności granic" /RMF FM

To nie tylko problem Polski, ale całej Unii Europejskiej. Ludzi będą migrować nie tylko ze względu na wojny, ale także na zmiany klimatyczne. Musimy się na to przygotować - dodał poseł.

Joński: "Polexit" dwiema trzecimi głosów w Sejmie? To dobre rozwiązanie

To jest dobre rozwiązanie - mówił poseł Joński, pytany, czy wpisanie do konstytucji konieczności przegłosowania "polexitu" większością 2/3 głosów w Sejmie, to dobry pomysł. Mówimy ‘sprawdzam’ dla PiS-u. Jeżeli jest tak, jak w wywiadzie dla PAP-u mówi Jarosław Kaczyński, to proszę bardzo. Jest przygotowywany wniosek, będzie złożony, możemy głosować na najbliższym posiedzeniu Sejmu. I niech poprą tę zmianę - dodał Joński.

"„Polexit” tylko przy 2/3 poparcia w Sejmie? To dobre rozwiązanie" /RMF FM

Poseł Inicjatywy Polskiej, który razem z posłem Michałem Szczerbą z PO, bada sprawę respiratorów od handlarza bronią, był pytany o to, ile pieniędzy Skarbowi Państwa winien jest dostawca, który miał dostarczyć Polsce urządzenia. 50 mln jest winien. Jeśli nawet licytacja, która odbywa się jutro o godz. 10 się powiedzie, to nadal będzie brakowało 38 mln zł. Nie ma zapłaconego VAT-u, źle były wystawione faktury. Pieniądze były przelane od ręki, respiratorów dalej nie ma - powiedział Joński.

Przeczytaj całą treść rozmowy:

Bianka Mikołajewska: Zacznijmy od dzisiejszego newsa. Rząd mówi, że mimo wysokiej kary - pół miliona euro dziennie - nie zawiesi pracy kopalni w Turowie. Będziemy płacić kary. Pana zdaniem, powinniśmy zamknąć kopalnie już dziś?

Dariusz Joński: Premier Morawiecki obiecał już w maju, że temat będzie dogadany na poziomie dyplomatycznym i, że dogadamy się z Czechami, i nie będziemy musieli tych pieniędzy płacić. Dzisiaj chyba wszyscy są zaskoczeni, bo okazuje się, że pół miliona euro to jest mniej więcej 2 000 300, a miesięcznie 68 mln złotych. To porównując, tyle wydał minister Sasin na wybory, które się nie odbyły.

Panie pośle, dzisiaj jest sytuacja taka, jaka jest i jakąś decyzję trzeba podjąć. Gdyby od pana to zależało, co by pan zrobił? Zamknąłby pan kopalnię, czy płacił kary?

Chcę zwrócić uwagę, że te pieniądze wpływają do Komisji Europejskiej, Czesi  tych pieniędzy nie dostają. Oni też są zainteresowani, żeby siadać z nami i ustalić, i rozwiązać problem. Skoro tak, to premier Morawiecki powinien wsiadać w samolot, jechać, rozmawiać i załatwić ten temat polubownie. Oni swoje żądania, czy też propozycje już dawno zgłosili. Ja nie wiem dlaczego premier Morawiecki przez ten czas udawał, że tematu nie ma.

A do czasu, kiedy dogadają się albo się nie dogadają, powinna działać ta kopalnia, czy nie? Bo to jest rzecz do rozstrzygnięcia dzisiaj. Po prostu tę decyzję trzeba podjąć już.

To jest problem, który PiS wyhodował sam i opozycja nie będzie pomagała w takiej dyskusji, bo ja uważam, że można było tego uniknąć. Można było jechać, rozmawiać i dużo wcześniej to załatwić. Tym bardziej, że  premier Morawiecki obiecywał - i nie tylko on, również ministrowie - że temat absolutnie będzie dogadany na poziomie dyplomacji. Ja uważam, że nie ma innej możliwości. Trzeba siadać i rozmawiać, bo z tego można wyjść, tylko trzeba szukać rozwiązań w dyplomacji.

Z zachodniej granicy przenieśmy się na wschodnią. W weekend tam Straż Graniczna znalazła w lesie ciała zmarłych czterech osób. Zmarli z wycieńczenia i zimna. Czy widzi pan jakieś sensowne, szybkie rozwiązanie tego problemu?

Wydaje mi się, że przede wszystkim dziennikarze powinni być dopuszczeni do tego co tam się dzieje. Tak, żeby móc relacjonować. Wydaje mi się, że ten stan wyjątkowy - po tej informacji ministra, którą słyszeliśmy w Sejmie - jest tylko po to, żeby dziennikarze nie pokazywali tego, co się tam dzieje. Ja mam ograniczone zaufanie do rządu i do dziennikarzy, którzy są uzależniani od tego rządu, którzy pokazują rzeczy, które nie jesteśmy pewni, czy one się tam dzieją, czy nie. Tam doszło do tego, że cztery osoby zmarły. Mam nadzieję, że niezależna komisja to wyjaśni. Uważam, że jedno to humanitaryzm i podanie koca, czy szklanki wody niezależnie, czy to jest granica z Białorusią, czy to jest pustynia, a z drugiej strony szczelność granic. Wydaje mi się, że nie zdaliśmy egzaminu i z jednego i z drugiego.

Czy zawsze będzie ta alternatywa? Albo bronimy polskich granic i granic Unii Europejskiej i wtedy godzimy się na to, że uchodźcy, migranci będą zamarzać w lesie, czy jest jakieś inne rozwiązanie? Czy można jednak i bronić naszych granic i nie dopuszczać  do takich sytuacji, żeby ludzie umierali?

Granica z Białorusią jest granicą zewnętrzną Schengen i musimy jej oczywiście bronić, natomiast wydaje mi się, że to jest problem nie tylko Polski. To jest problem Unii Europejskiej. Musimy znaleźć wspólnie rozwiązanie. Ludzie będą migrowali. Nie tylko z uwagi na wojnę, ale z uwagi chociażby na zmiany klimatyczne, w poszukiwaniu właśnie wody czy jedzenia. I musimy być wszyscy na to jakby gotowi. Natomiast tutaj rząd w ogóle nie zdał egzaminu, wciągając w taką dyskusję i na potrzeby wewnętrznej polityki robiąc to na granicy, co robią. Nie było potrzeby wprowadzenia stanu wyjątkowego.

Ja widzę panie pośle, że pan się troszeczkę cofa. Pan był na granicy w sierpniu, był pan z panem posłem Szczerbą. Wtedy udzielaliście pomocy uchodźcom. Czy to nie jest tak, że teraz, kiedy Donald Tusk na konwencji powiedział, no że właściwie dla poklasku posłowie pojechali tam, że pojechali po to, żeby były pozytywne artykuły o nich, że teraz się po prostu pan trochę cofa? Czuje się pan skarcony przez Tuska i bardziej ostrożny przez to?

Nie. Jeszcze raz, niezależnie od tego, naprawdę, czy to jest granica białoruska, czy to jest pustynia, to podamy tę wodę. Skoro byliśmy tam jako parlamentarzyści, niedaleko granicy usłyszeliśmy, że dzieci i kobiety są tam na miejscu, od kilku dni, to każdy z nas by po prostu taki miał odruch, aby tę wodę, czy śpiwory dla tych dzieci zostawić. Bo zostawiliśmy strażnikom, nie wrzucając żadnego zdjęcia, nie robiąc z tego żadnej informacji.

Ale teraz już nie jeździcie. Czy tam w tej chwili jest ktokolwiek z posłów, którzy wcześniej jeździli?

Po pierwsze wydaje mi się, że jest stan wyjątkowy, to tam nikt nie może.

Nie mówię, że w obszar objęty stanem wyjątkowym.

Wie pani, w tej sprawie naprawdę zostało wszystko już też powiedziane z naszej strony. My obserwujemy to wszystko i domagamy się, żeby dziennikarze mogli relacjonować to, co się tam dzieje. PiS specjalnie tego unika. Wydaje nam się, że jest to specjalna zagrywka, wprowadzenie stanu wyjątkowego po to, żeby właśnie dziennikarzy odciąć od informacji, żeby właśnie nie pokazywali tego, co się tam dzieje. Natomiast jest tyle jakby dodatkowych informacji i problemów, jakie są, jak ja jeżdżę po swoim okręgu, a teraz kandydowałem z okręgu sieradzkiego, miejsko-wiejskiego...

Panie pośle, nie, nie. Jeszcze zaczekajmy z tym, jakie są problemy w pana okręgu. Podczas tej samej konwencji dostało się posłowi Nitrasowi za to, co mówił na campusie. Mówił o tym, że trzeba by było opiłować katolików z ich przywilejów. No i właściwe widać taki mocny zwrot w prawo Platformy Obywatelskiej w tej chwili . Jak będzie wyglądała wasza dalsza współpraca? Co z tymi waszymi postulatami w tej sytuacji?

Jak pani pyta o nasze relacje, to są bardzo dobre i będą, bo mamy zamiar wygrać z PiS-em wybory. Na pewno w tych naszych wszystkich wypowiedziach pewnie potrzeba więcej dyscypliny, tym bardziej że przy tej okazji, gdzie Prawo i Sprawiedliwość ma swoje media i próbuje każde słowo, nawet przy takiej gorącej dyskusji, przy campusie, gdzie są emocje, gdzie wiadomo, że czasami ktoś się przejęzyczy, to wyłapuje każde słowo, żeby tylko i wyłącznie później skłócać.

Nie, ale pan poseł Nitras mówił, że się nie przejęzyczył, że chodziło mu po prostu o ograniczenie przywilejów, który ma w Polsce Kościół i wpływów Kościoła na ustawodawcę.

Na temat kleru moglibyśmy rozmawiać godzinami, naprawdę. Ale mówiąc o tych problemach, które też spotykam w okręgu, bo one nie są jakby inne, to dzisiaj wydaje się, że temat drożyzny tego, co faktycznie dotyka ludzi i opieki zdrowia, są najważniejsze.

O drożyźnie za chwilę.

Chcę, żeby pani wiedziała, że jeśli chodzi o Inicjatywę Polską, którą reprezentuję w ramach Koalicji Obywatelskiej, razem z Barbarą Nowacką, Katarzyną Piekarską, Riadem Haidarem m.in. będziemy robili wszystko, żeby ten głos, jakby też socjaldemokracji był słyszalny. Ale też widzimy, co się dzieje.

Czyli postulatów swoich będziecie się trzymać dalej, tych, z którymi wchodziliście do koalicji, czyli świeckie państwo, związki partnerskie.

Będziemy, absolutnie. Myśmy zbierali podpisy w sprawie liberalizacji aborcji. Myśmy się tak znaleźli też w Sejmie. Bo przez te cztery lata, kiedy Lewicy nie było w Sejmie, myśmy dwukrotnie chodzili po ulicach, zbierali podpisy, razem z innymi organizacjami, a Barbara Nowacka reprezentowała nas. M.in. walczyliśmy o liberalizację aborcji, m.in. o dostęp do antykoncepcji, o edukację seksualną w szkołach. O to walczyliśmy. I tak się też znaleźliśmy. Natomiast, wie pani, rozmowy w szerokiej koalicji oznaczają, że trzeba znaleźć wspólne mianowniki. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Popołudniowa rozmowa w RMF FM

Sara Bounaoui

Jonasz Jasnorzewski

Bianka Mikołajewska