Jak uratować Ekstraklasę dla Górnika Łęczna i czy jest to w ogóle potrzebne? Drużyna zamyka ligową tabelę, a kibice nieszczególnie garną się na stadion w Lublinie. Czy anonimowi gracze z zagranicy i Franciszek Smuda na ławce trenerskiej będą jednak receptą na fatalną sytuację?

REKLAMA

Niewielkim pocieszeniem dla kibiców Górnika Łęczna może być na razie jedynie to, że jeśli chodzi o ekstraklasową wiosnę to nie są najsłabszą drużyną ligi. Zdołali uciułać trzy punkty pokonując Piasta Gliwice, który w tym roku jeszcze nie poprawił swojego ligowego dorobku nawet o jeden punkt. Zanotował cztery porażki. Mimo wszystko Gliwiczanie mają ciągle punkt więcej od Górnika, który zamyka ligową tabelę.

Kiedy w grudniu Franciszek Smuda zaczął pracę w Łęcznej od razu musiał zmierzyć się z Legią i to w Warszawie. Legioniści byli wtedy w wysokiej formie i pokonali zespół Smudy 5:0, co jednak można było wkalkulować w koszty. Wiosna miała być lepsza, ale na razie wszystko wygląda blado. Pierwsza tegoroczna kolejka oznaczała dla Górnika przymusowy odpoczynek, bo mecz z Zagłębiem z powodów atmosferycznych odwołano. Potem przyszła porażka z Jagiellonią 0:5, wygrana nad Piastem 1:0 (odniesiona rzutem na taśmę) i porażka z Koroną 1:2. Wczoraj Ekstraklasa nadrobiła zaległości, a Górnik przegrał 0:1 z Zagłębiem. Bilans zatem daleki od korzystnego. A warto odnotować, że inne drużyny walczące o utrzymanie potrafią skutecznie punktować - Ruch Chorzów zebrał wiosną już 7 punktów, Cracovia 5, Wisła Płock 5, Śląsk 4. Nawet jeśli nieznacznie to wszyscy więcej od Górnika - oczywiście poza wspomnianym już Piastem.

Zimowe wzmocnienia też na razie nie zachwycają. Tylko Rumun Gabriel Matei gra regularnie. Wypożyczony niedawno z Fortuny Sittard Stefan Askovski z Macedonii na razie rozegrał w lidze 16 minut, a Peruwiańczyk Josimar Atoche jeszcze w Ekstraklasie nie zadebiutował. Wydaje się, że trener Smuda sam sobie utrudnia sytuację, bo według obecnych przepisów w naszej lidze jednocześnie na boisku może przebywać 2 piłkarzy spoza Unii Europejskiej. Limit wypełniają najczęściej obrońca Leandro z Brazylii i skrzydłowy Nika Dżalamidze z Gruzji. Trzeba też "upchnąć Askovskiego", który w meczu z Zagłębiem przynajmniej załapał się na ławkę. Atoche jest poza składem. A przecież w kadrze jest także obecnie kontuzjowany serbski napastnik Vojo Ubiparip. Nie da się ukryć - jest tłoczno i trzeba żonglować składem, żeby wszystko się zgadzało.

Kuriozalność całej sytuacji polega też na tym, że Górnika nikt nie chce oglądać. W klubie policzyli, że dzięki przeprowadzce zarabiają więcej, ale frekwencja nie prezentuje poziom godnego Ekstraklasy. Wygraną z Piastem obejrzało na żywo 1400 widzów. Mecz z Zagłębiem rozegrany wczoraj niespełna 2,5 tysiąca fanów. Ostatni grudniowy mecz "u siebie" z Bruk-Betem Termaliką przyciągnął półtora tysiąca fanów. Górnik ma najgorszą średnią kibiców na mecz w całej lidze. Na razie to główny kandydat do spadku - pytanie czy zgodnie z hasłem "Franek Smuda czyni cuda" sytuacja jeszcze się zmieni. Czasu ciągle wystarczy.

Doświadczony szkoleniowiec przekonuje, że atmosfera w drużynie jest świetna, a przygotowanie fizyczne zacznie procentować jak tylko piłkarze Górnika zaczną być skuteczniejsi, bo właśnie skuteczność jest teraz największym problemem. Czy zespół z Łęcznej odpali? Najbliższa okazja na punkty to starcie z bezbarwną na wiosnę Pogonią Szczecin. Ponownie w Lublinie.